| ||||||||||||||||||||||||
Nowe oblicze Urana Teleskop Hubble’a sfotografował nowe dwa pierścienie i dwa małe księżyce krążące dookoła Urana. Pierścienie są prawie dwa razy większe od dotychczas znanych i znajdują się tak daleko, że zostały nazwane „drugim systemem pierścieni” Urana..
Jedn z odkrytych księżyców Mab krąży po tej samej orbicie co zewnętrzny, nowo odkryty pierścień. Pył jest tutaj wciąż wyrzucany w przestrzeń, ale obserwacje dowodzą, że pierścień jest niezmiennie zasilany nowym materiałem. Roje meteorytów uderzające w Mab wybijają pył z jej powierzchni do pierścienia, gdy tymczasem stary pył osiada z powrotem na satelitę. Drugi odkryty pierścień położony bliżej Urana nie posiada na swojej drodze żadnego widocznego ciała, które mogłoby dostarczać pyłu. Podejrzewa się, że pierścień może sie składać z pasa wielu bardzo niewielkich – kilku do kilkusetmetrowych obiektów. Pierwsze 9 pierścieni Urana zostało odkrytych w 1977 roku podczas obserwacji atmosfery planety. W czasie przelotu Voyagera w pobliżu Urana odkryto 2 nowe pierścienie i 10 księżyców. Na dwa dodatkowe pierścienie, leżące zbyt daleko nikt wówczas nie zwrócił uwagi, choć po wnikliwej analizie można się ich było na zdjęciach dopatrzeć. Dopiero obrazy z teleskopu Hubble’a z września 2005 ewidentnie je pokazują. Dane z Hubble’a wskazują również na znaczne zmiany parametrów orbit znanych już księżyców planety. Odkrycie nowych obiektów pozwoli lepiej zrozumieć jaką drogę przemierza i jakim procesom podlega pył, z którego powstają układy planetarne W 2007 roku wszystkie pierścienie będą do nas nachylone pod bardzo małym kątem, wówczas będzie im się można przyjrzeć dokładniej. 28 grudnia 2005 Źródło: NASA | Karolina WojtkowskaJednak bez próbek... Naukowcy japońscy donoszą, że po prześledzeniu danych z ostatnich kilku dni pracy statku kosmicznego Hayabusa na planetce Itokawa nie jest pewne czy próbka z powierzchni rzeczywiście została pobrana.
Jeszcze przed oderwaniem się próbnika od powierzchni pojawiło się wiele niezgodności pomiędzy wysyłanymi poleceniami z Ziemi, a pracą urządzeń na statku. Z nieznanych powodów system Hayabusa nie przyjmował i nie przetwarzał poprawnie komend kontrolnych systemów nawigacyjnych i komunikacyjnych. Pojawiły się również problemy z zasilaniem elektrycznym, wyciekiem paliwa i zatrzymaniem pracy silnika chemicznego. Brak prądu mógł mieć bezpośredni wpływ na pobranie próbki z Itokawa. Jest wielce prawdopodobne, że pocisk próbkujący, który miał być wystrzelony w grunt planetki w ogóle nie został odpalony. Niestety nie są dostępne żadne odczyty z urządzeń kontrolujących tę operację. Hayabusa wraca już na Ziemię, ale jego parametry nadal nie są zadowalające. Po kolejnych próbach korekty działania urządzeń udało się odzyskać częściową kontrolę nad statkiem, ale niezbędne będą kolejne kroki korygujące. Wypuszczenie strumienia ksenonowego pozwoli poprawić orbitę, ale jeszcze nie jest oczywiste czy uda się odpalić silnik i czy parametry lotu zostaną stabilne na tyle aby kapsuła mogła szczęśliwie dotrzeć na Ziemię. Termin lądowania uległ przesunięciu o trzy lata i nie będzie to czerwiec 2007 lecz 2010 14 grudnia 2005 Źródło: JAXA/ISAS | Karolina WojtkowskaPróbki z planetki wracają na Ziemię Hayabusa japońskiej agencji JAXA (Japan Aerospace Exploration Agency) po raz drugi w ciągu swojej misji osiadł na planetce Itokawa i pobrał próbki z jej powierzchni.
Misja rozpoczęła się w maju 2003 roku w Kagoshima Space Center na południu Japonii. Od tamtego czasu pojawiło się wiele awarii, między innymi zbyt wczesne uwolnienie robota-lądownika Minerva podczas pierwszej próby lądowania na planetce. W końcu jednak doszło do kontrolowanego zbliżenia i pobrania materiału badawczego z powierzchni obiektu. Według najnowszych danych Itokawa mierzy 540 x 310 x 250 metrów i znajduje się w odległości około 300.000.000 km od Ziemi. Podstawowym celem misji jest przetestowanie nowych, bardzo zaawansowanych technologii. Na pokładzie umieszczony został między innymi spektrometr rentgenowski, którego zadaniem jest identyfikacja najpowszechniej występujących na planetce pierwiastków i związków chemicznych. Dane te będą również wykorzystywane do porównań ze składami chemicznymi meteorytów z ziemskich kolekcji. Analiza materiału przywiezionego na naszą planetę pozwoli na lepsze zrozumienie chemicznych zjawisk i procesów jakie miały miejsce 5 miliardów lat temu, kiedy powstawał nasz Układ Słoneczny. Pod względem chemicznym planetki są skamielinami, niemal nietkniętymi pozostałościami z tamtego okresu.
Informacja o chemii i strukturze Itokawa zostanie również wykorzystana do opracowania skutecznej strategii działania w przypadku niebezpiecznie bliskiego przejścia tego typu obiektu od Ziemi. Rozpoczął się już lot powrotny statku Hayabusa. W czerwcu 2007, na wysokości około 200.000 km kapsuła z próbkami zostanie odłączona, przejdzie przez atmosferę rozgrzewając się do temperatury 3000 stopni Celsjusza i wyląduje w Australii. Kolejnym projektem japońskich naukowców jest wysłanie misji próbkującej do jądra komety. W fazie bardzo zaawansowanej jest również opracowanie technologii lądowania i pobierania materiału z co najmniej dwóch obiektów niebieskich w czasie trwania jednej misji. 5 grudnia 2005 Źródło: JAXA/ISAS | Karolina WojtkowskaNiespodziewany Rozbłysk Gwiazdy Barnarda Gwiazda Barnarda z gwiazdozbioru Wężownika jest jedną z najbliższych gwiazd, oddaloną zaledwie o 6 lat świetlnych od Słońca.
