|
Odkryto
najliczniejszy pozasłoneczny układ planetarny
Może
liczyć nawet siedem planet okrążających gwiazdę podobną do Słońca
Komunikat
naukowy ze strony ESO
 |
Fot. Układ planetarny wokół podobnej do Słońca gwiazdy HD 10180 (wizja artystyczna).
Źródło:
ESO.
|
Astronomowie korzystający z
należącego do ESO, wiodącego na świecie instrumentu HARPS, odkryli
układ planetarny zawierający co najmniej pięć planet, okrążających
podobną do Słońca gwiazdę HD 10180. Badacze posiadają także intrygujący
dowód na możliwą obecność dwóch kolejnych planet, z których jedna
miałaby najmniejszą masę znalezioną do tej pory. Uczyniłoby to system
podobnym do naszego Układu Słonecznego w liczbie planet (siedem w
porównaniu do ośmiu w Układzie Słonecznym). Co więcej, zespół znalazł
też dowód, że odległości planet od ich gwiazdy odzwierciedlają
regularny wzór, co jest też widoczne w naszym Układzie Słonecznym.
“Znaleźliśmy układ, który
najprawdopodobniej jest systemem z największą liczbą odkrytych planet”
mówi Christophe
Lovis, główny autor artykułu opisującego wyniki badań. „To
znaczące odkrycie podkreśla też fakt, że wchodzimy w nową erę badań
egzoplanet: badania złożonych systemów planetarnych, a nie tylko
indywidualnych planet. Analiza ruchów planetarnych w nowym układzie
ujawnia złożone interakcje grawitacyjne pomiędzy planetami i daje nam
wgląd w długoterminową ewolucję systemu”.
Zespół astronomów użył spektrografu HARPS,
zamontowanego na 3,6-metrowym teleskopie ESO w La Silla w Chile,
podczas trwających sześć lat badań podobnej do Słońca gwiazdy HD 10180,
położonej 127 lat świetlnych od nas w południowym gwiazdozbiorze Hydry.
HARPS to instrument o niepobitej stabilności pomiarów i wielkiej
precyzji, odnoszący największe na świecie sukcesy łowca egzoplanet.
Dzięki 190 pojedynczym pomiarom HARPS-a
astronomowie wykryli niewielkie ruchy gwiazdy w przód i w tył
spowodowane przez złożone przyciąganie grawitacyjne pochodzące od
pięciu lub więcej planet. Pięć najsilniejszych sygnałów odpowiada
planetom o masie zbliżonej do Neptuna – od 13 do 25 mas Ziemi [1]
– które okrążają gwiazdę z okresami od około 6 do 600 dni. Planety te
są położone od swojej gwiazdy centralnej w odległościach od 0,06 do 1,4
raza takich, jak dystans Ziemia-Słońce.
“Mamy też dobre powody, aby
wierzyć, że istnieją jeszcze dwie planety”, mówi Lovis.
Jedna to planeta podobna do Saturna (o minimalnej masie równej 65 masom
Ziemi) o okresie orbitalnym 2200 dni. Drugą może być najmniej masywna
egzoplaneta odkryta do tej pory, o masie zaledwie 1,4 raza większej niż
masa Ziemi. Znajduje się ona bardzo blisko swojej gwiazdy, w zaledwie 2
procent dystansu Ziemia-Słońce. Jeden „rok” na tej planecie trwa tylko
1,18 ziemskich dni.
“Obiekt ten powoduje chybotanie
się jego gwiazdy o zaledwie 3 km na godzinę – wolniej niż prędkość
pieszego – a ruch ten jest bardzo trudno zmierzyć” mówi
członek zespołu Damien Ségransan. Jeśli zostanie to potwierdzone,
obiekt ten będzie kolejnym przykładem planety skalistej, podobnej do
Corot-7b (eso0933).
Nowoodkryty system planet wokół HD 10180
jest unikalny w kilku aspektach. Po pierwsze, wraz z co najmniej
pięcioma planetami podobnymi do Neptuna znajdującymi się w odległości
odpowiedniej dla orbity Marsa, system ten jest gęściej „zaludniony” niż
Układ Słoneczny w swojej wewnętrznej części, i ma tam więcej masywnych
planet [2].
Co więcej, system prawdopodobnie nie posiada gazowego olbrzymia
podobnego do Jowisza. Dodatkowo, wszystkie planety wydają się mieć
prawie kołowe orbity.
Jak dotąd astronomowie wiedzą o piętnastu
układach z co najmniej trzema planetami. Poprzednim rekordzistą był 55
Cancri, który ma pięć planet, a wśród nich dwie olbrzymie. „Systemy
małomasywnych planet, takie jak wokół HD 10180, wydają się być dość
powszechne, ale historia ich formowania się pozostaje zagadką”
mówi Louis.
Używają nowego odkrycia, a także danych dla
innych systemów planetarnych, astronomowie znaleźli ekwiwalent reguły
Titiusa-Bodego, która występuje w Układzie Słonecznym: odległości
planet od ich gwiazdy wydają się odzwierciedlać regularny wzór [3].
„Może to być ślad pozostały po procesach
formowania się tych układów planetarnych” mówi członek
zespołu Michel Mayor.
Innym ważnym wynikiem znalezionym przez
astronomów podczas badania tych układów planetarnych jest to, że
istnieje związek pomiędzy masą systemu planetarnego, a masą i składem
chemicznym gwiazdy centralnej. Wszystkie bardzo masywne układy są
znajdowane wokół gwiazd masywnych i bogatych w metale, podczas gdy
cztery najmniej masywne układy odkryto w pobliżu małomasywnych i
ubogich w metale [4].
Te własności potwierdzają obecne modele teoretyczne.
Odkrycie zostało ogłoszone dzisiaj na
międzynarodowym kolokwium „Wykrywanie i dynamika tranzytujących
egzoplanet” w Observatoire de Haute-Provence we Francji.
Uwagi
[1] Za
pomocą metody prędkości radialnych astronomowie mogą jedynie ustalić
minimalną masę planety, gdyż oszacowanie masy zależy również od
nachylenia płaszczyzny orbity względem linii widzenia, które nie jest
znane. Ze statystycznego punktu widzenia ta minimalna masa jest jednak
często bliska prawdziwej masie planety.
[2]
Planety w wewnętrznej części systemu HD 10180 mają średnio 20 razy
większą masę niż Ziemia, podczas gdy wewnętrzne planety w naszym
własnym Układzie Słonecznym (Merkurym, Wenus, Ziemia i Mars) mają
średnią masę równą połowie masy Ziemi.
[3]
Reguła Titiusa-Bodego mówi, że odległości planet od Słońca są zgodne z
prostym wzorem. Dla dalszych planet każda z nich powinna być prawie
dwukrotnie dalej od Słońca niż poprzednia. Ta hipoteza w prawidłowy
sposób przewidziała orbity Ceres i Urana, ale dostarczyła błędnych
przewidywań orbity Neptuna.
[4]
Zgodnie z definicją używaną w astronomii “metale” to wszystkie
pierwiastki inne niż wodór i hel. Takie metale, z wyjątkiem bardzo
niewielu lekkich pierwiastków chemicznych, wszystkie zostały utworzone
przez różne generacje gwiazdy. Skaliste planety są zbudowane z „metali”
Więcej informacji
Niniejsze badania zostały zaprezentowane w
artykule wysłanym do Astronomy and Astrophysics (“The HARPS search for
southern extra-solar planets. XXV. Up to seven planets orbiting HD
10180: probing the architecture of low-mass planetary systems”,
autor: C. Lovis i inni).
Skład zespołu badawczego: C. Lovis, D.
Ségransan, M. Mayor, S. Udry, F. Pepe, and D. Queloz (Observatoire de
Genève, Université de Genève, Switzerland), W. Benz (Universität Bern,
Switzerland), F. Bouchy (Institut d’Astrophysique de Paris, France), C.
Mordasini (Max-Planck-Institut für Astronomie, Heidelberg, Germany), N.
C. Santos (Universidade do Porto, Portugal), J. Laskar (Observatoire de
Paris, France), A. Correia (Universidade de Aveiro, Portugal), and
J.-L. Bertaux (Université Versailles Saint-Quentin, France) and G. Lo
Curto (ESO).
Linki
ESO, Europejskie Obserwatorium Południowe,
jest wiodącą międzyrządową organizacją astronomiczną w Europie i
najbardziej produktywnym obserwatorium astronomicznym na świecie.
