| ||||||||||||||||||||||||||||
|
XMM-Newton zwątpił w ciemną energię?
Czuły na promieniowanie X satelita Europejskiej Agencji Kosmicznej XMM-Newton przesłał nowe dane dotyczące natury naszego Wszechświata. Badając odległe gromady galaktyk satelita odkrył ciekawą różnicę między współczesnymi galaktykami a tymi, które istniały około 7 miliardów lat temu (oglądamy je takimi jakie były 7 miliardów lat temu, bo są one bardzo odległe i światło potrzebowało tak długiego czasu, aby do nas dotrzeć). Niektórzy naukowcy twierdzą, że może to oznaczać iż 'ciemna energia', która na stałe zagościła w świadomości astronomów, po prostu nie istnieje... Międzynarodowy zespół naukowców prowadził w Holandii obserwacje 8 odległych gromad galaktyk, z których najdalsza znajduje się 10 miliardów lat świetlnych od Ziemi. Porównano te obiekty do gromad znalezionych w pobliżu. Badania były częścią większego projektu XMM-Newton Omega Project, który bada gęstość materii we Wszechświecie. Gromady galaktyk emitują olbrzymie ilości promieniowania X, ponieważ zawierają dużą ilość gorącego gazu. Gaz otacza galaktyki podobnie jak para otacza ludzi w saunie. Mierząc ilość i energię promieniowania X z gromady, astronomowie mogą wyznaczyć tak temperaturę gazu w gromadzie jak i masę gromady. Teoretycznie, we Wszechświecie, w którym gęstość materii jest wysoka, gromady galaktyk wzrastałyby wraz z upływem czasu i średnio powinny zawierać więcej masy dziś niż w przeszłości. Większość astronomów przekonanych jest jednak, że żyjemy we Wszechświecie o niskiej gęstości materii, a tajemnicza 'ciemna energia' stanowi aż 70% zawartości Wszechświata. Przy takim założeniu, gromady galaktyk powinny dawno już zakończyć swój wzrost i te odległe powinny wyglądać praktycznie tak samo jak obecne dzisiaj.
W artykule, który zostanie opublikowany w Astronomy and Astrophysics naukowcy z XMM-Newton Omega Project pokazują, że gromady galaktyk w odległym Wszechświecie różnią się od nam współczesnych gromad. Te odległe produkują więcej promieniowania X. Wniosek: gromady galaktyk zmieniają swój wygląd w czasie. Na podstawie przeprowadzonych badań naukowcy wywnioskowali również, że w przeszłości było mniej gromad galaktyk niż obecnie. Takie wnioski wskazują na Wszechświat o wysokiej gęstości materii, co jest w jawnej sprzeczności z tak zwanym 'modelem uzgodnionym', który postuluje Wszechświat o niskiej zawartości materii (5%), ze sporą frakcją ciemnej materii (25%) i zdominowany przez tzw. 'ciemną energię', która stanowić ma aż 70% zawartości Kosmosu. Opisane badania nie zostawiają zbyt wiele miejsca dla tajemniczej 'ciemnej energii'. Aby pogodzić obserwacje XMM-Newton z powszechnie przyjętym modelem uzgodnionym, astronomowie musieliby przyznać się do dużej luki w wiedzy na temat zachowania gromad i galaktyk wewnątrz nich. Np. galaktyki w odległych gromadach musiałyby przekazywać więcej energii do otaczającego je gazu niż przewiduje teoria. Proces ten następnie malałby wraz ze starzeniem się gromady. Bez względu na to, które wytłumaczenie jest poprawne, XMM-Newton dostarczył naukowcom nowych zagadek. Aby wyeliminować najprostsze wytłumaczenie problemu - czyli błąd w pomiarach satelity, inne obserwatoria promieni X są już w trakcie powtarzania pomiaru XMM-Newton. 