Analizując stare dane astronomowie amerykańscy odkryli nagłe pojaśnienie tej gwiazdy, co jest o tyle zaskakujące, że jako stary, czerwony karzeł nie powinna ona dawać żadnych znaków powracania do życia. Czerwone karły są mniejsze, chłodniejsze i słabsze niż Słońce. Gdy są jeszcze młode prędkość ich rotacji jest na tyle duża, że może generować silne pole magnetyczne. To właśnie ono powoduje rozbłyski. Gwiazda może wówczas podwoić swoją dotychczasową jasność w kilka sekund. Z wiekiem karły zwalniają. Gwiazda Barnarda jest bardzo stara – liczy sobie około 12 miliardów lat czyli ponad dwa razy więcej niż Słońce. Wykazuje bardzo małe, periodyczne zmiany jasności, co oznacza, że rotuje bardzo wolno, jeden obrót zajmuje jej 130 dni, a to nie powinno powodować żadnych silnych rozbłysków. Na podstawie danych z 1998, które pokazują linie emisyjne w widmie gwiady, wyliczono, że rozbłysk trwał około godziny, a jego temperatura wynosiła ok 8000K. Odkrycie to wydaje się potwierdzać, że wszystkie trzy najbliższe Słońcu karły : Proxima Centauri (4.28 lat świetlnych), Gwiazda Barnarda i Wolf359 (7.8 lat świetlnych) są gwiazdami rozbłyskowymi. Proxima Centauri i Wolf359 są gwiazdami dość aktywnymi, a ich rozbłyski zarejestrowano ponad pół wieku temu. Naukowcy zachęcają amatorów do obserwowania Gwiazdy Barnarda. Jej jasność 9.55 mag pozwala na dość łatwy monitoring zmian i ewentualne odkrycie nowych błysków. 21 listopada 2005 Źródło: Astronomy.com | Karolina WojtkowskaChińczycy na Księżycu W ubiegłym miesiącu Chiny wysłały dwóch taikonautów na orbitę okołoziemską, którzy przebywali tam przez pięć dni i szczęśliwie wylądowali w kapsule na terenie Mongolii. Była to druga chińska misja kosmiczna z ludźmi na pokładzie.
Po tym udanym locie Chińczycy poinformowali świat o swoich planach kosmicznych na najbliższą przyszłość. Na rok 2007 przewiduje się wysłanie na orbitę Księżyca statku Shenzhou VII z trójką astronautów, których zadaniem będzie próba wyjścia w przestrzeń kosmiczną. Chiny planują stworzenie orbitalnej stacji kosmicznej, na którą kolejne dwie rakiety Shenzhou (VIII i IX) wyniosą wyposażenie, niezbędny do pracy sprzęt i instrumenty naukowe. Załoga zasiedli stację około roku 2017, a ich statek Shenzhou X będzie również brał udział w misji postawienia chińskiej stopy na Księżycu. Jej głównym celem naukowym będzie zainstalowanie na powierzchni Księżyca urządzeń do pomiarów zawartości helu 3. Wielu naukowców twierdzi, że właśnie ten pierwiastek może się stać doskonałym, nie zanieczyszczającym środowiska paliwem, a na Księżycu wydaje się go być wystarczająco dużo, aby zaspokoić potrzeby Ziemian przez wiele tysięcy lat. Cały chiński projekt Shenzhou, począwszy od pierwszego załogowego lotu dwa lata temu, a skończywszy na misji księżycowej pochłonie ponad 2 miliardy dolarów, co w porównaniu z 16 miliardami budżetu NASA na sam rok 2005 wydaje się kwotą zupełnie nieznaczącą... Amerykanie, tymczasem, planują wysłanie kolejnego Apollo na Księżyc, a ma się to stać jeszcze przed rokiem 2018. 11 listopada 2005 Źródło: CNN | Karolina WojtkowskaUkryte i głodne czarne dziury Większość największych we Wszechświecie czarnych dziur zjadało swe kosmiczne posiłki za zamkniętymi drzwiami - aż do teraz. Swymi bystrymi oczami, widzącymi w podczerwieni, należący do NASA Kosmiczny Teleskop Spitzera (ang. Spitzer Space Telescope) przeniknął przez ściany galaktycznego pyłu, by prawdopodobnie odkryć długo poszukiwaną populację głodnych czarnych dziur znanych jako kwazary.