Należy do niego 14 krajów: Austria, Belgia, Czechy, Dania, Finlandia,
Francja, Hiszpania, Holandia, Niemcy, Portugalia, Szwajcaria, Szwecja,
Wielka Brytania oraz Włochy. ESO prowadzi ambitne programy dotyczące
projektowania, konstrukcji i użytkowania silnych naziemnych
instrumentów obserwacyjnych, pozwalając astronomom na dokonywanie
znaczących odkryć naukowych. ESO odgrywa wiodącą rolę w promowaniu i
organizowaniu współpracy w badaniach astronomicznych. ESO zarządza
trzema unikalnymi, światowej klasy obserwatoriami w Chile: La Silla,
Paranal i Chajnantor. W Paranal ESO posiada Bardzo Duży Teleskop (Very
Large Telescope), najbardziej zaawansowane na świecie astronomiczne
obserwatorium w świetle widzialnym oraz teleskop VISTA, największy na
świecie instrument do przeglądów nieba. ESO jest europejskim partnerem
dla rewolucyjnego teleskopu ALMA, największego istniejącego projektu
astronomicznego. ESO planuje obecnie 42-metrowy Ekstremalnie Wielki
Teleskop Europejski (European Extremely Large optical/near-infrared
Telescope - E-ELT), który stanie się “największym okiem świata na
niebo”.
Kontakt
Krzysztof Czart
Astronomia.pl
Toruń, Poland
Christophe Lovis
Observatoire de l’Université de Genève
Switzerland
Cell: +41 787 280 354
Email: christophe.lovis@unige.ch
Damien Ségransan
Observatoire de l’Université de Genève
Switzerland
Tel: +41 223 792 479
Email: damien.segransan@unige.ch
Francesco Pepe
Observatoire de l’Université de Genève
Switzerland
Tel: +41 223 792 396
Email: francesco.pepe@unige.ch
Richard Hook
La Silla, Paranal, E-ELT & Survey Telescopes Press Officer
Garching bei München, Germany
Tel: +49 89 3200 6655
Email: rhook@eso.org
Jest to tłumaczenie Komunikatu prasowego ESO eso1035
25 sierpnia 2010
Źródło
| Orion
Pomarszczone
góry Tytana
 |
Fot. Obraz
Tytana, satelity Saturna, widziany oczami radaru satelity
Cassini.
Źródło:
NASA/JPL-Caltech.
|
Góry
powstają w rożny sposób. Na
Ziemi większość łańcuchów górskich tworzy się, gdy płyty
kontynentalne zderzają się ze sobą lub gdy płyty nachodzą na siebie i
następuje ich wypiętrzenie.
Inny mechanizm zaczyna działać, gdy skorupa planet marszczy się
ponieważ
leżący głębiej materiał ulega stopieniu. Tak powstały np. Góry
Zagros w Iraku i Iranie. Wydaje się, że góry na księżycu Saturna,
Tytanie, również powstały w ten sam sposób.
Przeanalizowano
obrazy dostarczone
przez satelitę Cassini, a otrzymane za pomocą radaru. Uważa
się, że trzy krawędzie widoczne na zdjęciu księżyca
powstały, gdy ciepło z jego wnętrza roztopiło część skutego lodem
oceanu wody i amoniaku położonego tuż poniżej powierzchni
stałej. W konsekwencji skorupa Tytana pomarszczyła się jak suszona
śliwka.
Artykuł
na ten temat opublikowano w Journal of
Geophysical Research, a autorzy podejrzewają, że Tytan może
być
jedynym księżycem w Układzie Słonecznym, w którym zachodzi taki
mechanizm powstawania gór.
16 sierpnia 2010
Źródło
| Karolina
Zawada
Satelita
Planck po roku pracy
 |
Fot. Obraz
całego nieba powstał dzięki nałożeniu na siebie danych zarejstrowanych
przez odbiorniki satelity Planck czułe na różne długości fali od 30 do
857 GHz. Źródło:
ESA
Kliknij, aby powiększyć.
|
Satelita
Planck
wystrzelony w
maju 2009
mierzy mikrofalowe promieniowanie tła (ang. CMB) - najstarsze
promieniowanie jakie jesteśmy
w stanie zarejestrować,
powstałe w Wielkim Wybuchu, a uwolnione 300 tys. lat później, gdy
Wszechświat ochłodził się na tyle,
aby protony i elektrony mogły
połączyć się w neutralny wodór, a fotony zaczęły bez przeszkód
przemierzać przestrzeń. Te właśnie fotony rejestrują czułe w zakresie
mikrofal odbiorniki Plancka.
Po
roku
pracy satelita dokonał skanu
całego nieba dostarczając nowych, dokładniejszych pomiarów CMB.
Teraz naukowcy będą te
dane analizować i spróbują
odpowiedzieć na pytanie jak powstał Wszechświat.
Przez
środek obrazu biegnie pas Drogi
Mlecznej, od której odchodzą wstęgi chłodnego pyłu i gazu - to
miejsca powstawania nowych
gwiazd, które Planck
wyjątkowo
dokładnie obejrzał. Cętkowane tło powyżej i poniżej Drogi
Mlecznej to właśnie kosmiczne
promieniowanie tła - cel
misji Planck. Różne kolory odpowiadają różnej temperaturze CMB,
a ta z kolei jest odzwierciedleniem
obszarów o różnej
gęstości materii, przez które promieniowanie przechodzi, a raczej
przechodziło w bardzo odległej
przeszłości. To właśnie z
tych zgęszczeń materii powstały widoczne dziś galaktyki i gromady
galaktyk.
Uzyskane
dane zostaną teraz poddane
obróbce cyfrowej, aby dojrzeć słabe promieniowanie reliktowe spod
dominującej emisji
Drogi Mlecznej. Do końca
swojej misji w 2012 Planck
dokona jeszcze 4 pełnych skanów nieba. Prócz najdokładniejszej
jak dotychczas mapy CMB, dane
z satelity posłużą do
stworzenia katalogu obiektów Drogi Mlecznej oraz katalogu odległych
galaktyk.
1 sierpnia 2010
Źródło
| Karolina
Zawada
Planeta
z ogonem
 |
| Fot.
Artystyczna wizja egzoplanety HD 209458b. Źródło: NASA, ESA, oraz G. Bacon (STScI))
|
Obserwacje z Teleskopu Kosmicznego Hubble'a udowodniły istnienie
planety z ogonem. Gigantyczna planeta kometarna o nazwie HD 209458b
znajduje się tak blisko swojej macierzystej gwiazdy, że jej
rozgrzana atmosfera ucieka w przestrzeń kosmiczną tworząc ogon.
Cosmic
Origins Spectrograph
(COS) zarejestrował potężne wiatry gwiazdowe, powodujące
wydmuchanie materii planety i ukształtowanie jej w ogon
przypominający kometarny warkocz. W 2003 r. naukowcy przewidzieli
teoretycznie i oszacowali utratę masy planety, ale dopiero teraz
otrzymali dowód obserwacyjny.
Planeta
znajduje się 153 lata
świetlne od Ziemi, waży trochę mniej od Jowisza, ale
znajduje się
100 razy bliżej gwiazdy niż Jowisz od Słońca. Rozgrzany glob
okrąża swe słońce co 3,5 dnia. Układ jest dość dobrze
przebadany, gdyż to jedna z niewielu planet przechodzących przed
tarczą gwiazdy. Analiza atmosfery planety - jej budowa i skład
chemiczny - była możliwa właśnie podczas takich tranzytów.
Odkryto, że supergorąca atmosfera
planety zawiera ciężkie
pierwiastki – węgiel, krzem i ma ok. 1000 stopni
Celsjusza.
Gwiazda rozgrzewa atmosferę i sprawia, że cięższe pierwiastki
uciekają z planety. Okazało się również, że różny rodzaj
materii opuszcza atmosferę z różną prędkością. Gaz posiadający
bardzo dużą prędkość – ok. 35 000 km/h jest rozciągany przez
wiatr gwiazdowy i tworzy ogon za planetą. Najnowszy spektrograf
zainstalowany na Kosmicznym Teleskopie Hubble'a może zbadać
skład
chemiczny planety w zakresie ultrafioletowym, niedostępnym dla
naziemnych teleskopów. Ogon planety odkryto dzięki unikalnej
kombinacji wysokiej czułości w ultrafiolecie i bardzo dobrej
rozdzielczości spektralnej instrumentu COS.
Mimo
że planeta jest tak
blisko gwiazdy nie zanosi się, by miała się wkrótce rozpaść.
Parowanie planety będzie trwało jeszcze przynajmniej bilion lat.
27 lipca 2010
Źródło
| Karolina Wojtkowska
Zagadka
narodzin masywnej gwiazdy rozwiązana
 |
| Fot.
