Jak wygrałem konkurs ESA “WakeUpRosetta”

Józek Dobrowolski. Jego film w konkursie Europejskiej Agencji Kosmicznej  „WakeUpRosetta” otrzymał 9092 głosów, co stanowiło ponad 12 procent wszystkich oddanych głosów
Znamy już laureatów konkursu Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) „WakeUpRosetta”  mającego pomóc obudzić sondę Rosetta z hibernacji. Przypomnijmy, że „Rosetta” to misja kosmiczna ESA, która wystartowała w roku 2004. Jej zadaniem jest dotarcie do komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko i wejście na jej orbitę. W listopadzie 2014 r. planowane jest lądowanie na jądrze komety i jego bezpośrednie zbadanie. Polska ma swój udział w tej misji, ponieważ jednym z urządzeń lądownika Philae jest penetrator kometarny MUPUS zbudowany w Centrum Badań Kosmicznych PAN. Misja Rosetta jest wyjątkowa, ponieważ po raz pierwszy ziemska sonda będzie orbitowała wokół komety oraz osadzi na jej jądrze lądownik z aparaturą badawczą.

Konkurs ESA „WakeUpRosetta” zakończył się 28 stycznia 2014. Jednym z dwóch jego zwycięzców jest Józek Dobrowolski, 17-letni uczeń III Liceum Ogólnokształcącego im. Unii Europejskiej w Ostrołęce. Jego film otrzymał 9092 głosów, co stanowiło ponad 12 procent wszystkich oddanych głosów (75 tys.). O jego wyczynie pisały media polskie i zagraniczne. W nagrodę za zajęcie II miejsca Józek Dobrowolski pojedzie na jesieni do Europejskiego Centrum Operacji Kosmicznych ESA w Darmstadt w Niemczech, gdzie weźmie udział  w operacji lądowania próbnika Philae na komecie. Dla osób, które nie miały jeszcze okazji zobaczyć zwycięskiego klipu prezentujemy go na końcu wywiadu.
Bezpośredni link do filmu Józka.

Dziś jednak mam okazję porozmawiać z Józkiem nie tylko o konkursie, ale i dowiedzieć się czegoś więcej o nim, m.in. o tym jak można zarazić się astronomią i czy „romans” z kosmosem pozwala poznawać nowe osoby.

Paweł Z. Grochowalski: Zanim „rozprawimy się” z konkursem, chciałbym, abyś opowiedział coś o sobie, np. skąd się wzięło twoje zainteresowanie astronomią?

Józek Dobrowolski: Właściwie od najmłodszych lat temat kosmosu był dla mnie bardzo ciekawy. Na początku była to fascynacja nieznanym – nie raz patrzyłem nocą w ciemne niebo, które wydawało się odległym i tajemniczym światem, czymś innym. Ten temat powracał przez lata, ale zawsze brakowało mi jakiegoś „kopniaka”, który by mnie popchnął do dalszych działań. Taką szansę dostałem w 2012 roku. Na początku z zapartym tchem czytałem fora, nie dowierzając, że z użyciem amatorskiego sprzętu można w tak zaawansowanym stopniu zajmować się badaniem nieba. Narastającą chęć samodzielnego zajmowania się astronomią podsycił tranzyt Wenus, czyli  przejście tej planety na tle tarczy Słońca, które miało miejsce w czerwcu 2012r.. Pomimo, że nie miałem wtedy odpowiednich przyrządów, wstałem o 3 rano i czekałem. Tamtego ranka nawet nie zobaczyłem Słońca, niebo było szczelnie przykryte chmurami, ale po raz pierwszy poczułem ten „klimat” obcowania z kosmosem, sam na sam, podczas gdy inni wygodnie śpią, nieświadomi cudów nad ich głowami. Jednak przełomowym momentem niespodziewanie okazało się być sierpniowe maksimum meteorów z roju Perseidów, o którym dowiedziałem się przypadkowo. Ale to również temat, o którym  mogę opowiadać godzinami. W każdym razie od tamtego czasu astronomia pochłonęła mnie bez reszty.

PZG: Czy obserwujesz niebo sam?

JD: Zazwyczaj tak. Ale niekiedy patrzymy w nie wspólnie z moim najlepszym kumplem Łukaszem.

PZG: Słyszałem, że piękno nocnego nieba tak cię zachwyciło, że kupiłeś sobie teleskop. To prawda?