"Po poprzednich badaniach rentgenowskich spodziewaliśmy się mnóstwa ukrytych kwazarów, lecz nie mogliśmy ich znaleźć" - powiedział Alejo Martinez-Sansigre z Uniwersytetu Oxforda (ang. University of Oxford) w Anglii. Jest on pierwszym autorem publikacji na temat przedstawianych badań w tegotygodniowym numerze magazynu Nature. "Musieliśmy poczekać na Spitzera, aby znaleźć całą populację tych, przesłanianych przez pył, obiektów" - dodał. Kwazary są supermasywnymi czarnymi dziurami, które otacza olbrzymi pierścień gazu i pyłu. Znajdują się w sercach odległych galaktyk i rocznie potrafią skonsumować ilość materii odpowiadającą tysiącowi gwiazd. Materia zasysana przez czarne dziury ze znajdujących się wokół nich pierścieni pyłowych rozświeca się tak bardzo, że czyni z kwazarów najjaśniejsze obiekty we Wszechświecie. Tak jasne światło pojawia się w wielu postaciach, łącznie z promieniowaniem rentgenowskim i podczerwonym. Astronomowie przez lata głowili się nad odpowiedzią na pytanie, ilu takich kosmicznych kolosów mogą spodziewać się we Wszechświecie. Jedną ze standardowych metod oszacowania tej ilości jest zmierzenie kosmicznego tła rentgenowskiego. W tym zakresie promieniowania kwazary przewyższają jasnością wszystkie inne obiekty we Wszechświecie. Zliczając rentgenowski szum tła można przewidzieć przybliżoną, całkowitą liczbę kwazarów. Jednak takie oszacowania nie są zgodne z poprzednimi obserwacjami w zakresach widzialnym i rentgenowskim, które wykazywały daleko mniej kwazarów, niż się spodziewano. Astronomowie podejrzewali, iż przyczyną może być fakt blokowania światła od kwazarów przez gaz i pył. Zaproponowali następujące wyjaśnienie - niektóre kwazary umieszczone są w przestrzeni w taki sposób, że ich pyłowe pierścienie przesłaniają emitowane światło; inne kwazary z kolei zanurzone są w spowitych pyłem galaktykach. Wygląda na to, że teleskop Spitzera znalazł oba typy brakujących kwazarów obserwując w zakresie podczerwonym. W odróżnieniu od promieni rentgenowskich oraz światła widzialnego, podczerwień może przenikać przez gaz i pył. Badacze znaleźli na małym skrawku nieba 21 przykładów takich kwazarów. Wszystkie obiekty zostały zakwalifikowane jako kwazary przez obserwacje radiowe wykonane przez, należący do NRAO (ang. National Radio Astronomy Observatory) interferometr VLA (ang. Very Large Array) znajdujący się w amerykańskim stanie Nowy Meksyk oraz niezależnie przez należący do Istytutu Badawczego Fizyki Cząstek i Astronomii (ang. Particle Physics and Astronomy Research Council) teleskop Williama Herschela w Hiszpanii. "Jeśli ekstrapolujemy nasze 21 kwazarów na całe niebo, dostaniemy ich całkiem sporo" - powiedział dr. Mark Lacy z Naukowego Centrum Spiztera (ang. Spitzer Science Center) przy Kalifornijskim Instytucie Technologii (ang. California Institute of Technology - CalTech) w Pasadenie w Kalifornii, współautor artykułu w Nature - "oznacza to, iż tak jak podejrzewaliśmy, większość supermasywnych czarnych dziur ukryta jest w pyle". Odkrycie pozwoli astronomom stworzyć bardziej kompletny obraz formowania się kwazarów we Wszechświecie. Spośród 21 kwazarów ujawnionych przez Spitzera, 10 znajduje się prawdopodobnie wewnątrz dojrzałych, gigantycznych galaktyk eliptycznych. Pozostałe przypuszczalnie zamknięte są w "pyłowych" galaktykach wciąż formujących gwiazdy. Zespół naukowców z Uniwersytetu Arizony w Tucson odkrył przy pomocy teleskopu Spitzera podobne kwazary. Ich badania opisane są w Astro-Wiadomości pt. "Rentgenowskie niebo". 27 października 2005 Źródło: NASA | Marek WeżgowiecRentgenowskie niebo Astronomowie wiedzą, że niebo świeci w wysoko energetycznym zakresie promieniowania rentgenowskiego. Uważają promienie X za ostatnie tchnienie materii pochłanianej przez masywne, czarne dziury. Obiekty te ukrywają się za grubymi ścianami gazu i pyłu; są one tak grube, że jedynie fale radiowe oraz bardzo energetyczne promienie X mogą się przez nie przedrzeć. Te drugie jedynie w swych najwyższych energiach - "umiarkowane" promienie X również są blokowane.
Spotykając masywne, czarne dziury połykające swe otoczenie, astronomowie potrafią je identyfikować dzięki osobliwemu zachowaniu w zakresach optycznym i ultrafioletowym. Nazywają je aktywnymi jądrami galaktyk (ang. Active Galactic Nuclei) lub kwazarami. Jednak masywne, czarne dziury zalewające niebo promieniowaniem rentgenowskim są zbyt dobrze schowane, by zostać wykryte w ten sposób, choć astronomowie uważają, iż w odległym Wszechświecie są ich miliony. Zespół z Uniwersytetu Arizony (ang. University of Arizona) prawdopodobnie mógł odnaleźć kilka z tych ulotnych, czarnych dziur. Absolwentka Jennifer Donley i jej współpracownicy wykorzystali Kosmiczny Teleskop Spitzera (ang. Spitzer Space Telescope) do uzyskania bardzo czułych, wykonanych w podczerwieni - zatem ukazujących promieniowanie termiczne - map obszarów obserwowanych poprzednio w zakresie radiowym. Wiele galaktyk jest jasnych w podczerwieni, ponieważ młode gwiazdy bardzo efektywnie podgrzewają międzygwiazdowy pył; są jednak słabe radiowo. Jednak niektóre aktywne jądra galaktyk są jasne radiowo, a względnie słabe w podczerwieni. Grupa przebadała setki radioźródeł, z których wyłowiła 27 na tyle jasnych radiowo i słabych w podczerwieni, że mogą to być jedynie aktywne jądra galaktyk. Nowa metoda tym samym ominęła problem obserwacji źródeł w zakresie, w którym są one ukryte. Wszystkie 27 obiektów znajduje się w obszarze najgłębszego, kiedykolwiek wykonanego, przeglądu w promieniach X; w obszar ten kosmiczne obserwatorium Chandra (ang. Chandra X-Ray Observatory) wpatrywało się nieprzerwanie przez ponad trzy tygodnie! Mniej niż połowa z 27 źródeł była już znana. Grupa szukała choćby śladów promieniowania rentgenowskiego u pozostałych, lecz pięć nie wykazało żadnej aktywności. Możliwe, że te pięć źródeł różni się od innych, masywnych, czarnych dziur i po prostu nie wytwarza promieniowania rentgenowskiego, powiedziała Donley. Niemniej, bardziej prawdopodobne jest, iż są "zwyczajnymi" czarnymi dziurami, lecz znajdują się za ścianami gazu tak gęstymi, że Chandra nie potrafi nic przez nie dostrzec. "Spodziewamy się, że ukryte czarne dziury zachowują się dokładnie w taki sposób", powiedziała Donley. Wiele innych metod także zaowocowało znalezieniem kandydatów na ukryte źródła rentgenowskie. Jednak znaki wysyłane przez czarną dziurę mogą być zbyt trudne do wykrycia przez Chandrę. Mimo, iż nie wszyscy pozostali kandydaci byli obserwowani w zakresie rentgenowskim, uznaje się, że zwykle podobne są do innych źródeł, jasnych dla Chandry. Koncentrując się na super-głębokim polu X, grupa Donley była w stanie odnaleźć te pięć obiektów, będących prawdziwymi prototypami wielu wysokoenergetycznych źródeł rentgenowskich potrzebnych do wyjaśnienia świecenia nieba. "Pięć ukrytych, czarnych dziur spośród 27 obiektów to właśnie tyle, ile powinniśmy odnaleźć zgodnie z teoretycznymi przewidywaniami" - powiedziała Donley - "lecz, aby wiedzieć, czy owe przewidywania są na pewno właściwe, tak naprawdę powinniśmy mieć więcej źródeł. Na całe szczęście, Spitzer obserwuje głęboko w zakresie rentgenowskim inne pola, więc niebawem będziemy mogli powiedzieć, czy naprawdę rozumiemy świecenie rentgenowskiego nieba." Praca opisywana jest w publikacji Donley, George'a Rieke'a, Jane Rigby i Pablo Pereza-Gonzaleza, która niedawno została przyjęta do druku przez Astrophysical Journal. Nad misją Kosmicznego Teleskopu Spitzera czuwa Jet Propulsion Laboratory. Operacje naukowe przeprowadzane są w Naukowym Centrum Spitzera (ang. Spitzer Science Center) w Caltechu (ang. California Institute of Technology). Caltech zarządza JPL dla NASA. Wykorzystany przy opisanych pracach Wielopasmowy Fotometr Teleskopu Spitzera (ang. Spitzer's Multiband and Imaging Photometer) został zbudowany przez Uniwersytet Arizony w Tucson w stanie Arizona. Prace nad nim przebiegały pod kierownictwem George'a Rieke'a z tegoż uniwersytetu. 16 sierpnia 2005 Źródło: NASA | University of Arizona | Marek WeżgowiecOdkryto dziesiątą planetę!