17 grudnia 2003 Astronomowie odkryli najbliższą Drogi Mlecznej galaktykę Międzynarodowy zespół astronomów z Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii i Australii odnalazł do tej pory nieznaną, niewielką (karłowatą) galaktykę zderzającą się z Drogą Mleczną. Odkryty obiekt nazwano Galaktyką Karłowatą w Wielkim Psie (ang. Canis Major dwarf galaxy) od gwiazdozbioru Wielkiego Psa (Canis Major), w którym się znajduje. Nowo odkryta galaktyka jest najbliższą nam galaktyką. Położona jest zaledwie 25 tys. lat świetlnych od Ziemi i 42 tys. lat świetlnych od centrum naszej Drogi Mlecznej. Jest zatem bliższa niż odkryta w 1994 roku Galaktyka Karłowata w Strzale (ang. Sagittarius dwarf galaxy), która znajduje się w odległości 50 tys. lat świetlnych od Ziemi i która również zderza się z naszą Galaktyką. Odkrycie to dowodzi, iż Droga Mleczna ciągle się powiększa, wchłaniając pobliskie, małe galaktyki. Odkrycie galaktyki w Wielkim Psie było możliwe dzięki przeglądowi całego nieba wykonanym w podczerwieni (2MASS, o którym pisaliśmy na łamach ORIONA). Przegląd taki umożliwia astronomom zaglądnięcie poza obłoki pyłu w dysku Drogi Mlecznej, które silnie pochłaniają światło w dziedzinie widzialnej. Nowo odkryta galaktyka znajduje się właśnie za takimi gęstymi obłokami pyłu. Doniesienie zostało ostatnio opublikowane w czasopiśmie Nature oraz w Monthly Notices of the Royal Astronomical Society.
"To tak, jakbyśmy założyli podczerwone noktowizory" - mówi członek zespołu badawczego dr Rodrigo Ibata z Obserwatorium w Strasbourgu. - "Jesteśmy teraz w stanie studiować te części Drogi Mlecznej, które do tej pory były poza naszym zasięgiem". Nowa galaktyka karłowata została zauważona dzięki gwiazdom-gigantom typu M - są to chłodne, czerwone gwiazdy, które szczególnie silnie świecą w podczerwieni. Nicolas Martin z Obserwatorium w Strasbourgu wyjaśnia: "Użyliśmy tych rzadko występujących gwiazd jako znaków rozpoznawczych w wyśledzeniu położenia galaktyki, gdyż liczne gwiazdy innych typów były zbyt słabe byśmy je mogli zobaczyć. Są one szczególnie pożyteczne, gdyż możemy zmierzyć odległości do nich, a zatem również sporządzić trójwymiarową mapę odległych obszarów Drogi Mlecznej." W ten sposób astronomowie odnaleźli rozczłonkowaną galaktykę karłowatą w Wielkim Psie i długie smugi gwiazd prowadzące do niej. Wydaje się, że strumienie gwiazd wyrwane ze "zjedzonej" galaktyki nie tylko wzbogacają zewnętrzne obszary Drogi Mlecznej, ale również mogą przejść w pobliżu Słońca.