Wokół gwiazdy IRAS 13481-6124 odkryto
dysk.
Źródło ESO/L. Calçada
|
Obserwacje obiektu IRAS 13481-6124 dowodzą, że wszystkie gwiazdy
powstają w ten sam sposób.
Wokół
tego młodego obiektu, posiadającego
masę 20 razy i
promień 5 razy większy od Słońca, krąży
dysk materii, z której
gwiazda powstaje. Gwieździe z gwiazdozbioru Centaura zanurzonej w
prenatalnym kokonie i znajdującej się ok. 10 000 lat świetlnych od
nas przyjrzała się grupa astronomów.
Z
archiwalnych obrazów NASA z Teleskopu
Kosmicznego Spitzera oraz
z obserwacji wykonanych przez 12-metrowy teleskop submilimetrowy APEX
wynika, że gwiazda posiada strugę materii – dżet. Takie dżety
są powszechne w młodych małomasywnych gwiazdach i świadczą o
obecności dysku. Dyski wokółgwiazdowe są kluczowym składnikiem w
procesie formowania się małomasywnych gwiazd takich jak Słońce.
Nie jest jednak pewne czy towarzyszą one też gwiazdom około
10-krotnie bardziej masywnym niż Słońce, gdyż silne
promieniowanie może powstrzymywać materię od opadania na ich
powierzchnie. Postulowano, że gwiazdy masywne mogą powstawać ze
zlania się gwiazd mniejszych.
W celu zrozumienia właściwości dysku,
astronomowie wykorzystali
Very Large Telescope Interferometer (VLTI) ESO. Z połączonych obrazów z
trzech 1,8-metrowych teleskopów zaopatrzonych w instrument AMBER
udało się dostrzec szczegóły równoważne do tych, jakie byłyby
widoczne przez teleskop o średnicy 85 m. Wyjściowa rozdzielczość
obrazu to 2,4 milisekundy kątowej – z taką rozdzielczością można
dostrzec główkę śrubki na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Ta szczególna właściwość teleskopów ESO oraz
dane z
3,58-metrowego teleskopu New Technology Telescope w La Silla
zaowocowały odkryciem dysku wokół IRAS 13481-6124.
To pierwszy raz, gdy można było przyjrzeć
się wewnętrznej
strukturze obręczy masywnej młodej gwiazdy. Z analiz wynika, że
wszystkie gwiazdy powstają w ten sam sposób, niezależnie od masy.
Oszacowano, że układ ma ok. 60 000 lat, a
gwiazda osiągnęła
już swoją ostateczną masę. Wkrótce, z powodu silnego
promieniowania – 30 000 razy silniejszego niż Słońce – dysk
zacznie parować. Rozświetlony dysk rozciąga się na odległość
równą ok. 130 AU. Kolejne obserwacje będą prowadzone za pomocą
Atacama Large Millimeter/submillimeter Array (ALMA), który powstaje
w Chile. Naukowcy ufają, że z danych tego instrumentu otrzymają
informacje o budowie wewnętrznej dysku i zrozumieją w jaki sposób
takie młode grubaski stają się ciężkie.
23 lipca 2010
Źródło
| Karolina Wojtkowska
Pierwszy
całkowity przegląd nieba WISE
 |
| Fot.
Plejady oczami WISE. Źródło NASA/JPL-Caltech/UCLA
|
Satelita
Wide-field
Infrared Survey
Explorer – WISE – 17 lipca 2010 r. ukończył pierwszy
przegląd
całego nieba. Podczas misji uzyskano 1,3 mln obrazów.
Niektóre z
nich poddano obróbce i sklejeniu z innymi, tworząc nowy obraz. Tak
powstało zdjęcie Plejad, znanych jako Siedem Sióstr, zanurzonych w
kłaczkowatym pyle. Obszar obrazu to siedem stopni kw. - tyle co 35
tarcz Księżyca w pełni. Zdjęcie pokazuje możliwości teleskopu w
wykonywaniu szerokich ujęć rozległych obszarów kosmosu. Nowe
zdjęcie tego regionu zrobiono w lutym. Podczerwone światło
zarejestrowano czterema detektorami WISE. Teraz widać rozległą
chmurę pyłową, przez którą przechodzą Plejady i inne gwiazdy
gromady. Światło podczerwone ujawnia również, które gwiazdy
gromady są mniejsze i chłodniejsze.
Pierwsze
publikacje danych
WISE, pokrywające 80% nieba, zostaną udostępnione społeczności
astronomicznej w maju przyszłego roku. Misja, trwająca od
grudnia
ubiegłego roku, polega na skanowaniu paskowym podczas
okrążania
biegunów globu. WISE zawsze znajduje się na granicy dnia i nocy.
Gdy Ziemia okrąża Słońce teleskop rejestruje nowe obszary nieba.
Pełny obraz całego nieba WISE uzyskał po sześciu miesiącach,
czyli po okresie potrzebnym Ziemi na przebycie połowy drogi dookoła
Słońca.
Przez
kolejne trzy miesiące
znów zostaną wykonane mapy połowy nieba, dzięki czemu wzrośnie
jakość danych z teleskopu. Ujawni sie wiele planetoid, gwiazd i
galaktyk. Mapowanie pomoże astronomom zorientować się w
zachodzących na niebie zmianach. Misja dobiegnie końca, gdy
wyczerpią się zapasy stałego wodoru chłodzącego detektory
podczerwieni i instrumenty przestaną działać.
Dotychczas
WISE zaobserwował
ponad 100 000 planetoid – zarówno znanych jak i nowo
odkrytych.Większość z nich znajduje się w głównym pasie między
orbitami Marsa i Jowisza. Około 90 obiektów przechodzi dość
blisko Ziemi. WISE odkrył także ponad tuzin komet znajdujących się
bardzo daleko od Ziemi.
Misja
daje niezwykłą
możliwość wyszukiwania blasku zarówno chłodnych gwiazd –
brązowych karłów jak i jasnych odległych energetycznych galaktyk.
Takie galaktyki nazywa się ultrajasnymi galaktykami podczerwonymi.
Satelita WISE może określić ich jasność. Jest zdolny zaobserwować
wszystkie obiekty emitujące promieniowanie podczerwone od planetoid
do kwazarów. Może się zdarzyć, że satelita dokona odkrycia
obiektów, których istnienia naukowcy jeszcze nie przewidzieli.
20 lipca 2010
Źródło
| Karolina Wojtkowska
Zagadka
gigantycznego pierścienia rozwikłana?
 |
| Fot.
Na powyższym zdjęciu pierścienia Lwa w zakresie widzialnym pokazano
rozmieszczenie gazu HI (na żółto i pomarańczowo). Po prawej stronie
widzimy trzy gęste fragmenty pierścienia zidentyfikowane w świetle
widzialnym. Źródło: CFHT/Astron
- P.A. Duc |
Wielki gazowy pierścień w grupie galaktyk Lwa to przypuszczalnie efekt
zderzenia dwóch galaktyk sprzed miliarda lat!
Międzynarodowy zespół naukowców, używając teleskopu CFHT
(Canada-France Hawaii Telescope), zaproponował wyjaśnienie zagadki
ogromnego pierścienia
gazu widocznego w grupie
galaktyk Lwa (Leo).
Zaobserwowane przejawy formacji gwiazdowej wykluczają hipotezę, według
której pierścień złożony jest z tzw. pierwotnego gazu -
dawnego budulca galaktyk. Nowy scenariusz - kolizja dwóch galaktyk
- jest wynikiem symulacji komputerowych wykonanych w Centre d'Etudes
Nucléaires (CEA) we Francji.
Współczesne teorie dotyczące powstawania galaktyk zakładają, że jego
kluczowym i pierwszym etapem jest tzw. akrecja,
czyli ściąganie i akumulowanie zimnego gazu pierwotnego z przestrzeni
kosmicznej. Gaz pierwotny posiada dwie główne cechy. Po pierwsze, jest
to gaz, który wcześniej nie był jeszcze częścią żadnej galaktyki. Po
drugie, nie panują w nim warunki dogodne do formowania się gwiazd.
Czy
proces akrecji pierwotnego gazu wciąż ma miejsce gdzieś w
pobliskich
galaktykach? Odpowiedzi na to zasadnicze pytanie mają dostarczyć
wielkie przeglądy nieba w poszukiwaniu pierwotnego gazu.