Zespół astronomów systematycznie przeglądający rubieże Układu Słonecznego odkrył odległy, lodowy świat większy od Plutona, który znajduję się tak daleko, iż główka od szpilki trzymanej tam w wyciągniętej ręce całkowicie przesłoniłaby Słońce. Odkrycie to, jeśli zostanie potwierdzone, zmusi astronomów do przepisania podręczników i dorzucenia uczniom dziesiątej planety do zapamiętania; nazwa planety, zaproponowana przez trójkę odkrywców, na razie pozostaje nieznana. Nosząca tymczasową nazwę - numer katalogowy 2003UB313 - nowo odkryta planeta porusza się po eliptycznej orbicie nachylonej około 45 stopni w stosunku do płaszczyzny orbit ośmiu głównych planet słonecznych, okrążając Słońce w ciągu 560 lat. W swej największej odległości, planeta znajduje się 97 razy dalej od Słońca niż Ziemia. W najmniejszej natomiast, porusza się wewnątrz orbity Plutona, w odległości około 36 jednostek astronomicznych. Obecnie jest najodleglejszym, znanym obiektem w Układzie Słonecznym; znajduje się tak daleko, iż temperatura jej powierzchni to mroźne 30 stopni powyżej zera absolutnego. "Powierzchnię ma zbliżoną do Plutona", powiedział Michael Brown, badacz planetarny z Kalifornijskiego Instytutu Technologii (ang. California Institute of Technology). "Sama planeta jest nieznacznie większa od Plutona, a główną różnicą jest oczywiście znacznie, znacznie większa odległość od Słońca w obecnej chwili. Zatem będzie tam znacznie zimniej, niezbyt przyjemnie do życia, to pewne. Życie, jakie znamy, zdecydowanie nie miałoby tam czego szukać." Nowy świat został odkryty 8 stycznia przez Browna, Chada Trujillo z Obserwatorium Gemini (ang. Gemini Observatory) na hawajskim Manua Kea oraz Davida Rabinowitza z Uniwersytetu Yale (ang. Yale University) przy pomocy 122-centymetrowego teleskopu Samuela Oschina znajdującego się na Mount Palomar. Świat ten ma prawie 2700 kilometrów średnicy w porównaniu z 2250 km Plutona. Jest członkiem tzw. Pasa Kuipera, zawierającego lodowe szczątki i rozciągającego się od orbity Neptuna daleko poza orbitę Plutona. Zakłócany przez grawitacyjne oddziaływania, przede wszystkim ze strony Jowisza i Saturna, obiekt z Pasa Kuipera może zostać wyrzucony w stronę wewnętrznych obszarów Układu Słonecznego i zatrzymany na tzw. orbicie krótkookresowej.