Obecnie astronomowie uważają, że tak duże galaktyki jak nasza Droga Mleczna rosną do obecnych, majestatycznych rozmiarów przez konsumpcję mniejszych galaktycznych sąsiadów. Pokazano, że "zjedzone" galaktyki dodają gwiazdy do ogromnych otoczek (halo) wokół galaktyk. Jednak dotychczas nie przypuszczano, że mogą one w podobny sposób powiększać również dyski galaktyk. Symulacje komputerowe potwierdzają, że Droga Mleczna przechwytuje gwiazdy z galaktyki w Wielkim Psie i dodaje do swojego własnego dysku i że będzie to czynić nadal. "W skalach galaktyk, Karłowata Galaktyka w Wielkim Psie to bokser wagi lekkiej, zawiera tylko około miliarda Słońc" - zauważa dr Michele Bellazzini z Obserwatorium w Bolonii. - "Jest mało prawdopodobne, aby ta mała galaktyka miała przetrwać długo. Jest ona wypychana i wciągana przez kolosalne siły grawitacyjne Drogi Mlecznej, która wciąż wykrada jej gwiazdy i rozrywa ją na kawałki." Część pozostałości po galaktyce karłowatej tworzy pierścienie wokół dysku naszej Galaktyki. "Galaktyka w Wielkim Psie mogła zwiększyć masę naszej Galaktyki o około 1%" - twierdzi dr Geraint Lewis z Uniwersytetu w Sydney. - "To ważne odkrycie, ponieważ wskazuje, że Droga Mleczna nie jest w wieku średnim - ona wciąż się tworzy." "Wcześniejsze oddziaływania podobnego rodzaju jak zaobserwowane teraz mogły być odpowiedzialne za pewne detale, które widzimy obecnie w strukturze Drogi Mlecznej," mówi dr Michael Irwin z Uniwersytetu w Cambridge. Filmy ukazujące ewolucję oddziaływania nowo odkrytej galaktyki z Drogą Mleczną dostępne są pod adresem: http://astro.u-strasbg.fr/images_ri/canm-e.html Pisano o niej również na łamach serwisu Zdjęcie Dnia (APOD). 22 listopada 2003 Podczerwone rozbłyski z czarnej dziury w sercu Galaktyki Międzynarodowa grupa astronomów kierowana przez naukowców z Instytutu Maxa Plancka w Niemczech odkryła potężne flary z supermasywnej czarnej dziury w sercu naszej Drogi Mlecznej. Sygnał, gwałtownie zmieniający się w skali minut, musi pochodzić z gorącego gazu spadającego na czarna dziurę, tuż zanim zniknie on poniżej "horyzontu zdarzeń" potwora. Nowe obserwacje silnie przemawiają za tym, iż czarna dziura w centrum naszej galaktyki gwałtownie rotuje.
Nigdy przedtem naukowcy nie byli w stanie tak dokładnie badać zjawisk w najbliższym otoczeniu czarnej dziury. Nowe wyniki bazują na obserwacjach uzyskanych dzięki 8.2 - metrowemu teleskopowi YEPUN - jednemu z czterech olbrzymów znajdujących się w Paranal Observatory w Chile na pustyni Atacama oraz optyce adaptacyjnej, w która wyposażone są teleskopy. Rezultaty badań opublikowano niedawno w Nature.
Optyka Adaptacyjna jest techniką pozwalającą przezwyciężyć zniekształcenie obrazu w zakresie widzialnym i podczerwonym, które spowodowane jest turbulencjami naszej ziemskiej atmosfery. Zniekształcenie padającej fali świetlnej jest wykrywane i analizowane przy pomocy szybkiego czujnika sprzężonego z systemem komputerowym, a następnie bezpośrednio "niwelowane" przy użyciu tak zwanego zwierciadła deformowalnego. Optyka adaptacyjna pozwala otrzymać obrazy o rozdzielczości kątowej ~0.04 sekund łuku na 8.2- metrowym teleskopie VLT w bliskiej podczerwienie i około 10 razy wyraźniejsze zdjęcia niż klasyczne zdjęcia ograniczone przez seeing (czyli turbulencje naszej atmosfery), oraz około 4 razy ostrzejsze niż obrazy z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a na tej samej długości fali. Rozbłyski światła ze znikającej materiiNic nie zapowiadało nadzwyczajnych wydarzeń, gdy wczesnym rankiem 9 maja 2003
astronomowie pracowali w sterowni VLT w Paranal Observatory. Cztery olbrzymie teleskopy łapały
nieliczne fotony, które przyleciały do Chile z najdalszych zakątków Wszechświata. Na
monitorach pojawiały się informacje, kolumny cyfr... Nagle na ekranie komputera zbierającego
dane z teleskopu YEPUN pojawiło się coś dziwnego...
