Cassini mierzy grawitację Enceladusa

Fot. Zdjęcie wykonane 26 kwietnia 2010 roku w filtrze CL1 oraz IR3 i odebrane na Ziemi następnego dnia. W chwili wykonania zdjęcia sonda znajdowała się w odległości 947 kilometrów od Enceladusa. Zdjęcie nie zostało zredukowane oraz skalibrowane.
 Źródło: NASA/JPL/Space Science Institute

Kosmiczna sonda Cassini z sukcesem zakończyła 26-godzinne obserwacje, które miały na celu zbadanie grawitacji Enceladusa, jednego z księżyców Saturna. Dane, które zostały przesłane na Ziemię, pozwolą naukowcom na poznanie i zrozumienie wewnętrznej budowy księżyca oraz jego struktury.

Trasa przelotu sondy Cassini wiodła przez regiony bieguna południowego księżyca, z którego to wydobywa się wodny pióropusz. 27 kwietnia 2010 roku późnym popołudniem sonda zbliżyła się do księżyca na minimalną odległość około 100 kilometrów.

Stałe łącze radiowe z naziemną stacją NASA Deep Space Network pozwoliło naukowcom na wykorzystanie instrumentów radiowych do pomiaru zmian przyciągania grawitacyjnego Enceladusa. Analiza drobnych drgań pomoże sprawdzić, czy pod powierzchnią słynnych „tygrysich pręgów” nie znajduje się ocean, morze czy też ogromne jezioro. To właśnie z tego miejsca, znajdującego się na biegunie południowym, wyrzucana jest struga pary wodnej oraz cząstek organicznych. Dodatkowo uzyskane wyniki mogą pomóc również w odpowiedzi na pytanie, czy bąble cieplejszego lodu, znajdujące się we wnętrzu księżyca, nie unoszą się właśnie w kierunku tego regionu.

Głównym priorytetem tej misji były pomiary radiowe oraz kontrola ułożenia korpusu sondy, dlatego też przez większość czasu trwania przelotu, przyrządy optyczne nie były skierowane w stronę Enceladusa i zdjęcia w zakresie optycznym mogły zostać wykonane dopiero później, z większej odległości.

Zwykle w trakcie tego typu bliskich przelotów Cassini korzysta ze swoich silników odrzutowych, jednak nie tym razem. Użycie silników odrzutowych spowodowałoby nadanie sondzie dodatkowego przyspieszenia, a to znacznie skomplikowałoby możliwość wykonania precyzyjnych pomiarów radiowych. Z tego właśnie powodu sonda korzystała wyłącznie ze specjalnych kół zamachowych (ang. reaction wheels), które umożliwiają sterowanie bez użycia silników.


9 maja 2010
ŹródłoHubert Siejkowski

Liczba odsłon: 1099