We wczesnym Układzie Słonecznym, bliskie spotkania grawitacyjne wrzuciły również dużą liczbę komet do rozległej, sferycznej otoczki zwanej Obłokiem Oorta (zobacz również: Sedna). Komety wyrzucane z niego w stronę Układu Słonecznego mają zazwyczaj orbity o okresach obiegu liczonych w milionach lat. Nowo odkryty świat jest "bardzo zimnym, bardzo odległym miejscem", powiedział dziennikarzom Brown podczas telekonferencji. "Jeśli byście stali na jego powierzchni i trzymali w wyciągniętej ręce szpilkę, moglibyście zakryć Słońce jej główką. Jak już mówiłem, to nie jest miejsce, gdzie chcielibyście pojechać na letnie wakacje. Co prawda, za 280 lat będzie znacznie bliżej, lecz nadal nie będzie to miejsce wypoczynku." Rozmiar planety został określony na podstawie obserwacji jej jasności. "Nawet, jeśli odbijałaby światło w 100 procentach, nadal byłaby tak duża jak Pluton" - powiedział Brown we wcześniejszym oświadczeniu. "Rzekłbym, że jest prawdopodobnie półtora raza większa od niego, ale na razie jeszcze nie jesteśmy tego pewni." W rozmowie z dziennikarzami powiedział, iż do Międzynarodowej Unii Astronomicznej (ang. International Astronomical Union) została wysunięta propozycja nazwy i "nie chcę jej na razie zdradzać, ponieważ naprawdę zależy nam na akceptacji tej nazwy i chcemy mieć pewność, że podążamy wszystkimi właściwymi ścieżkami" - powiedział Brown. Odkrycie prawie na pewno wznowi debatę na temat definicji planety. Wielu astronomów uważa, że zdecydowanie bardziej trafne jest zakwalifikowanie Plutona do obiektów Pasa Kuipera i nie powinien tym samym być uważany za planetę w tradycyjnym znaczeniu. "Nawet ja proponowałem, by nie uznawać Plutona za planetę, a za obiekt Pasa Kuipera" - powiedział Brown - "lecz historycznie rzecz ujmując, już od tak dawna jest nazywany planetą, że myślę, iż nigdy nie przestaniemy go tak określać. I w porządku. Myślę, że historycznie możemy go nazywać planetą." Jeśli jednak Pluton faktycznie jest planetą, "wtedy wszystko większe od Plutona - myślę, że to trzeba jasno rozgraniczyć - wszystko większe od Plutona również jest planetą. Obiekty mniejsze, myślę, że można nazwać typowymi członkami Pasa Kuipera i nie łączyć z tak specjalną grupą ciał, jak planety." Brown oznajmił, że odkrywcy wstrzymywali się z ogłoszeniem aż do zakończenia obserwacji. Jednak hakerzy znaleźli wiadomość o odkryciu na stronie internetowej i trójka badaczy postanowiła ją upublicznić. [Więcej informacji na temat planety oraz szczegóły dotyczące jej odkrycia można znaleźć na wspomnianej stronie internetowej: http://www.gps.caltech.edu/~mbrown/planetlila/index.html - przyp. MW] 2 sierpnia 2005Źródło: NASA | Marek Weżgowiec Tajemnica cząsteczki wodoru
Pisarz science fiction Harlan Ellison, powiedział kiedyś, że najczęściej występującymi pierwiastkami są wodór i głupota. Podczas, gdy nadal niejasna jest ilość głupoty, naukowcy od dawna wiedzą, że faktycznie wodór jest zdecydowanie najobficiej występującym pierwiastkiem we Wszechświecie. Gdy astronomowie spoglądają przez swe teleskopy, widzą wodór w rozległych obłokach pyłu i gazu pomiędzy gwiazdami - w szczególności w ich gęstszych obszarach, które zapadają się tworząc nowe gwiazdy i planety. Zagadką jednak pozostaje, dlaczego tyle z tego wodoru występuje w postaci cząsteczkowej - czyli dwóch atomów związanych ze sobą - zamiast w zwykłej formie pojedynczych atomów? Skąd się wziął cały ten cząsteczkowy wodór? Naukowcy ze Stanowego Uniwersytetu Ohio (ang. Ohio State University) zdecydowali się ostatnio spróbować odpowiedzieć na te pytania. Odkryli, że jeden, pozornie nieistotny szczegół - czy powierzchnia drobin międzygwiezdnego pyłu jest gładka czy chropowata - może wyjaśniać występowanie we Wszechświecie tak dużych ilości cząsteczkowego wodoru. Swe wyniki naukowcy przedstawili na 60-tym Sympozjum Spektroskopii Molekularnej, które odbyło się na Stanowym Uniwersytecie Ohio. Wodór jest najprostszym znanym pierwiastkiem atomowym; składa się tylko z jednego protonu i jednego elektronu. Naukowcy, tworzący teorie o powstawaniu we Wszechświecie większych i bardziej złożonych molekuł, zawsze uważali za oczywiste występowanie cząsteczkowego wodoru. Jednak nikt nie potrafił wyjaśnić, w jaki sposób tak wiele atomów wodoru było zdolnych do utworzenia molekuł - aż do teraz. Aby dwa atomy wodoru, mające wystarczająco dużą energię by połączyć się w zimnych otchłaniach przestrzeni kosmicznej, faktycznie utworzyły cząsteczkę, muszą się najpierw spotkać na jakiejś powierzchni, wyjaśnia Eric Herbst, honorowy profesor Uniwersytetu Ohio. Mimo, iż naukowcy podejrzewali, że kosmiczny pył zapewnia odpowiednią powierzchnię dla takich reakcji chemicznych, symulacje w laboratorium takich procesów nigdy się nie udawały, a przynajmniej nie w takim stopniu, który by wyjaśniał obfitość cząsteczkowego wodoru widzianego w przestrzeni. Herbst, profesor fizyki, chemii i astronomii połączył siły z Hermą Cuppen, naukowcem na stażu doktorskim oraz Qiangiem Changiem, doktorantem (oboje w dziedzinie fizyki), aby przeprowadzić komputerowe symulacje różnych powierzchni ziaren pyłu. Następnie wymodelowali ruch dwóch atomów wodoru kłębiących się na różnych powierzchniach, aż udało im się połączyć atomy w cząsteczkę. Biorąc pod uwagę ilość pyłu, jaka według naukowców unosi się w przestrzeni, badacze z Ohio mogli przeprowadzić symulacje wytworzenia odpowiedniej ilości wodoru, lecz jedynie na chropowatych powierzchniach. Jeśli chodzi o tworzenie molekuł wodoru, idealną, mikroskopową powierzchnią będzie "mniej płaskość Ohio, a bardziej strzelistość Manhattanu", powiedział Herbst. Wygląda więc na to, że poprzednie symulacje nie kończyły się powodzeniem, gdyż zawsze zakładały płaską powierzchnię. Cuppen doskonale wie, dlaczego: "Gdy chcesz coś przetestować, zaczynasz od płaskiej powierzchni, bo tak jest po prostu szybciej i łatwiej", mówi. Cuppen jest ekspertem od zagadnień związanych z powierzchnią, jednak nadal zabrało jej wiele miesięcy wypracowanie modelu chropowatej drobiny pyłu i wciąż pracuje nad jego udoskonaleniem. Ostatecznie, inni naukowcy będą mogli użyć tego modelu do symulacji innych reakcji chemicznych zachodzących w przestrzeni. Tymczasem, naukowcy z Uniwersytetu Ohio współpracują z kolegami z innych instytucji, którzy wytwarzają i wykorzystują w badaniach takie chropowate powierzchnie imitujące fakturę pyłu kosmicznego. Mimo, iż prawdziwe cząstki tego pyłu są wielkości ziaren piasku, te, wielkości małej monety, pozwolą naukowcom testowanie możliwości formowania cząsteczkowego wodoru na różnych powierzchniach w warunkach laboratoryjnych. 29 lipca 2005Źródło: NASA | Marek Weżgowiec Tajemnicze wnętrza gwiazd neutronowych