Tymczasem, pierścień Lwa
- ogromny pierścień gazu o rozmiarach 650 tysięcy lat świetnych,
otaczający galaktyki z grupy Lwa, to jeden z najbardziej niesamowitych
i tajemnicznych obłoków gazu międzygalaktycznego. Odkąd został odkryty
w latach 80., jego natura pozostawała przedmiotem debaty, w zeszłym
roku natomiast , badania zawartości
metali w pierścieniu wskazały na możliwą obecność
pierwotnego gazu.
Dzięki
czułości kamery MegaCam zamocowanej do teleskopu CFHT, astronomowie po
raz pierwszy zaobserwowali najgęstszy fragment pierścienia w świetle
optycznym. Zaobserwowane światło zostało wyemitowane przez masywne, młode gwiazdy, co
oznacza, że w pierścieniu ma jednak miejsce formacja gwiazdowa.
Pierścień
gazu i młodych gwiazd w pobliżu galaktyki od razu sugeruje inny
scenariusz - zderzeniowy! Podobny pierścień widoczny jest w
słynnej galaktyce Koło
Wozu (ang. Cartwheel Galaxy). Czy zatem pierścień Lwa to
także efekt zderzenia galaktyk?
W celu sprawdzenia tej hipotezy, badacze przeprowadzili symulacje komputerowe,
używając superkomputera w CEA. Udało im się pokazać, że taki pierścień
rzeczywiście może być wynikiem kolizji dwóch galaktyk. W
czasie
kolizji, z jednej z galaktyk wyrzucony został dysk gazowy, który
uformował następnie pierścień poza galaktyką. Symulacje pozwoliły także
zidentyfikować uczestniczki kolizji: są to NGC 3384 (z centrum
grupy Lwa) oraz masywna galaktyka spiralna M96 (leżąca na
peryferiach grupy). Czas kolizji oszacowano na ponad miliard lat temu.
Tak oto okazało się, że gaz w pierścieniu Lwa zdecydowanie nie jest
gazem pierwotnym, na który polowanie nadal trwa.
9 lipca 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Galaktyki
pożywieniem kwazarów!
 |
| Fot.
Wizja artysty, przedstawiająca centralny region kwazara SDSS J0123+01:
czarną dziurę (w środku) otoczoną dyskiem gorącej materii (zaznaczonej
na biało, zielono i niebiesko) i zewnętrznym torusem (na czerwono).
Zewnętrzy promień torusa ma około 100 lat świetlnych. Jeśli patrzymy na
taki układ od krawędzi dysku (czyli mniej więcej tak, jak pokazano na
obrazku), mamy do czynienia z tzw. kwazarem typu 2, w którym emisja z
dysku zasłaniania jest przez nieprzezroczysty torus. Źródło: NASA/CXC/M. Weiss |
Astronomowie
zaobserwowali gigantyczną mgławicę zjonizowanego gazu wokół jednego z
kwazarów
oraz oznaki jego oddziaływania z pobliską mu galaktyką. Obserwacje
wykonano przy pomocy dwóch największych teleskopów na świecie: VLT
(Very Large Telescope) w Chile i GTC (Gran Telescopio Canarias) na
Wyspach Kanaryjskich. Grupa naukowców, którą kierował Montserrat Villar
Martin z Instituto de Astrofisica de Andalucia-CSIC w
Hiszpani,
zbadała aktywność kwazara o nazwie SDSS J0123+00.
Kwazary
to najjaśniejsze obiekty spośród tzw. galaktyk
aktywnych, które emitują ogromne ilości energii ze swojego
jądra,
gdzie znajdują się czarne
dziury o masach równych przynajmniej kilku
milionom mas Słońca!
Silne oddziaływanie
grawitacyjne czarnych dziur sprawia, że okoliczna materia ściągana jest
nieubłaganie w ich kierunku, formując tzw. dysk akrecyjny
otoczony nieprzezroczystym pierścieniem (torusem). Większość
energii
wysyłanej przez kwazary pochodzi właśnie z gorącego dysku akrecyjnego.
Gdy patrzymy
na kwazary z Ziemi, widzimy je albo bardziej od osi dysku (kwazary typu 1),
albo bardziej od krawędzi dysku (kwazary
typu 2), kiedy to część
promieniowania blokowana jest przez gruby torus.
Kwazary
typu 2 wciąż pozostają słabo znane i badane są
głównie metodami statystycznymi. Choć trudniej je obserwować, są
świetnymi laboratoriami do badania kosmicznego otoczenia kwazarów. Ich
grube torusy
przysłaniają bowiem jasne promieniowanie z centrum, pozwalając tym
samym lepiej
przyjrzeć się ich środowisku zewnętrznemu.
"Nasze badania
przyniosły zaskakujący rezultat", mówi Montserrat Villar-Martin. Wokół
kwazara SDSS
J0123+00
zaobserwowano wielką mgławicę zjonizowanego
gazu o rozmiarach sześciokrotnie przekraczających rozmiar naszej Drogi
Mlecznej. Według badaczy, jest ona pozostałością po bliskim spotkaniu z
sąsiednią galaktyką, a jego wynikiem jest m.in. pomost materii, łączący
oba obiekty. Pogłębia to przekonanie naukowców, że aktywność
kwazarów jest wynikiem ich oddziaływania z pobliskimi galaktykami, w
czasie których przyciągana materia staje się pożywieniem dla ich
centralnych czarnych
dziur, mogąc również dać początek formacji gwiazdowej.
Nowe wyniki to pierwsze efekty użycia specjalnego urządzenia OSIRIS (Optical
System for Imaging and low
Resolution Integrated Spectroscopy) zainstalowanym na teleskopie GTC.
Urządzenie to posiada specjalny filtr, umożliwiający astronomom
obserwować widmo światła
widzialnego (od czerwieni po błękit) w wielu różnych, wąskich pasmach.
5 lipca 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Największy
radioteleskop uzyskuje królewską pieczęć aprobaty
 |
| Fot.
Uroczyste podpisywanie memorandum, 12 czerwca 2010 |
Największy na świecie radioteleskop został oficjalnie oddany do użytku
podczas specjalnej ceremonii w Holandii, w której brali udział
astronomowie z Polski i wielu innych krajów.
Królowa Holandii Beatrix, w sobotę 12
czerwca, dokonała oficjalnej inauguracji instrumentu
radioastronomicznego zwanego LOFAR (angielski skrót terminu LOw
Frequency ARray , czyli sieć radiowa na niskie częstotliwości). Podczas
uroczystości przedstawiciele naukowych konsorcjów z Francji, Niemiec,
Holandii, Szwecji i Wielkiej Brytanii podpisali memorandum, które
rozpoczęło ich regularną naukową współpracę z LOFARem. Ten całkowicie
elektroniczny radioteleskop nowej generacji został opracowany przez
holenderską instytucję astronomiczną ASTRON. Nowy instrument pozwoli
astronomom na wspólne użytkowanie sieci anten rozsianych po Europie w
odległości tysięcy kilometrów od centralnego zespołu znajdującego się w
północno-wschodniej Holandii. Ostatnio, między 7 i 11 czerwca, dodano
do sieci 96 anten zainstalowanych w Chilbolton Observatory in Hampshire.
Dyrektor Obserwatorium Radiowego ASTRON, Dr
René Vermeulen, jest entuzjastycznie nastawiony do możliwości
współpracy międzynarodowej. Powiedział: "Ze swoim europejskim wymiarem
LOFAR umożliwi szerokiej międzynarodowej społeczności astronomów
badanie Wszechświata z niespotykaną dokładnością na najniższych
częstotliwościach dostępnych z Ziemi".
LOFAR używa wyrafinowanych technik
obliczeniowych i szybkiego łącza internetowego celem połączenia ze sobą
sygnałów z wszystkich anten i uzyskania radiowych obrazów nieba z
ogromnym bogactwem szczegółów. Ten gigantyczny teleskop pozwoli uczonym
badać, jak formują się odległe galaktyki, dowiedzieć się, kiedy we
wczesnym Wszechświecie powstały pierwsze źródła światła, badać
własności wysokoenergetycznych cząstek promieniowania kosmicznego,
tworzyć mapy struktur magnetycznych na całym niebie, a także
monitorować aktywność Słońca, oraz szerokiej klasy obiektów
astronomicznych zmiennych i wykazujących rozbłyski.
Profesor Rob Fender z University of
Southampton jest kierownikiem projektu LOFAR-UK. On też w imieniu
brytyjskiego konsorcjum podpisywał Międzynarodowe Memorandum
Porozumienia podczas ceremonii inauguracyjnej.