Kilka minut później "gwiazda" zniknęła z ekranu. Naukowcy byli świadkami potężnego rozbłysku promieniowania w podczerwieni dochodzącego dokładnie z centrum Drogi Mlecznej, gdzie znajduje się czarna dziura. Ponad dziesięć lat czekaliśmy na emisje w podczerwieni pochodzącą z czarnej dziury przypomina Andreas Eckart z Uniwersytetu w Kolonii. Byliśmy pewni, że od czasu do czasu czarna dziura ściąga na siebie materię. Gdy materia opada w kierunku czarnej dziury, staje się coraz gorętsza i w końcu zaczyna emitować promieniowanie podczerwone. Ale aż do 9 maja tego roku teleskopy VLT nie zaobserwowały żadnego promieniowania podczerwonego z pobliża czarnej dziury. Był to przełomowy moment. Nigdy wcześniej nikt nie oglądał "na żywo" ostatniego "krzyku" materii, która opadając na czarną dziurę przechodzi punkt, z którego nie ma powrotu. Na granicyUważna analiza nowych danych obserwacyjnych pokazała, że emisja w podczerwieni pochodzi z miejsca oddalonego w skali kątowej o kilka tysięcznych sekund łuku od miejsca, gdzie jest czarna dziura (co odpowiada odległości kilku godzin świetlnych) i zmienia się w skali czasowej rzędu minut. Dla porównania obiekt o długości 2 metrów znajdujący się na Księżycu widzielibyśmy pod kątem 1 tysięcznej sekundy łuku. To pokazało, że sygnał w podczerwieni musi pochodzić tuż sprzed miejsca zwanego "horyzontem zdarzeń" czarnej dziury, która jest "strefa bezpowrotną", nawet światło nie może z niej uciec. Gwałtowna zmienność widoczna na wszystkich danych z VLT (nie tylko tych z 9 maja br.) jasno wskazuje, że obszar dookoła horyzontu cechuje się chaotycznością - bardzo podobnie jak burze czy rozbłyski słoneczne. Nasze dane dostarczają nam bezprecedensowych informacji o tym co dzieje się na zewnątrz horyzontu zdarzeń i pozwalają nam testować przewidywania Ogólnej Teorii Względności wyjaśnił Danile Rouan, astronom z Obserwatorium w Meudon. Najbardziej uderzającym rezultatem jest widoczna 17-minutowa periodyczność w krzywych światła dwu zaobserwowanych rozbłysków. Jeśli ta periodyczność wywołana jest ruchem gazu orbitującego wokół czarnej dziury, to nieunikniony wniosek jest taki, że czarna dziura musi gwałtownie rotować. Reinhard Genzel jest bardzo zadowolony: To wielki przełom. Z teorii wiemy, że czarna dziura ma jedynie masę, kręt oraz ładunek elektryczny. W zeszłym roku byliśmy w stanie jednoznacznie udowodnić istnienie i wyznaczyć masę czarnej dziury w centrum Galaktyki. Jeśli nasze założenie jest poprawne, iż ta periodyczność jest podstawowym czasem orbitowania akreującego gazu, to po raz pierwszy zmierzyliśmy również kręt. I wynika z tego, że ma on połowę wartości dozwolonej przez Teorię Względności. Genzel dodał - Naprawdę rozpoczęła się Era fizyki obserwacyjnej czarnych dziur! 14 listopada 2003
W środę 15 października, gdy zegary w Pekinie wybiły 9 rano (środa, 3 w nocy czasu polskiego) z kosmodromu Jiuquan wystartował pierwszy chiński załogowy statek kosmiczny Shenzhou 5. Lot trwał 21,5 godziny, a załogę statku stanowił 38 letni pilot Sił Powietrznych Chin - pułkownik Yang Liwei. Shenzhou został wyniesiony na orbitę przez rakietę "Długi Marsz 2F". Pierwszy
raport pilota usłyszano 34 minuty po starcie - Czuje się dobrze, mój stan jest w normie.