Gigantyczna eksplozja gwiazdy neutronowej znajdującej się w połowie drogi do krańców Drogi Mlecznej, jest największą taką eksplozją odnotowaną we Wszechświecie. Powinna ona umożliwić astronomom podjęcie pierwszej próby zajrzenia do wnętrza tych zagadkowych, gwiezdnych obiektów. Międzynarodowy zespół astrofizyków przeglądający dane z rentgenowskiego satelity NASA, Rossi X-Ray Timing Explorer, donosi na łamach pisma Astrophysical Journal Letters z 20 lipca, iż eksplozja spowodowała wibracje wewnątrz gwiazdy podobne do dźwięczenia dzwonu. Wywołały one gwałtowne fluktuacje promieniowania X emitowanego w przestrzeń. Te rentgenowskie pulsy wysyłane regularnie co 7 sekund, czyli raz w ciągu jednego obrotu szybko rotującej gwiazdy, zawierały częstotliwość wibracji potężnych trzęsień w gwieździe. Tak, jak geologom badającym wnętrze Ziemi przychodzą z pomocą fale sejsmiczne wytwarzane przez trzęsienia ziemi, czy astronomom badającym Słońce - fale uderzeniowe przychodzące od niego, fluktuacje promieni X odkryte w tej eksplozji powinny dostarczyć istotnych informacji o wewnętrznej strukturze gwiazd neutronowych. "Eksplozja przypominała uderzenie gwiazdy neutronowej gigantycznym młotkiem powodujące, iż zaczęła ona dzwonić niczym dzwon" - powiedział Richard Rothschild, astrofizyk z Centrum Astrofizyki i Nauk Kosmicznych Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego (ang. University of California, San Diego, Center for Astrophysics and Space Sciences), jeden z autorów publikacji. "Teraz pozostaje pytanie, co częstotliwość oscylacji gwiazdy neutronowej - czyli dźwięk dzwonu - ma oznaczać? Czy to, że gwiazdy neutronowe są po prostu gęsto spakowanymi neutronami? A może gwiazdy te zawierają w swych wnętrzach również egzotyczne cząstki, takie jak kwarki, co podejrzewa wielu naukowców? No i wreszcie, jak skorupa gwiazdy neutronowej pływa po jej superpłynnym jądrze? Mamy tu do czynienia z rzadką dla astrofizyków okazją zbadania wnętrza gwiazdy neutronowej, ponieważ wreszcie dysponujemy danymi, które teoretycy mogą przetrawić. Miejmy nadzieję, że będą zdolni powiedzieć nam, co to wszystko znaczy." Trzęsienia przedzierały się przez gwiazdę neutronową z niesamowitą prędkością, wstrząsając nią 94,5 razy na sekundę. "To jest prawie częstotliwość 22 - ego klawisza fortepianu - fis" - powiedział Tomaso Belloni, włoski członek zespołu, który badał sygnały. Międzynarodowy zespół - dowodzony przez GianLucę Israela, Lugiego Stellę oraz Belloniego z włoskiego, Narodowego Instytutu Astrofizycznego - wykrył oscylacje w danych uzyskanych dwa dni po świętach Bożego Narodzenia przez satelitę Rossi X-Ray Timing Explorer, zaprojektowanego do badania fluktuacji rentgenowskiej emisji od obiektów gwiazdowych. Osobliwe oscylacje wykryte przez naukowców rozpoczęły się 3 minuty po potężnej eksplozji na gwieździe neutronowej, która w ciągu zaledwie 1/10 sekundy uwolniła więcej energii, niż nasze Słońce emituje przez 150 tysięcy lat. Oscylacje następnie stopniowo zanikły po około 10 minutach. Gwiazdy neutronowe są gęstymi, szybko rotującymi jądrami materii powstałej w wyniku gwałtownego zapadnięcia się gwiazdy, która wyczerpała całe swe nuklearne paliwo i eksplodowała w kataklizmicznym zjawisku znanym jako supernowa. Kolaps ten jest tak miażdżący, iż elektrony zostają wepchnięte do wewnątrz jąder atomowych, gdzie łączą się z protonami tworząc neutrony. Powstała w wyniku tego kula neutronów jest tak gęsta (tak upakowana masa Słońca mieści się w kuli o średnicy zaledwie 16 kilometrów), że łyżeczka takiej materii ważyłaby na Ziemi miliardy ton. Większość z milionów gwiazd neutronowych w naszej Drodze Mlecznej wytwarza pola magnetyczne biliony razy silniejsze, niż te na Ziemi. Jednak astrofizycy odkryli niecały tuzin niezwykle magnetycznych gwiazd neutronowych, nazwanych "magnetarami", których pola są jeszcze tysiąc razy silniejsze - wystarczająco potężne, by zniszczyć informacje zawarte na karcie magnetycznej znajdującej się w połowie drogi na Księżyc. Tak intensywne pola magnetyczne są na tyle silne, że czasem odkształcają skorupę gwiazdy neutronowej powodując "trzęsienia gwiazdy", które uwalniają emisję promieni gamma. Cztery z tych magnetarów znamy właśnie z takiego zachowania; określane są one przez astrofizyków mianem "miękkich powtarzaczy gamma", lub w skrócie SGRS (ang. Soft Gamma RepeaterS), ponieważ rozjaśniają się przypadkowo, a energię uwalniają w postaci krótkich rozbłysków promieni gamma. SGR 1806-20, jak oficjalnie oznaczona jest gwiazda neutronowa, która wybuchła i zalała galaktykę promieniowaniem rentgenowskim 27 grudnia 2004 roku - produkując tym samym błysk jaśniejszy niż cokolwiek wcześniej zaobserwowano poza Układem Słonecznym - jest jednym z takich obiektów. Rozbłysk był tak jasny, iż oślepił chwilowo wszystkie satelity rentgenowskie znajdujące się na orbicie oraz rozświetlił górne warstwy ziemskiej atmosfery. Astrofizycy podejrzewają, iż błysk gamma