Profesor Fender mówi: "Gdy LOFAR zostanie
ukończony, będzie składał się z tysięcy anten rozmieszczonych w
stacjach po całej Europie, jedną z nich będzie Chilbolton. Pozostałe
stacje na terenie Holandii Francji i Szwecji już zostały wybudowane
albo są w trakcie konstrukcji. Sygnały z anten są kombinowane przez
superkomputer w Holandii i zapewnią szerokie pole widzenia na niebie. W
Southampton będziemy używać LOFARa do badania tak wybuchowych i
szybkozmiennych obiektów jak czarne dziury, gwiazdy neutronowe i
pulsary".
LOFAR, (skrót od LOw Frequency ARray - co oznacza sieć radiową na
niskie częstotliwości) został zaprojektowany i skonstruowany przez
holenderską agencję jednoczącą instytuty astronomiczne ASTRON. LOFAR
składa się z około 25000 anten tworzących grupy zwane "polami" lub
"stacjami". Są one rozmieszczone na dużym obszarze w centrum Holandii,
między miejscowościami Exloo i Buinen itd.] obszarze (ok. 400 hektarów)
między Exloo i Buinen w Holandii, jak również w holenderskich
prowincjach Groningen i Friesland. Stacje LOFAR powstały lub powstają
także w innych krajach europejskich. Możliwe dzięki LOFARowi obserwacje
na niskich częstotliwościach otwierają nowe okno na Wszechświat. W
porównaniu do konwencjonalnych radioteleskopów LOFAR może w krótkim
czasie wykonywać mapy bardzo dużych obszarów nieba. Astronomowie
spodziewają się, że obserwując dziesiątki milionów radioźródeł, uda im
się odkryć wiele nieznanych dotąd zjawisk. Aby uzyskać więcej
informacji o LOFARze kliknij na: www.lofar.org.
Polscy astronomowie uczestniczą aktywnie w
pracach LOFARa, utworzono w tym celu polskie konsorcjum astronomiczne o
nazwie POLFAR. W jego skład wchodzą Uniwersytet Jagielloński w Krakowie
(koordynator), Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytet w
Zielonej Górze, Uniwersytet Szczecinski, Centrum Badań Kosmicznych PAN,
Centrum Astronomiczne im Mikołaja Kopernika PAN, Uniwersytet
Warmińsko-Mazurski w Olsztynie oraz Uniwersytet Przyrodniczy we
Wrocławiu. Proponowane przez polskie konsorcjum POLFAR programy
badawcze stanowią unikalne laboratorium fizyki plazmy w warunkach
nieosiągalnych w ziemskich laboratoriach. Zadania poszczególnych
ośrodków w zakresie badań plazmy kosmicznej obejmują:
1.Kraków: Fizyka namagnesowanej plazmy
międzygwiazdowej i międzygalaktycznej - badania galaktycznych pól
magnetycznych i ich dynamicznego wpływu na rozrzedzoną plazmę.
2.Toruń: Uniwersytet Mikołaja Kopernika
planuje badanie wygasania i wznawiania aktywności jąder galaktyk -
ważne dla własności plazmy wokół czarnych dziur, podczas gdy Filia CAMK
w Toruniu proponuje badania magnetosfer planet olbrzymów w naszym
Układzie Słonecznym.
3.Zielona Góra: Badania w zakresie fizyki
plazmy w otoczeniu gwiazd neutronowych - zachowanie się materii pod
wpływem bardzo silnych pól magnetycznych.
4.Warszawa: Centrum Badań Kosmicznych
(CBK)[przy innych nie podajesz instytucji]: badania w zakresie fizyki
plazmy słonecznej i okołoziemskiej systemem LOIS-LOFAR pod kątem
zaburzeń plazmy słonecznej i okołoziemskiej.
5.Szczecin: Badania odległych galaktyk
aktywnych oraz monitorowanie aktywności typu słonecznego w chłodnych
gwiazdach karłowatych. Na planetach takich gwiazd możliwe jest życie
biologiczne.
6.Olsztyn: Współpraca z innymi ośrodkami w
takich dziedzinach jak chronometraż pulsarów, rozkład wodoru
neutralnego we wczesnym Wszechświecie, czy też poszukiwanie emisji
radiowej planet pozaziemskich, a także udział w programach
komercyjnych: globalnej nawigacji - GNSS i badań lokalnego środowiska -
AGRO-FIZ.
7.Wrocław: Zespół z Wrocławia zgłosił
intencję współpracy z innymi ośrodkami w programach GNSS, badaniach
geodynamicznych i projektach AGRO-FIZ
Warunkiem uczestnictwa w projekcie LOFAR jest wybudowanie w danym kraju
co najmniej 1 stacji LOFAR (96 anten na niskie częstotliwości i tyleż
samo na wysokie). Docelowo planujemy 3 stacje LOFAR w Polsce: w Borówcu
k/Poznania, w Łazach k./Bochni i w Bałdach k./Olsztyna. Umożliwi to
niezależne obserwacje krajową podsiecią, gdy nie będzie ona przeciążona
pracą w sieci ogólnoeuropejskiej. Można będzie przy jej wykorzystaniu
prowadzić np. długoczasowe monitorowanie jasności radiowej obiektów
punktowych, takich jak pulsary, chłodne karłowate gwiazdy, czy też
gwiazdy podwójne rozbłyskowe, na co trudno dostać długie interwały
czasu na wielkich radioteleskopach.
28 czerwca 2010
Elzbieta
Kuligowska
Imponujący
obraz Galaktyki Rzeźbiarza
 |
Fot. Zdjęcie
w podczerwieni i świetle widzialnym: porównanie obrazów
Galaktyki Rzeźbiarza
(NGC 253). Źrodło: ESO |
Teleskop VISTA (ang.
Visible and Infrared Survey Telescope for Astronomy) działający w
ramach Europejskiego Obserwatorium Południowego w Paranal (Chile)
wykonał nowe, imponujące zdjęcia Galaktyki Rzeźbiarza (NGC 253),
które stanowią pierwszą częścią większej kampanii
obserwacyjnej. VISTA pracuje w zakresie podczerwonym i dzięki temu
jej obserwacje są mniej narażone na wpływ pyłu międzygwiazdowego.
Pozwala to między innymi na badanie niezliczonych ilości chłodnych
gwiazd oraz gwiazd budujących poprzeczkę w centralnej części
galaktyki. Dane uzyskane dzięki teleskopowi VISTA dostarczają nam
informacji na temat historii i przyszłej ewolucji tej galaktyki.
Galaktyka
Rzeźbiarza
znajduje się w gwiazdozbiorze o tej samej nazwie i jest jedną z
najjaśniejszych galaktyk na niebie. Jest na tyle jasna, że można
ją zobaczyć już przy pomocy lornetki. Odkryła ją w 1783 roku
Karolina Herschel z Anglii. NGC 253 jest galaktyką spiralną
znajdującą się w odległości 13 milionów lat świetlnych stąd.
Jest najjaśniejszym członkiem niewielkiej grupy galaktyk nazwanej
Grupą Galaktyk w Rzeźbiarzu, która stanowi jedno z najbliższych
nam zgrupowań w naszej Grupie Lokalnej. Jej jasne świecenie jest w
dużej mierze spowodowane burzą formacji gwiazdowej zachodzącą w
galaktyce, z drugiej strony jednak zawiera duże ilości pyłu, które
przysłaniają widok większości galaktyki. NGC 253 jest widoczna z
Ziemi niemal wzdłuż krawędzi. W jej centrum świeci bardzo jasne
jądro, a jej ramiona spiralne stają się dopiero widoczne w
zewnętrznych częściach galaktyki.
VISTA,
najnowszy nabytek
Obserwatorium ESO w Paranal na Pustyni Atacama w Chile, jest
największym teleskopem przeznaczonym do wykonywania przeglądów
nieba. Po przekazaniu teleskopu do ESO, pod koniec 2009 roku,
teleskop został wykorzystany do przeprowadzenia testowych obserwacji
małych wycinków nieba i dopiero później ruszyły pełną parą
większe przeglądy. Jednym z tych mini przeglądów były
szczegółowe badania NGC 253 wraz z jej otoczeniem.
Jako
że VISTA pracuje w
zakresie fal podczerwonych to z łatwością może zaglądać do
obszarów zakrytych przez pył, którego wpływ silnie ujawnia się w
zakresie optycznym. Dodatkowo w tym zakresie jest widoczna ogromna
ilość chłodnych gwiazd, które przez teleskopy optyczne są ledwie
zauważalne. VISTA odkrywa w centralnej części dysku to co do tej
pory było zasłonięte przez grube obłoki pyłu. Pozwala dostrzec
wyraźną poprzeczkę zbudowaną z gwiazd, które w świetle
widzialnym są praktycznie niewidoczne, oraz jej majestatyczne
ramiona spiralne rozciągające się przez cały dysk galaktyki.