Kamery na pokładzie Shenzhou 5, co oznacza "boski statek", zarejestrowały sceny,
gdy Liwei sprawdza listę kontrolną, macha do ludzi na ziemi i wznosi do góry flagę Chin i
ONZ. Potrawy na statku były również typowo chińskie - ryż, mięso przyrządzone na
ostro-kwaśno oraz kurczak. Yang Liwei ma żonę i 8-letniego syna, który w trakcie lotu
spytał ojca "Tatusiu, jadłeś już ryż?"
Gdy zbliżał się moment powrotu na Ziemię, od modułu orbitalnego odrzucone zostały moduł startowy i serwisowy, który zawierał zapasy i paliwo. Następnie włączono silniki, które wypchnęły statek z orbity po której krążył i skierowały na orbitę powrotną na stepy Mongolii Wewnętrznej (północno-wschodnia część Chin), około 1000 km od kosmodromu Jiuquan , które leży na południowym skraju pustyni Gobi. Moduł orbitalny pozostał w przestrzeni i będzie kontynuować swoją misje przez następne kilkanaście miesięcy.
Kapsuła lądownicza przedarła się przez atmosferę, która zmniejszyła ostro jej prędkość wynoszącą 7,91 km/s (jest to wartość pierwszej prędkości kosmicznej, czyli prędkości niezbędnej do umieszczenia ciała na niskiej, kołowej orbicie okołoziemskiej). Następnie otworzyły się spadochrony, które jeszcze bardziej wyhamowały spadającą kapsułę i pozwoliły jej miękko osiąść na ziemi. Chińskie media zakomunikowały światu, że w czwartek rano o 6:23 czasu lokalnego (0:23 czasu polskiego) kapsuła lądownicza bezpiecznie opadła na spadochronie na Ziemię, a miejsce lądowania było oddalone jedynie o 4.8 km od wcześniej wyznaczonego lądowiska w Mongolii Wewnętrznej. Film video pokazał bohatera tego lotu - Lt. Colonel Yang Liwei macha do zgromadzonego obok tłumu chwilę po wylądowaniu. Następnie taikonauta opuścił miejsce lądowania na siedząco. Oficjalnie ogłoszono, że pilot "pozostaje w dobrym zdrowiu".
Nastepnie po 2 godzinach lotu chiński astronauta znalazł się w Pekinie, gdzie mieści się centrum kontroli lotów, a także rodzinny dom Liwei. "Statek działał dobrze. Czuje się bardzo dobrze i jestem dumny z mojej ojczyzny", powiedział pilot.
Oficjalny raport mówi, że astronauta nie zgłosił żadnych defektów ani technicznych problemów. Podobno komunikacja głosowa z naziemnym centrum kontroli w Pekinie przebiegała zgodnie z oczekiwaniami. Komunikaty transmitowane były poprzez stacje śledzenia oraz okręty morskie na całym świecie. Statek poruszał się po orbicie kołowej na wysokości 343 km nad Ziemią. Wykonał 14 okrążeń wokół Ziemi i przebył około 600 tys. km. Wiadomo, że taikomauta przeprowadził na pokładzie statku pewną liczbę doświadczeń naukowych oraz eksperymentów dla potrzeb wojska. Yang Liwei jest 431 człowiekiem w Kosmosie i pierwszym obywatelem Chin w przestrzeni kosmicznej.