oraz promieniowanie X pochodzące z tej niezwykle dużej eksplozji mogło powstać w wyniku nagłego przerwania się mocno skręconego pola magnetycznego, co spowodowało potężne trzęsienie na gwieździe neutronowej. "Scenariusz był analogiczny do pęknięcia gumowego pasa, który skręcony, po jakimś czasie się zrywa, uwalniając ogromne ilości energii" - powiedział Rothschild. "Po takiej emisji energii, pole magnetyczne otaczające magnetara było prawdopodobnie zdolne do osiągnięcia bardziej stabilnej konfiguracji." Błysk z 27 grudnia został wykryty przez kilka innych satelitów europejskich oraz należących do NASA, a także zarejestrowany przez radioteleskopy na całym świecie. Jest już przedmiotem niezliczonych publikacji naukowych, które ukazały się w ciągu ostatnich miesięcy. "To nagłe i zaskakujące zdarzenie, które pomoże nam dowiedzieć się więcej o naturze magnetarów i wewnętrznym uporządkowaniu gwiazd neutronowych - powiedział Rothschild - podkreśla znaczenie posiadania satelitów oraz teleskopów mogących rejestrować niezwykłe i nieprzewidywalne zjawiska we Wszechświecie." Innymi członkami międzynarodowego zespołu byli Pier Giorgio Casella, Simone Dall'Osso i Massimo Persic z włoskiego Narodowego Instytutu Astrofizyki; Yoel Rephaeli z UCSD oraz Uniwersytetu w Tel Awiwie; Duane Gruber, dawniej w UCSD, a obecnie w Naukowej Korporacji Eureka w Oakland w Kalifornii oraz Nanda Rea z Narodowego Instytutu Badań Kosmicznych w Holandii. 27 lipca 2005Źródło: NASA | Marek Weżgowiec Supernowa nie chce zaniknąć Naukowcy ze zdziwieniem zauważyli, że gwiazda, która eksplodowała w 1979 roku, świeci obecnie w zakresie rentgenowskim równie jasno, co w czasie swego pojawienia. Zazwyczaj takie obiekty przygasają wyraźnie po zaledwie kilku miesiącach. Wykorzystując należące do ESA, kosmiczne obserwatorium XMM-Newton, zespół astronomów odkrył, iż supernowa oznaczona jako 1979C nie wykazuje żadnych oznak zanikania. Naukowcy mogą udokumentować unikalną historię gwiazdy zarówno przed jak i po eksplozji, studiując pierścienie światła pozostałego po wybuchu. Jest to podobne do liczenia słojów w pniach drzew. "Ta 25-letnia świeczka w ciemnościach pozwoliła nam na badanie aspektów wybuchu gwiazdy, nigdy wcześniej nie obserwowanych tak dokładnie - powiedział dr Stefan Immler, szef zespołu, pracujący w amerykańskim Centrum Lotów Kosmicznych Goddarda w NASA (ang. Goddard Space Flight Center) - wszystkie istotne informacje, które zazwyczaj zanikają w ciągu kilku miesięcy, nadal tu są." Pośród wielu ciekawych odkryć znajduje się historia wiatru gwiazdowego pierwotnej gwiazdy sięgająca czasów 16 tysięcy lat przed wybuchem. Nawet w przypadku Słońca nie dysponujemy taką wiedzą. Co więcej, naukowcy mogli zmierzyć gęstość materii wokół gwiazdy, również po raz pierwszy. Pozostaje jednak nadal zagadką, jak ta gwiazda mogła zaniknąć w świetle widzialnym i pozostać tak aktywna w zakresie rentgenowskim. Gwiazdy wybuchają, gdy nie mają już paliwa do prowadzenia reakcji termojądrowych. Te bardziej masywne niż 10 mas Słońca, eksplodują w zjawisku zwanym supernową II typu. Bez paliwa, a więc i energii do powstrzymania grawitacji, takie gwiazdy najpierw implodują. Jądro osiąga gęstość krytyczną, po czym spora część opadającej na nie materii zostaje gwałtownie odbita od jego powierzchni prosto w przestrzeń przez potężne fale uderzeniowe.
Supernowe potrafią przewyższać jasnością całe galaktyki i bardzo często widywane są w pobliskich galaktykach nawet przy użyciu prostych, amatorskich teleskopów. Supernowe są zazwyczaj o połowę słabsze po około dziesięciu dniach, a następnie powoli i stabilnie wygasają, niezależnie od długości fali. SN 1979C jednak, w świetle optycznym osłabła o czynnik 250 stając się ledwie widoczna dobrym, amatorskim teleskopem. Natomiast w zakresie rentgenowskim, supernowa nadal jest najjaśniejszym obiektem w mieszczącej ją galaktyce, M100, w gwiazdozbiorze Warkocza Bereniki (łac. Coma Berenices). Poznając historię gwiazdy, która była prekursorem SN 1979C, zespół zauważył, iż gwiazda ta, około 18 razy masywniejsza od naszego Słońca, wytwarzała gwałtowne wiatry gwiazdowe. Materiał wędrował w przestrzeń przez miliony lat, tworząc koncentryczne pierścienie wokół gwiazdy. Promienie X - wyprodukowane po wybuchu, gdy szok od supernowej uderzył w wiatr gwiazdowy i rozgrzał go do temperatury kilku milionów stopni - rozświetliły efekty 16 tysięcy lat gwiezdnej aktywności. "Możemy wykorzystać światło rentgenowskie z SN 1979C jako "wehikuł czasu" do badania życia martwych gwiazd na długo przed ich wybuchem" - powiedział Immler. Szczegółowa analiza była możliwa tylko dlatego, że SN 1979C jeszcze nie wygasła. Naukowcy mają dorobek 25 lat danych w rozmaitych długościach fal, od radiowych przez optyczne i ultrafiolet do promieni X. Spekulują, iż obfitość gwiezdnego wiatru zapewniła wystarczająco dużo materiału, by utrzymać SN 1979C w pełni blasku przez długi czas. Zespół uchwycił także przelotne promieniowanie ultrafioletowe od supernowej wykorzystując XMM-Newtona. Zdjęcie w ultrafiolecie niezależnie potwierdza analizę promieni X: materiał okołogwiazdowy - zajmujący obszar 25 razy większy od naszego Układu Słonecznego - ma względnie dużą gęstość 10 tysięcy atomów na centymetr sześcienny, lub inaczej około 1000 razy większą, niż wiatr pochodzący od naszego Słońca. Zdjęcie to ukazuje także M100 w nie oglądanych wcześniej szczegółach. "XMM-Newton jest wśród naukowców znany przede wszystkim jako najlepsze obserwatorium promieni X, lecz badania SN 1979C demonstrują ogromne zalety satelity mogącego równocześnie obserwować w zakresie ultrafioletowym i optycznym" - zwraca uwagę dr Norbert Schartel, Naukowiec Projektu XMM-Newton przy należącym do ESA, Europejskim Kosmicznym Centrum Astronomii (ang. European Space Astronomy Centre) w Hiszpanii.