VISTA
znajduje się
niedaleko innego teleskopu ESO, VLT (ang. Very Large Telescope),
który został zbudowany na sąsiednim szczycie. Panujące w tym
rejonie warunki atmosferyczne pozwalają teleskopowi VISTA wykonywać
wyjątkowo ostre zdjęcia, jak na obserwacje prowadzone z Ziemi.
Wyposażeni
w potężny
instrument, astronomie pragną rozwikłać niektóre z tajemnic
Galaktyki Rzeźbiarza. Obecnie prowadzą badania nad chłodnymi
czerwonymi gigantami znajdującymi się w halo otaczającym
galaktykę, wykonują pomiary składu chemicznego karłowatych
satelitów NGC 253 oraz poszukują nowych, dotąd nieodkrytych
obiektów takich jak gromady kuliste i bardzo zwarte galaktyki
karłowate. Wykorzystując unikalne dane pochodzące z teleskopu
VISTA naukowcy będą próbowali odpowiedzieć na pytanie jak
powstają i jak ewoluują galaktyki.
28 czerwca 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Tajemnica
narodzin Drogi Mlecznej
 |
Fot.
Obraz gromady kulistej M80 (NGC 6093) wykonanej
Kosmicznym
Teleskopem Hubble'a. M80 zawiera setki tysięcy gwiazd i jest
jedną z 147 gromad kulistych związanych z naszą Galakyką.
Źródło: The Hubble Heritage Team/AURA/STScI/NASA
|
Ogromny
obłok gazu, z którego uformowała się nasza Droga Mleczna,
musiał wyewoluować z początkowo gładkiej struktury w
zagęszczony obiekt w niespełna kilkaset milionów lat.
Scenariusz ten jest wynikiem badań grupy astronomów z Argelander
Institute for Astronomy przy
Uniwersytecie w Bonn (Niemcy) oraz Max Planck Institute for
Radio
Astronomy w Bonn (Niemcy).
Przedmiotem
badań grupy, której przewodniczył Pavel Kroupa z Argelander Institute
for Astronomy, były gromady
kuliste gwiazd. Te sferyczne zgrupowania setek tysięcy
gwiazd znajdują się w tzw. galaktycznym halo, czyli
w zewnętrznych obaszarach Drogi Mlecznej, daleko
poza dobrze znanymi ramionami
spiralnymi, w jednym z których znajduje się nasze Słońce.
Uważa się, że gromady kuliste powstawały w tym samym czasie co protogalaktyka,
która ewoluowała następnie w znaną nam obecnie Drogę Mleczną. Gromady
kuliste można zatem uważać za swego rodzaju kosmiczne skamieniałości,
gdyż, jak się okazuje, niosą one informacje o najwcześniejszej historii
Galaktyki.
Gwiazdy
w gromadach powstawały z chłodnych obłoków
molekularnych.
Niewykorzystana część gazu była wyrzucana z gromad przez promieniowanie
i wiatry nowopowstałych gwiazd. W wyniku odrzucenia pewnej masy gazu,
gromady kuliste rozszerzały się, tracąc tym samym część gwiazd
znajdujących się w ich zewnętrzych regionach. "Oznacza to, że obecny
wygląd gromad jest bezpośrednim przejawem wydarzeń ze wczesnych etapów
ich istnienia", objaśnia Michael Marks z Argelander Institute for
Astronomy przy Uniwersytecie w Bonn.
Powstająca Droga Mleczna
także kształtowała gromady, a naukowcy z Bonn obliczyli w jaki
sposób
to się działo. Ich wyniki pokazują, że oddziaływania grawitacyjne,
jakie protogalaktyka wywierała na gromady, nasilały się wraz ze
wzrastającą
metalicznością
gwiazd w gromadach. Warto tutaj przypomnieć, że w
astronomii metalami nazywamy pierwiastki cięższe od helu.
"Ilość
żelaza w gwieździe jest wyznacznikiem jej wieku. Im młodsza gromada
gwiazd, tym więcej metali ona zawiera", mówi Marks. Tymczasem wszystkie
gromady kuliste mają podobny wiek i, żeby wyjaśnić różnice w siłach
wywieranych na poszczególne gromady przez protogalaktykę, trzeba
założyć, że struktura Galaktyki szybko uległa zmianie.
Gwałtowny przebieg tej
fazy ewolucji Drogi Mlecznej może wytłumaczyć znaczący wzrost siły
oddziaływań na gromady w tak krótkim czasie. Gromady kuliste powstawały
z tej samej materii, co sama protogalaktyka, nieco młodsze z nich
zostały wcześniej wzbogacone w metale przez szybko ewoluujące gwiazdy
ze starszych gromad.
"W ten oto elegancki sposób możemy
połączyć zarówno wyniki obserwacji, jak i przewidywania teoretyczne,
oraz zrozumieć dlaczego powstałe nieco później, bogatsze w ciężkie
pierwiastki gromady kuliste, doświadczyły silniejszych oddziaływań
grawitacyjnych", mówi Kroupa. Powoli wyjaśnia się zatem zagadka
dotyczącą najwcześniejszych chwil istnienia naszej Drogi Mlecznej.
25 czerwca 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Antracen
- życie w Kosmosie?
 |
| Fot.
Mozaika ukazuje linię antracenu zidentyfikowaną w widmie obłoku
międzygwiazdowego, znajdującego się w gwiazdozbiorze Perseusza. Związek
ten powstaje z trzech heksagonalnych pierścieni węglowych otoczonych
atomami wodoru. Źródło:
Geby Perez i Susana Iglesias-Groth. |
Odkrycia antracenu, najbardziej złożonej
jak
dotychczas molekuły
w ośrodku
międzygwiazdowym, dokonała grupa badaczy z Instituto
Astrofisica de Canarias (IAC, Hiszpania) oraz Uniwersytetu w
Teksasie (USA).
Obszarem,
w którym odkryto antracen okazał się być gęsty obłok,
znajdujący się 700 lat
świetlnych stąd w kierunku gwiazdy Cernis 52 w
gwiazdozbiorze Perseusza. To ten sam region, w którym dwa lata
wcześniej znaleziono inny związek organiczny - naftalen.
"Wszystko wskazuje więc na to, że mamy do czynienia z obszarem
formowania się gwiazd bogatym w złożone, organiczne związki chemiczne",
mówi Susana Iglesias Groth z IAC. Jej zdaniem, kolejnym krokiem będzie
poszukiwanie aminokwasów,
które mogą powstawać, gdy molekuły, takie jak antracen, zostają
wystawione na działanie promieniowania
ultrafioletowego. Wówczas reagują one z wodą i amoniakiem,
czego efektem mogą być właśnie aminokwasy i inne związki kluczowe dla powstawania życia.
Antracen
odkrywano dotychczas tylko w meteorytach, ale nigdy w ośrodku
międzygwiazdowym. Utlenione formy antracenu występują powszechnie w
organizmach żywych i są aktywne biochemicznie. Na naszej planecie,
utlenione związki antracenu są podstawowym składnikiem aloesu i mają
przeciwzapalne właściwości.
Począwszy od lat 80-tych XXw., znaleziono
już setki tzw. rozmytych
linii widmowych
powstających w ośrodku międzygwiazdowym, niemniej ich natura
pozostawała nieznana. Ostatnie odkrycie jednakże, wskazuje, iż mogą one
pochodzić z molekuł opartych na antracenie i naftalenie. Ich
powszechność w środowisku międzygwiazdowym sugeruje, że mogły one
pełnić kluczową rolę w powstawaniu wielu związków organicznych w czasie
formowania się Układu
Słonecznego.
23 czerwca 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Jesteśmy
świadkami narodzin gwiazdy!
 |
| Fot.
Astronomowie dostrzegli przyszłą gwiazdę w fazie jej narodzin z
otaczajacego ją obłoku gazowo-pyłowego. Podobny region formowania się
gwiazd ukazuje powyższe zdjęcie. NASA/ESA |
Obiekt,
któremu nadano oznaczenie L1448-IRS2E,
znajduje się około 800
lat świetlnych stąd w gwiazdozbiorze Perseusza i dopiero
zaczyna ściągać na siebie materię z otaczającej go chmury gazowo-pyłowej.
Astronomowie znaleźli go za pomocą instrumentu Submilimeter Array na
Hawajach oraz Kosmicznego Teleskopu Spitzera.
Gwiazdy formują się z wielkich, zimnych i gęstych skupisk gazu i pyłu
nazywanch obłokami
molekularnymi.