Po latach przygotowań Chiny stały się trzecim państwem na świecie, który po Związku Radzieckim i Stanch Zjednoczonych wyniósł człowieka w przestrzeń kosmiczną. 12 kwietnia 1961r. wystartował Jurij Gagarin zostając pierwszym kosmonautą - od gr. nauta - żeglarz (lot trwał 108 min.). 5 maja 1961r. statek Merkury wyniósł "ku gwiazdom" Alana Sheparda (lot trwał 15,5 min.) - on został pierwszym astronautą od gr. aster - gwiazda. Chińczycy nazywają swojego bohatera - yuhangyuan. Częściej używaną nazwą jest jednak taikonauta, która pochodzi od chińskiego słowa taikong czyli przestrzeń kosmiczna. Następna kosmiczna misja Chin może nastąpić już za kilka miesięcy... 18 października 2003 Statek kosmiczny Galileo (1989 - 2003) W niedzielę 21 września po 14 latach pracy statek kosmiczny Galileo stopił się w atmosferze Jowisza. Gdy zapasy paliwa były na wyczerpaniu, Galileo został skierowany na kurs kolizyjny z Jowiszem, aby nie dopuścić do zderzania z księżycem Jowisza - Europą, na której Galileo odkrył podziemne oceany - a więc i możliwe życie. Nie chciano dopuścić, aby ziemskie bakterie, które jako pasażer na gapę odleciały z Przylądka Canaveral, zanieczyściły powierzchnie satelity Jowisza. Bakterie, gdyby przeżyły 14 lat podróży na statku oraz zderzenie z Europą, mogłyby kiedyś wprowadzić naukowców w nielada zakłopotanie - czy znalezione w przyszłych misjach na Europie bakterie to nasi znajomi z Ziemi czy tubylcy z Europy?Galileo uderzył w Jowisza z prędkością około 48 km/s (~178 tys. km/h), a następnie uległ stopieniu stając się integralną częścią atmosfery planety. Do zderzenia doszło na południe od równika Jowisza o 20:57 czasu polskiego. Od 1995 roku Galileo 35 razy okrążył jowiszowy system. Wystrzelony z Ziemi w 1989 przebył 4 631 778 000 km. Galileo był pierwszym satelitą Jowisza wykonanym ludzką ręką. W ciągu 14 lat zdobył bogactwo informacji dotyczących króla wszystkich planet, jego licznych satelitów, ciemnych pyłowych pierścieni i promieniowania. Wystartował z opóźnieniem 18 października 1989 roku z przylądka Canaveral na Florydzie. Nie udało się otworzyć wysoko - wzmacniającej anteny, co mocno ograniczyło możliwości uzyskiwania zdjęć z satelity. 8 tygodni przed przybyciem do Jowisza zacięła się pokładowa nagrywarka i stracono szansę na sfotografowanie księżyca Io w zbliżeniu. Usterka okazała się na szczęście chwilowa.
7 grudnia 1995 roku Galileo wszedł na orbitę Jowisza i mimo nieustannych technicznych usterek, misja Galileo okazała się jedną z najbardziej wydajnych i użytecznych badań w historii Układu Słonecznego. W ciągu pierwszych dwu lat orbitowania wokół Jowisza Galileo obserwował największy księżyc w Układzie Słonecznym - Ganimedesa, oraz zrytą kraterami Kallisto. Galileo okrążył po raz pierwszy Jowisza po 198 dniach, 27 czerwca 1996 roku, poruszając się po mocno eliptycznej trajektorii. Przeleciał obok Ganimedesa w odległości 835 km, czyli 70 razy bliżej niż statki Voyager. Galileo odkrył, że Ganimedes posiada pole magnetyczne, a zdjęcia wykonane z bliska ukazały lodowe góry na księżycu. Pokryta licznymi kraterami Kallisto uważana była za bardzo stary i nie zmieniający wyglądu księżyc Jowisza. Jednak Galileo pokazał, że Kallisto zmienia się. Wydaje się, że powierzchnia księżyca wygładza swoje zmarszczki i mniejsze ślady dawnych uderzeń, podczas gdy brzegi większych kraterów osuwają się ukazując lodowe podłoże.