JD: Pierwsze, w co zainwestowałem po obserwacji Perseidów, to obrotowa mapa nieba oraz latarka z czerwonym światłem do jej czytania. Przez około trzy miesiące uczyłem się położenia obiektów, zwłaszcza tych z katalogu Messiera, gwiazd, gwiazdozbiorów. Byłem już dość dobrze zorientowany w tym temacie po kilkumiesięcznym czytaniu forum Astromaniak.pl. W tym czasie odłożyłem dość pieniędzy, aby kupić pierwszy zestaw: lornetka 10x50 z niezbędnymi akcesoriami oraz statyw. Po miesiącach obserwacji, dziesiątkach nocy pod rozgwieżdżonym niebem i setkach zaobserwowanych obiektów postanowiłem odłożyć pieniądze na coś, co urozmaiciłoby obserwacje "lornetkowe". Kupiłem obiektyw MC MTO-11CA, który pozwala mi zarówno prowadzić obserwacje (po podłączeniu odpowiednich akcesoriów), jak i fotografować niebo.

PZG
: To jak to wygląda, stawiasz teleskop przed domem, na podwórku czy na trawniku i obserwujesz?

JD: Nie, jest to nieco bardziej skomplikowane. Wyjeżdżam 8-12 km za miasto, gdzie niebo jest możliwe najciemniejsze a horyzontu nie zasłaniają drzewa i domy. Tam, przed zachodem Słońca, rozkładam sprzęt na około 1,5 godziny,  aby temperatura wewnątrz teleskopu zrównała się z temperaturą otoczenia. Zabieg ten jest konieczny, aby instrument dawał dobre obrazy. W tym czasie przygotowuję plan obserwacji, mapy i atlasy oraz adaptuje wzrok do ciemności. Każda sesja obserwacyjna to nowa przygoda, klimat jej towarzyszący, dokładny przebieg oraz znaczenie jak dla mnie ma również mógłbym długo opisywać. Gdy nie mam czasu na taki wyjazd lub warunki nie pozwalają, wtedy rozstawiam sprzęt na balkonie i zajmuję się jasnymi obiektami Układu Słonecznego, w obserwacji których nie przeszkadza rozświetlone, miejskie niebo.

PZG: Czy interesujesz się tylko obserwacjami astronomicznymi, czy może interesuje Cię coś jeszcze w kosmosie, np. misje załogowe?
JD: Interesuje mnie wszystko, co związane jest z szeroko pojętą astronomią. Od kilku tygodni np. zajmuję się zgłębianiem tematu spektroskopii astronomicznej. Misje załogowe to również bardzo ciekawy temat. Staram się nie ograniczać i poznawać różne kierunki na „kosmicznym froncie”.

PZG: Ostrołęka to dość spore miasto, które liczy sobie ponad 50 tys. mieszkańców. Czy miałeś jakąś pomoc przy swoim hobby od strony szkoły, jakichś kółek astronomicznych, jakichś innych organizacji zajmujących się astronomią?

JD: Jestem raczej samoukiem, ale jasne, że chciałbym w przyszłości dołączyć do jakiegoś grona osób, które kochają to co ja. W Ostrołęce nie ma żadnego astronomicznego kółka zainteresowań. A przynajmniej ja nie trafiłem na takie.

PZG: Kiedy dowiedziałeś się o konkursie?

JD: O konkursie dowiedziałem się 10 grudnia z Facebook'a. Jeden z profili popularyzujących astronomię (Linia Karmana) zamieścił ogłoszenie.

PZG: Skąd pomysł na klip?

JD: Film dotyczył „wybudzenia” sondy, więc koncepcja dosłownego przedstawienia tego wydarzenia nasunęła mi się od razu. Początkowo rozważałem dwie możliwości: zrobienie modelu sondy lub specjalnego przebrania, kostiumu (panele słoneczne na rękach itp.) Ostatecznie wybrałem pierwszą z możliwości, ponieważ materiał musiałem w całości nakręcić i montować sam, nie mógłbym jednocześnie leżeć na łóżku i udawać sondy. Model, jako ostatni element przed rozpoczęciem nagrywania wykonywany był w pośpiechu. Jeden z uczestników już wtedy miał ponad 1000 głosów. Film powstawał przez ponad dwa tygodnie, to dość długo jak na ponad minutę trwania. Spowodowane było to m.in. czekaniem na zamówiony megafon (notabene pojawił się w filmie tylko przez kilka sekund). Najwięcej jednak czasu zabrało oczekiwanie na słoneczny dzień, który był niezbędny do dogrania sceny wybudzenia sondy. Okno mojego pokoju jest położone w takim miejscu, że nawet w pogodne dni nie jest tam zbyt jasno. Dodatkowe opóźnienia związane były ze sprzętem; mój laptop do najlepszych nie należy i nie radził sobie ze składaniem materiału w HD, nawet w słabo rozbudowanym programie.