Uważa się, że L1448-IRS2E jest obecnie gdzieś pomiędzy fazą, w której
lokalne zagęszczenie obłoku zaczyna prowadzić do wzmożonej akumulacji
materii, a fazą protogwiazdy, kiedy to materii jest już wystarczająco
dużo, ażeby utworzyć gęste, gorące jądro.
"Niezwykle trudno jest
wykryć obiekty w tej właśnie fazie swej ewolucji, gdy wysyłają bardzo
mało światła przez bardzo krótki okres czasu" - powiedział Xuepeng Chen
z Uniwersytetu w Yale (USA).
Większość protogwiazd ma jasności od 1. do
10. jasności Słońca. Mają
one wielkie otoczki pyłowe, które świecą
w zakresie podczerwonym.
L1448-IRS2E świeci jednakże na poziomie zaledwie 1/10 jasności Słońca i
naukowcy sądzą, że jest za słaba by być uważaną za prawdziwą protogwiazdę.
Tymczasem okazało się, że obiekt ten wyrzuca ze swego centrum strugi
gazu z dużymi prędkościami. Oznacza to zatem, że pewna masa centralna
zdołała się jednak uformować. Tego typu wyrzuty materii są znanym
zjawiskiem w protogwiazdach, będąc efektem istnienia pola magnetycznego
otaczającego formujący się obiekt centralny. Do tej pory jednakże,
wyrzutów tych nie widziano na tak wczesnym etapie ewolucji
protogwiazdy.
Zespół ma teraz nadzieję, żę możliwe będzie skorzystanie z nowego Teleskopu Kosmicznego Herschela,
żeby odszukać większą liczbę takich obiektów. Pozwoliłoby to lepiej
zrozumieć, w jaki sposób gwiazdy powstają i ewoluują. "Życie gwiazdy
uwarunkowane jest przez jej masę, niemniej nadal nie wiemy, na jakim
etapie gwiazda gromadzi jej najwięcej" - mówi Hector Arce z
Uniwersytuetu w Yale. Zagadka ta czeka na swoje rozwiązanie.
21 czerwca 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Czy
słynne komety to dzieci innych słońc?
 |
| Fot. Kometa
McNaught na czerwcowym niebie. Źrodlo: Paolo Candy |
Słynne
obiekty, takie jak choćby kometa
Halley'a, kometa
Hale-Bopp'a, a także
obserwowana ostatnio kometa
McNaught,
mogły tak na prawdę narodzić się wokół innych gwiazd. Hipotezę taką
wysunęła ostatnio międzynarowoda grupa badawcza działająca pod
kierunkiem astronoma Hala Levisona z Southwest Research Institute
(SwRI) w Boulder, Colorado (USA).
Hal
Levison z SwRI, Martin
Duncan z Queen's University w Kingston (Canada), Ramon Brasser z
Observatoire de la Cote d'Azur we Francji oraz David Kaufmann z SwRI
wykonali ostatnio symulacje komputerowe, które wskazują na
pozasłoneczne pochodzenie wielu komet Układu Słonecznego.
Uważa
się, że Słońce wraz z setkami innych gwiazd z jego sąsiedztwa powstało
kiedyś z gęstej chmury gazu. Każda z rodzących się gwiazd posiadała
własne, małe, lodowe ciała, przy czym większość z nich została w
początkowym okresie wyrzucona poza układ przez powstające protoplanety
(głównie gazowe olbrzymy), stając się chmarą swobodnie poruszających
się członków gromady.
Gromada,
w której narodziło się Słońce, przeszła jednakże burzliwy okres, kiedy
to najmłodsze i najmasywniejsze gwiazdy odrzuciły w przestrzeń
otaczający je gaz. Wtedy to właśnie, jak przypuszczają naukowcy, Słońce
przechwyciło wiele spośród istniejących komet.
"Proces
przechwytu pozasłonecznych komet okazuje się być bardzo efektywny, co
prowadzi do ekscytującej możliwości, iż chmura komet
w Układzie
Słonecznym to istna próbka materiału z wielu innych gwiazd powstałych
niegdyś wraz z naszym Słońcem", mówi Martin Duncan.
Scenariusz zarysowany przez grupę Levisona wiąże się z istnieniem tzw. Obłoku Oorta
- sferycznej chmury kometarnej, otaczającej Słońce i rozciągającej się
aż do połowy odległości do najbliższej gwiazdy. Do tej pory, dość
powszechnie uważano, że chmura ta powstała ze słonecznego dysku
protoplanetarnego. Niemniej symulacje pokazywały, że Obłok Oorta
pochodzenia czysto słonecznego powininien być bardziej anemiczny niż
faktycznie obserwujemy. Stąd pojawiła się potrzeba znalezienia
dodatkowego źródła komet. Wyniki badań grupy Levisona wskazują, że aż
około 90% komet z Obłoku Oorta pochodzi z innych układów słonecznych.
"Powstanie
obłoku Oorta pozostawało zagadką przez ostatnie 60 lat, a nasza praca
prawdopodobnie przyniesie wreszcie jej rozwiązanie", dodaje członek
grupy - Ramon Brasser.
17 czerwca 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Egzoplaneta
złapana w ruchu!
 |
| Fot. Planeta
wokół gwiazdy Beta Pictoris. Źródło:ESO/A.-M. Lagrange |
Astronomowie
po raz pierwszy mogli
bezpośrednio prześledzić
ruch pozasłonecznej planety
w miarę jak ta przechodzi z jednej strony swej macierzystej gwiazdy na
drugą. Zaobserwowana planeta ma jedną z najciaśniejszych orbit z dotąd
znanych, porównywalną z orbitą Saturna wokół Słońca. Uważa się, że
planeta ta mogła powstać w podobny sposób co nasze słoneczne gazowe
olbrzymy. Tym samym, jako że jej macierzysta gwiazda jest bardzo młoda,
odkrycie to potwierdza wcześniejsze przypuszczenia, że gazowe olbrzymy
mogą tworzyć się w dyskach
protoplanetarnych zaledwie w kilka milionów lat, co jest
czasem bardzo krótkim w skali kosmicznej.
Gwiazda
Beta
Pictoris
ma zaledwie 12 milionów lat, czyli tyle co trzy tysięczne wieku naszego
Słońca, jest przy tym o 75% bardziej od niego masywna. Znajduje się 60
lat świetlnych stąd w
gwiazdozbiorze Malarza (Pictor)
i jest jedną z najlepiej znanych gwiazd otoczonych dyskiem pyłowym.
Wcześniejsze obserwacji pokazały, że dysk ten jest zagięty i pochylony,
stwierdzono także istnienie komet opadających na gwiazdę
centralną. "Pośrednio zatem mieliśmy przesłanki sugerujące obecność
masywnej planety i nasze obecne obserwacje definitywnie tego dowodzą",
powiedziała Anne-Marie Lagrange z Laboratoire d'AstrOphysique de
Grenoble (fr. LAOG) we Francji. Otrzymane rezultaty wskazują, że pomimo
krótkiego czasu istnienia dysków protoplanetarnych, możliwe jest
powstanie w nich masywnych planet w zaledwie kilka milionów lat.
Do
obserwacji użyto instrumentu NAOS-CONICA (NACO) zamontowanego na jednym
z 8.2-metrowych teleksopów, wchodzących w skład VLT (ang. Very Large
Telescope) należącego do Europejskiego Obserwatorium Południowego
(ESO). W trakcie obserwacji wykonanych jeszcze w 2003 roku, w dysku
widoczny był słaby obiekt, niemniej nie można było wtedy wykluczyć, że
była to przypadkowa gwiazda tła. Nieco później, w roku 2008 i wiosną
2009, wspomniany obiekt nie był już widoczny, ale pojawił się po
drugiej stronie gwiazdy jesienią 2009. Przypuszczalnie zatem, obiekt
ten w trakcie swej niewidoczności ukrywał się przed lub za macierzystą
gwiazdą. Obserwacje te potwierdzają łącznie, że mamy do czynienia z
pozasłoneczną planetą, nazwaną Beta Pictoris b. Planeta obiega swoją
gwiazdę w odległości 8-15
jednostek astronomicznych, czyli podobnie jak Saturn na
orbicie wokół Słońca. "Wyjątkowo ciasna orbita pozwoli przypuszczalnie
prześledzić cały jej okres
orbitalny w ciągu ok. 15-20 lat,
a jej dalsze badania pozwolą niewątpliwie na uzyskanie jeszcze lepszego
wglądu w fizykę i chemię atmosfer gazowych olbrzymów", dodaje Mickaël
Bonnefoy z LAOG.
