Kometa 73P/Schwassmann-Wachmann umiera na naszych oczach

W roku 1995 kometa 73P/Schwassmann-Wachmann bez żadnych widocznych powodów rozpadła się na co najmniej 3 odrębne minikomety. Znajdowała się wtedy w odległości ok. 250 mln km od Ziemi. Teraz, w maju 2006 r. kometa będzie przebiegała tylko ok. 10 mln km od Ziemi (25 razy dalej niż Księżyc), a więc astronomowie będą mieli dużo lepsze warunki obserwacji. Bliżej Ziemi przechodziła w 1983 roku kometa IRAS-Iraki-Alcock, która zbliżyła się wtedy do nas na odległość 5 mln. km. Końcu kwietnia obserwował ją teleskop kosmiczny Hubble’a. Wielki radioteleskop Arecibo w Puerto Rico będzie próbował ją sięgnąć wiązką radarową, aby wyznaczyć jej (ich?) kształt i spin (obrót). Miłośnicy astronomii na całym świecie będą mogli łatwo dostrzec te minikomety, gdy będą przechodziły przez gwiazdozbiory Łabędzia i Pegaza w dniach od 12 do 14 maja br. Choć komety te będą bardzo blisko Ziemi ich blask będzie stosunkowo niewielki, ok. 3 do 4 wielkości gwiazdowej. Na obserwacje trzeba więc będzie wybierać miejsca nie skażone światłem latarń ulicznych lub innym oświetleniem. Ale lornetka znakomicie ułatwi śledzenie ewolucji ich kształtu i drogi wśród gwiazd.



Liczba fragmentów na które rozpadła się kometa 73P/S-W stale się zmienia. W czasie rozpadu w 1995 r. astronomowie wyróżniali 3 minikomety: A, B i C. Później mówili o ośmiu fragmentach: dwa większe B i C oraz mniejsze fragmenty nazwane G, H, J, L, M i N. Teraz (przełom kwietnia i maja 2006), po obserwacjach teleskopem kosmicznym, mówią o 36. Wydaje się więc, że kolejne fragmenty rozpadają się dalej i tworzą kolejne generacje minikomet. W tej sytuacji trudno określić „jak długi będzie sznur pereł”, gdy kometa osiągnie peryhelium 7 czerwca 2006 r. Ale absolutnie nie należy się spodziewać, że któryś z fragmentów uderzy w Ziemię.

Oczywiście można się spodziewać deszczu meteorów, gdy ta rodzina komet osiągnie perigeum. Chmura pyłu powstała z rozpadu 1995 r może po 11 latach być tak duża, że w okresie największego zbliżenia do Ziemi, stanie się źródłem licznych spadków meteorów. Przewidywania są jednak trudne, bo nie znamy przyczyny rozpadu komety w roku 1995. Jeśli przyczyną rozpadu był stres termiczny, podobny do tego jaki zachodzi gdy kostka zimnego lodu wpadnie do gorącej zupy (bo przecież po długiej drodze w zimnych przestrzeniach peryferiów Układu Słonecznego, wychłodzona kometa w miarę zbliżania się do Słońca jest silnie przez nie ogrzewana), to wtedy ekspansja chmury pyłu powstałej w czasie rozpadu byłaby powolna i nie byłoby zjawiska deszczu meteorów w czasie największego zbliżenia komety 73P/S-W do Ziemi. Tak twierdzi dr Paul Wiegert, badacz komet z Uniwersytetu Zachodniego Ontario. Gdyby natomiast przyczyną rozpadu było zderzenie z jakimś małym ciałem międzyplanetarnym, to wybita w takiej katastrofie materia rozprzestrzeniałaby się znacznie szybciej i bylibyśmy świadkami pięknego zjawiska licznych gwiazd spadających.

Takie zjawisko nastąpiło w czasie „umierania” komety 3D/Bieli w XIX wieku. Najpierw, w 1846 roku, obserwowano rozpad tej komety na dwie części, później w 1872 r. kometa rozsypała się całkowicie na wiele części. W rezultacie o jej istnieniu świadczyły trzy intensywne (3000 do 15000 meteorów na godzinę) deszcze meteorów w latach 1872, 1885 i 1892. I tak zakończyło się jej życie.

Według rachunków Wiegerta i jego współpracowników, przy założeniu stresu termicznego jako przyczyny rozpadu komety 73P/S-W, powstała chmura pyłu jest za mała, aby spowodować zauważalny wzrost ilości spadających meteorów w 2006 r., natomiast można się spodziewać nowego roju meteorów związanego z rozpadem tej komety w czasie jej ponownego powrotu w sąsiedztwo Ziemi w 2022 r.

Pozostaje więc czuwać i pilnie obserwować majowe niebo.

8 maja 2006

Źródło: SpaceWeather | (aw)

Liczba odsłon: 1018