PZG: Czy ktoś Ci pomagał?

JD: Tak, pomocy udzielili mi znajomi, od których pożyczyłem potrzebne rekwizyty (m.in. specyficzny budzik oraz pościel z motywami kosmicznymi), a całość prac konsultowałem z moją siostrą Martą.

PZG: Czy twoja siostra także interesuje się astronomią? Czy jest to wasze hobby rodzinne?

JD: Myślę, że w pewnym stopniu zainteresowałem ją tym tematem. W ciepłe, letnie noce często spacerowaliśmy, a ja opowiadałem jej o tym, co akurat widać było na niebie. W czasie zeszłorocznego maksimum Perseidów również znalazła czas i chęci na wspólne obserwacje.

PZG: Orion kibicował Ci od 8 stycznia, kiedy to po raz pierwszy w przeglądzie "Media o kosmosie" ukazała się informacja o Twoim udziale w konkursie. Czy spotkałeś się z zainteresowaniem innych mediów?

JD: Tak, nie spodziewałem się takiego odzewu ze strony mediów. Oprócz Oriona aktywnie wspierała mnie również ''Crazy Nauka'' oraz warszawskie planetarium ''Niebo Kopernika'', a wywiad ze mną przeprowadzała m.in. pani Idalia Błaszczyk z Radia Chicago. O sprawie pisały też lokalne gazety, Tygodnik oraz Kurier Ostrołęcki. Nie chciałbym jednak nikogo tu pominąć. Podziękowania oraz podsumowanie konkursu znajdzie się na moim blogu, nad którym niedługo zakończę pracę. Zapraszam wkrótce na: weterest.com

PZG: Konkurs obfitował w wiele zwrotów akcji. Opowiesz o tym?

JD: Od 11 stycznia utrzymywałem się na pierwszym miejscu, jednak ESA dwa razy zmieniała datę końca konkursu. Najpierw okazało się, że konkursowe budzenie Rosetty nie skończyło się 20 stycznia. Było to spore zaskoczenie dla mnie i znajomych. Wszyscy myśleliśmy, że konkurs będzie połączony z faktycznym obudzeniem sondy z hibernacji. Okazało się, że do 20 stycznia ESA przyjmowała klipy, a sam konkurs kończy się 24 stycznia. Do piątku rano byłem na pierwszym miejscu, ale konkurs został przesunięty do wtorku, tj. 28 stycznia. Potem klip dzieci z Grecji wskoczył na I miejsce, a głosowanie na cały dzień się zawiesiło. Od soboty była to pogoń za Grekami. Mnóstwo osób pomagało mi zdobywać głosy. Jeszcze we wtorek rano ukazał się artykuł o mnie na stronie TVN24 i rzutem na taśmę otrzymałem dodatkowe 3 tys. głosów. Walka trwała jak zapowiadałem: do końca. Jednak ten cenny czas, który 24 stycznia dostała grecka szkoła, przeważył.

PZG: Co sądzisz o zakończeniu konkursu, czy jesteś zadowolony z II miejsca?

JD: Jestem jednym ze zwycięzców - tak to postrzegam. Jestem szczęśliwy, bo osiągnąłem swój cel. II miejsce to również nagroda główna i to się dla mnie liczy.

PZG: O Twoim zwycięstwie pisały polskie i zagraniczne serwisy. ESA napisała o dwóch zwycięzcach. Ale już Universe Today napisało tylko o zwycięstwie dzieci z Grecji. To było bardzo niepokojące zjawisko, bo był pominięty jeden ze zwycięzców. Wiem, że zaprotestowałeś.

JD: Tak, ten artykuł aż prosił się o sprostowanie. Na facebooku Centrum Badań Kosmicznych PAN pojawił się wpis, aby skontaktować się z autorką artykułu Nancy Atkinson. Razem z siostrą napisaliśmy stosowną wiadomość z prośbą o naprawienie błędu. Zainterweniował w tej sprawie również Kamil Złoczewski z warszawskiego Nieba Kopernika. Nasze starania odniosły skutek i następnego dnia pojawiła się informacja o zwycięzcy z Polski, krótka informacja o mnie oraz mój filmik.

PZG: Czy dzięki wygraniu konkursu jesteś bardziej rozpoznawalny, czy częściej uśmiechają się do Ciebie dziewczyny?

JD: Konkurs odbił się dość szerokim echem w mediach, więc miał na pewno pewien wpływ na rozpoznawalność. Cieszę się, że mogłem pokazać się szerzej astronomicznej społeczności w Polsce. Do tej pory część środowiska kojarzyła mnie jedynie z nicku „Weterest”. Kiedy okazało się, że jestem jednym ze zwycięzców, wiele obcych dla mnie osób gratulowało mi osobiście, telefonicznie i przez Internet. A uśmiechy dziewczyn? Zapewne skłamałbym mówiąc, że sprawa konkursu pozostała na to bez wpływu.