Główna misja Galileo zakończyła się w grudniu 1997 roku, po czym podjęto dodatkowe badania znane jako Galileo Europa Mission. Ich celem było zgłębienie sekretów lodowego świata Europy. Dalsze badania przekonały większość naukowców, że najmniejszy z czterech księżyców odkrytych przez Galileusza posiada podpowierzchniowe oceany słonej wody, które mogłyby być siedliskiem obcej formy życia. Zaskoczeniem było także odkrycie, że takie oceany mogą kryć się pod lodowymi skorupami Ganimedesa i Kallisto. Pierwsze kolorowe zdjęcie Io Galileo wykonał 25 czerwca 1996 roku z odległości 2.2 miliona km. Późniejsze obrazy potwierdziły, że na tym wulkanicznym księżycu zaszły znaczne zmiany odkąd 17 lat wcześniej wizytował go Voyager. Zobaczyliśmy wulkaniczne pióropusze buchające z gwałtownych erupcji i kolorowe, siarkowe osady wokół głównych centrów aktywności. W październiku 1999 naukowcy zaryzykowali skierowanie detektorów Galileo na intensywne promieniowanie Io. Zdjęcia o wysokiej rozdzielczości ukazały obrazy lawy w różnej postaci - jeziora lawy, wypływy, fontanny. Temperatura płynnych skał osiągnęła 1700 stopni Celsjusza, co jest najwyższą temperaturą lawy jaką kiedykolwiek zmierzono w naszym Układzie Słonecznym. Galileo zbadał również wewnętrzną strukturę wielkiej czerwonej plamy Jowisza, gazowy torus rozciągnięty wzdłuż orbity Io, składający się ze zjonizowanej materii, ciemne pyłowe pierścienie, pomniejsze księżyce Jowisza i jego olbrzymią magnetosferę. Ostatnia faza podróży Galileo rozpoczęła się 5 listopada 2002 roku, gdy orbiter przeleciał obok Amaltei i przez pierścień Jowisza rozpoczynając 35, ostanie okrążenie wokół planety. W czasie tej ostatniej podróży Galileo oddalił się od Jowisza na odległość ponad 26 milionów km, po czy zaczął wracać, szybko nabierając prędkości podążał ku swojemu przeznaczeniu... Więcej o sondzie Galileo w artykule Grzegorza Nowaka na naszej stronie: http://orion.pta.edu.pl/art/galileo/index.htm 27 września 2003 Osiemdziesiąt lat temu, w 450 rocznicę urodzin Mikołaja Kopernika, zebrali się W jubileuszowym roku swego istnienia, astronomowie polscy postanowili spotkać się w Toruniu, w dniach 8 – 12 września 2003 r., aby podsumować ostatnie osiągnięcia badawcze i wyznaczyć cele dalszych działań naukowych i organizacyjnych. Toruński Zjazd został poświęcony problemom polskiego udziału w budowie wielkiego, 10-metrowego, teleskopu optycznego SALT w Południowej Afryce, europejskiej współpracy astronomicznej, astrofizyce wysokich energii i astrobiologii. Do Torunia przybyło ok. 150 astronomów ze wszystkich ośrodków badań astronomicznych w Polsce i wielu z zagranicy m.in. gościliśmy prof. Bohdana Paczyńskiego z Princeton, dr Catherine Cesarsky, Prezydenta-Elekta Międzynarodowej Unii Astronomicznej i Dyrektora Generalnego ESO - Europejskiego Południowego Obserwatorium Astronomicznego w Chile, największego obecnie na świecie obserwatorium astronomicznego, prof. Harway Butcher'a, prezydenta Europejskiego Towarzystwa Astronomicznego i wielu innych. Referaty dotyczące wiodących problemów współczesnej astrofizyki wygłosili znakomici specjaliści polscy i zagraniczni. Dla szerokiej publiczności, w czwartek 11 września, o godz. 18-tej, w Planetarium Toruńskim prof. Jean-Pierre Lasota z Paryża wygłosił wykład popularnonaukowy o zjawiskach astrofizycznych w pobliżu czarnych dziur oraz odbył się specjalny pokaz. Niektóre wystąpienia są dostępne w formie elektronicznej w materiałach zjazdowych na stronie http://www.pta.edu.pl/zjazd/ 20 września 2003
|