20 lipca 2005 Planeta w układzie potrójnym Naukowcy z Kalifornijskiego Instytutu Technologii (ang. California Institute of Technology - CIT) odkryli w gwiazdozbiorze Łabędzia (łac. Cygnus) planetę okrążającą układ potrójny gwiazd. Obserwacji dokonano za pomocą 10 - metrowego teleskopu Keck I znajdującego się na nieczynnym wulkanie Mauna Kea na Hawajach. Planeta jest niewiele większa od Jowisza, co, biorąc pod uwagę fakt, iż musi się ona zmagać z grawitacyjnym oddziaływaniem aż trzech gwiazd, może stanowić wyzwanie dla naszego obecnego rozumienia sposobu formowania planet. Głównym odkrywcą planety jest nasz rodak Maciej Konacki przebywający obecnie w Kalifornii na stażu doktorskim. W wydaniu z 14 lipca magazynu Nature przedstawia odkrycie planety klasy Jowisza okrążającej główną gwiazdę ciasnego układu potrójnego znaną jako HD 188753. Te trzy gwiazdy znajdują się około 149 lat świetlnych od Ziemi, a ich wzajemne odległości nie przewyższają odległości między Słońcem i Saturnem. Innymi słowy, obserwator znajdujący się tam widziałby na niebie trzy jasne słońca. W rzeczywistości, słońce okrążane przez planetę faktycznie byłoby bardzo dużym obiektem na niebie, jako że "rok" planety ma zaledwie 3,5 dnia! Słońce to byłoby (podobnie jak nasze) żółte, ponieważ gwiazda HD 188753 jest gwiazdą o podobnych cechach co nasze Słońce. Większa z pozostałych gwiazd byłaby pomarańczowa, a mniejsza - czerwona. Konacki określa nową grupę planet mianem "planet Tatooine", ponieważ bardzo podobny widok nieba rozciągał się przed młodym Lukiem Skywalkerem, gdy wyszedł on przed rodzinny dom na początku pierwszego filmu z cyklu Gwiezdych Wojen.
"Środowisko, w którym przyszło istnieć planecie jest niesamowite" - mówi Konacki - "z trzema słońcami widok nieba z tej planety musi być doprawdy nie z tej ziemi - dosłownie i w przenośni." Jednak dodaje również, że sam fakt, iż planeta może w ogóle istnieć w wielokrotnym układzie gwiazd jest w swej istocie zadziwiający. Podwójne i wielokrotne gwiazdy są bardzo częstym zjawiskiem w słonecznym sąsiedztwie i w rzeczywistości przewyższają ilością gwiazdy pojedyncze o około 20 procent. Dotychczasowe odkrycia pozasłonecznych planet polegały na wykorzystaniu techniki precyzyjnych pomiarów prędkości, która jest łatwiejsza w zastosowaniu w przypadku gwiazd pojedynczych. Eksperci generalnie unikają ciasnych układów gwiazd, gdyż dostępne sposoby odkrywania planet zawodzą podczas obserwacji takich systemów; co więcej, obecne teorie formowania się układów planetarnych wokół gwiazd sugerują, iż jest mała szansa, by planety formowały się w takich środowiskach jak układy wielokrotne. Przełomowe odkrycie Konackiego było możliwe dzięki wypracowanej przez niego metodzie pozwalającej na precyzyjne pomiary prędkości wszystkich członków ciasnego układu podwójnego lub wielokrotnego. Naukowiec korzystał z tej techniki w poszukiwaniu pozasłonecznych planet w takich układach przy użyciu teleskopu Keck I. HD 188753 jest pierwszą gwiazdą z jego przeglądu. "Jeśli uważamy, że te same procesy prowadzą do formowania się planet wokół pojedynczych gwiazd oraz wokół składników układów wielokrotnych, powinny one zatem być równie prawdopodobne, niezależnie od występowania bądź też nie gwiezdnych towarzyszy" - mówi Konacki - "planety ze złożonych systemów gwiazdowych poddadzą teorie formowania planet najwyższej próbie." Pierwszego "gorącego Jowisza" czyli pozasłoneczną planetę-gazowego giganta o okresie orbitalnym od 3 do 9 dni naukowcy odkryli w 1995 roku. Dziś znamy ponad 20 takich obiektów. Uważa się, iż te planety formują się z dysku gazowego i skondensowanej materii w odległości ok. 3 jednostek astronomicznych od macierzystej gwiazdy (czyli trzy razy dalej, niż z Ziemi do Słońca). W tej odległości znajduje się wystarczająca ilość stałego materiału, by wytworzyć jądro zdolne przechwycić na tyle dużo gazu, że wystarczy on do uformowania planety-giganta. Podejrzewa się, iż po swym uformowaniu planeta przemieszcza się w kierunku środka układu zacieśniając tym sam swą orbitę do rozmiarów obecnych. Jeśli gwiazda macierzysta okrążana jest przez bliskiego gwiezdnego towarzysza, jego grawitacyjne oddziaływanie może znacząco ograniczyć protoplanetarny dysk wokół głównej gwiazdy, nawet do promienia równego ok. 1,3 jednostki astronomicznej, nie zostawiając tym samym miejsca dla planet. "Jak ta planeta uformowała się w tak skomplikowanym otoczeniu jest wielką zagadką. Myślę, że jest jeszcze wiele do poznania w sposobie formowania się planet-gigantów" - przyznaje Konacki. 14 lipca 2005Źródło: NASA | Marek Weżgowiec
|