PZG: A jak zareagowali nauczyciele z twojego liceum na wiadomość, że wygrałeś konkurs ESA? Czy złożyli Ci gratulacje? Czy dostaniesz usprawiedliwienie, że „urwiesz się” z zajęć w liceum i pojedziesz do Darmstadt?

JD: Nauczyciele oczywiście mi gratulowali. Nigdy nie przenosiłem astronomii na szkołę, także wielu było zaskoczonych moimi zainteresowaniami. Największą jednak niespodziankę przygotowała mi moja klasa: tort, gratulacje i cała godzina poświęcona rozmowom o tym jak wyglądają obserwacje od strony praktycznej. Kwestii usprawiedliwienia nie omawiałem jeszcze z nikim i nie ukrywam, że jest dla mnie dość oczywiste.

PZG: Czy ESA skontaktowała się już z Tobą?

JD: Tak. Najpierw dostałem mail z wiadomością o wygranej, później kolejny, a kilka dni temu zadzwonili do mnie. Nie przypuszczałem, że będę mieć w telefonie kontakt podpisany „Europejska Agencja Kosmiczna”. Parę dni temu dostałem też paczkę z gadżetami z Darmstadtu (nagroda dla całej pierwszej dziesiątki).

PZG: A co było w paczce?

JD: Koszulka, bidon, 3 płyty (filmy i muzyka), sporo naklejek, worek, długopis, notes, czasopisma, nawet spinka do mankietu z logo Rosetty.

PZG: Czy cieszysz się z wyjazdu do Darmstadt? Czy zacząłeś robić jakieś plany na pobyt w Niemczech, wiesz już może, co chciałbyś zobaczyć na miejscu?

JD: Jasne, ciężko się nie cieszyć z zaproszenia na takie wydarzenie. Nie wiem co zaplanowali organizatorzy i ile wolnego czasu będę miał. Pewne jest, że skoro już tam będę, to postaram się zobaczyć jak najwięcej.

PZG: Czy już wiesz, jak będzie wyglądał wyjazd od strony formalnej, to znaczy czy ESA kupiła Ci już bilety na samolot, kto Cię odbierze z lotniska, jaki jest plan przebiegu wizyty?

JD: Jeszcze nie znam szczegółów tego wyjazdu. To za 9 miesięcy. Na bieżąco będę o wszystkim informowany.

PZG: A planujesz może nakręcić klip z Centrum Operacji Kosmicznych ESA?

JD: Mam zamiar zrobić projekt, rozbudowaną relację (w formie wideo), kilka portali już mnie o to prosiło. Będzie to niezwykłe wydarzenie, nie tylko dla mnie. Dlatego nie byłbym sobą, gdybym z tej okazji nie przygotował jakiegoś filmu.

PZG. Czy wiesz może, kto będzie reprezentował Grecję? Czy ESA planuje przyjazd wszystkich 1002 dzieci?

JD: Na taką delegację z Grecji ESA musiałaby przeznaczyć pewnie sporą część swojego budżetu (śmiech). Z tego co wiem do ESOC został zaproszony tylko nauczyciel oraz jeden uczeń.

PZG: Jakie masz plany na przyszłość? Czy myślałeś już, aby swoje zainteresowania astronomią połączyć jakoś z przyszłymi studiami?

JD: Nie mam ściśle skonkretyzowanych planów, jednak w przyszłość spoglądam z wiarą, że moja pasja będzie również moim sposobem na życie, jego częścią. Pomysł na studia mam, ale sprawę komplikują przedmioty ścisłe, które są dla mnie nie lada wyzwaniem. Jednak nie ma przeszkód nie do pokonania. Sposobów na „astronomowanie” w przyszłości jest wiele i będę pracował, aby któryś z nich się urzeczywistnił.

PZG: Wiem, że niedawno ruszył konkurs Centrum Hewelianum pt. AstroCamera. Czy weźmiesz w nim udział?

JD: W tej chwili ciężko mi dać jednoznaczną odpowiedź. Na razie kompletuję sprzęt do astrofotografii planetarnej, jeżeli wyrobię się w czasie i dozbieram pieniądze na potrzebne części to na pewno spróbuję swoich sił.

PZG: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych konkursach.

JD: Dziękuję


Rozmawiał Paweł Z. Grochowalski



Liczba odsłon: 1659


Józek Dobrowolski. Tak, to ta bluza "brała udział" w zwycięskim klipie.