Masa
planety - około 9
mas Jowisza
- i jej położenie świetnie tłumaczą zaobserwowane wcześniej zaburzenie
samego dysku. Odkrycie to przypomina tym samym nieco historyczne
przewidywania, co do istnienia Neptuna wykonane przez astronomów Adamsa
i Le Verriera w XIX wieku na podstawie obserwowanych zaburzeń orbity
Urana.
Okazuje się zatem, że gazowe olbrzymy większe od Jowisza
są częstym produktem ubocznym powstawania masywnych gwiazd. Planety
takie zaburzają dyski wokół swych planet, produkując struktury, będące
w zasięgu obserwacyjnym budowanego obecnie interferometru ALMA (ang.
Atacama Large Millimeter/submillimeter Array).
"Ostatnie
bezpośrednie obserwacje egzoplanet wykonane za pomocą VLT ujawniają
wielką różnorodność układów planetarnych" podsumowuje Lagrange i
dodaje, że "Beta Pictoris b jest póki co najlepszym przykładem planety,
która uformowała się w podobny sposób, co olbrzymie planety z naszego
Układu Słonecznego".
15 czerwca 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Rodzące
się układy słoneczne w zbliżeniu!
 |
Fot. Rodzące
się gwiazdy formują się w obłokach gazu, niczym krople deszczu w
chmurze. W miarę jak protogwiazda rozrasta się, ściąga na
siebie grawitacyjnie coraz większe ilości gazu i pyłu, które tworzą
wokół niej dysk protoplanetarny. Ostatecznie, z dysku takiego tworzą
się także planety, ich księżyce, planetoidy i komety.
Źródło: NASA/JPL-Caltech |
Astronom
Joshua Elsner z Uniwersytetu w Arizonie zdołał zaobserwować rodzące się układy słoneczne
z niespotykaną dotąd dokładnością. Uzyskany w ten sposób szczegółowy
wgląd
w procesy formowania się gwiazd i planet pozwoli lepiej zrozumieć, w
jaki sposób wodór z dysku protoplanetarnego staje się budulcem gwiazdy.
Nawet
zdolność rozdzielcza teleskopu
Hubble'a okazuje się być za słaba, ażeby dostrzec
szczegóły otoczenia stosunkowo bliskich protogwiazd.
Tymczasem połączone obserwacje dwu teleskopów
Kecka
na Hawajach wsparte specjalnie skonstruowanym instrumentem o nazwie
ASTRA (ang. ASTrometric and phase-Referenced Astronomy) umożliwiły
Elsnerowi i jego kolegom dokonanie tego dzieła. Przedmiotem ich
obserwacji, wykorzystujących technikę tzw. spektroastrometrii,
były dyski
protoplanetarne
- obracające się chmury gazu i pyłu, które stają się pożywieniem dla
rodzących się w ich centrach gwiazd, planet i planetoid, dających
początek nowym układom słonecznym. Użyta technika polega na obserwacji
dysku protoplanetarnego na kilku różnych długościach fal za pomocą obu
teleskopów Kecka w połączeniu z dodatkowymi zdolnościami instrumentu
ASTRA.
Ewolucja
dysku protoplanetarnego rozpoczyna się od
chmury gazu i pyłu, która zaczyna zapadać się pod wpływem własnej
grawitacji wokół lokalnego zagęszczenia materii. Zagęszczająca się
chmura zaczyna coraz szybciej rotować i spłaszczać się do postaci
dysku. W dysku takim tworzą się również planetoidy i planety, co
tłumaczy fakt, że poruszają się one później mniej więcej w jednej
płaszczyźnie.
Proces, w którym protogwiazda akumuluje materię ze swego otoczenia
nazywamy akrecją.
Sposób, w jaki przebiega to zjawisko w przypadku dysków
protoplanetarnych, jest kluczowym zagadnieniem, na które próbuje
odpowiedzieć zespół Elsnera. Rozważa się przy tym dwa możliwe
scenariusze akrecji.
W jednym ze scenariuszy materia po prostu
opada na powierzchnię rodzącej się gwiazdy, po czym jest połykana do
jej wnętrza. Scenariusz ten jest nieco mniej burzliwy niż druga opcja,
w której istotną rolę odgrywa pole
magnetyczne
gwiazdy. Pole to powstrzymuje bezpośredni spadek materii na gwiazdę,
powodując powstanie przerwy pomiędzy powierzchnią gwiazdy a dyskiem.
Materia uwięziona w polu magnetycznym wznosi się ponad płaszczyznę
dysku, ulega silnemu podgrzaniu i jonizacji, po czym kierowana jest
wzdłuż linii pola nad bieguny magnetyczne gwiazdy, gdzie może w końcu
spaść na nią z dużą prędkością. Część tej materii może także zostać
wyrzucona w przestrzeń.
Zespół
Elsnera przebadał łącznie aż 15 dysków protoplanetarnych wokół młodych
gwiazd o masach w zakresie 0.5-10 mas Słońca. Dzięki bardzo dużej
dokładności możliwe było rozróżnienie pomiędzy rozkładem gazu i pyłu w
zaobserwowanych dyskach, uzyskując bardziej szczegółowy wgląd w proces
akrecji. W niektórych przypadkach stwierdzono, że gaz w dysku zamienia
część swej energii kinetycznej w energię świetlną, czego należałoby się
spodziewać w bardziej burzliwym scenariuszu powstawania protogwiazd.
W
jeszcze innych przypadkach zebrane przesłanki sugerują występowanie
wiatrów, wyrzucających część akreowanej materii w przestrzeń kosmiczną.
W jednym przypadku natomiast, dysk wokół masywnej gwiazdy rozpościerał
się aż do jej powierzchni.
Badane dyski protoplanetarne są
młodymi tworami i pozostaną takie przez następnych kilka milionów lat,
w czasie których wokół centralnych gwiazd powstaną planety podobne do
Jowisza i Saturna, a dopiero potem być może także skaliste planety
podobne do Ziemi.
Zespół Elsnera zastanawia się obecnie nad
możliwością wykonania podobnych pomiarów pod kątem występowania molekuł
organicznych i wody, które jak wiemy są niezbędne do powstawania życia.
14 czerwca 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Komputery
automatycznie rozpoznają kształty galaktyk
 |
| Fot.
Zdjęcie gromady galaktyk Abel wykonane Kosmicznym Teleskopem Hubble'a.
Na zdjęciu widoczne są galaktyki o różnorodnych kształtach. W centrum
gromady widoczna jest gigantyczna galaktyka eliptyczna, w prawym dolnym
narożniku piękna galaktyka spiralna, a wokoło wiele mniejszych obiektów
o przeróżnych kształtach, rozmiarach i kolorach. Źródło:
NASA/ESA/Hubble Heritage Team (STScI/AURA) - Roen
Kelly |
Naukowcy z
University College London (UCL) oraz University of Cambridge w
Massachusetts napisali program uczący się, oparty o model ludzkiego
mózgu, który może zostać wykorzystany do dokładnego i wydajnego
klasyfikowania galaktyk. Nowa metoda jest bardzo wiarygodna, w 90-ciu
na 100 przypadków zgadza się z klasyfikacją dokonaną przez ludzi.
We
Wszechświecie znajdują się miliardy galaktyk, a każda z nich
zawiera od 10 milionów do tryliona gwiazd. Ich kształty są
rozmaite począwszy od eliptycznych przez spiralne skończywszy na
nieregularnych. Duże programy obserwacyjne, takie jak Sloan Digital
Sky Survey, wykonują mapy i zdjęcia ogromnej ilości galaktyk.
Zanim zebrane dane wykorzystamy do badania pochodzenia i ewolucji
galaktyk, konieczna jest klasyfikacja ogromnej ilości obiektów.
Członkowie publicznego projektu Galaxy Zoo, w liczbie 250 tys. osób,
ostatnio ręcznie sklasyfikowało 60 milionów takich galaktyk.
Grupa
astronomów wykorzystała klasyfikację wykonaną w ramach Galaxy Zoo
do nauczenia komputerowego algorytmu, opartego o sztuczną sieć
neuronów, którego zadaniem jest rozpoznawanie kształtów różnych
typów galaktyk. Sztuczna sieć neuronów jest zaprojektowana tak, by
symulować biologiczne sieci neuronów spotykane w żywych
organizmach. Zastosowana metoda pozwala na znalezienie złożonych
zależności pomiędzy parametrami wejściowymi takimi jak kształt,
rozmiar i kolor obiektu, a wyjściowymi jak np. typ galaktyki. Metoda
ta naśladuje proces zachodzący w ludzkim mózgu. Dzięki tej
metodzie udało się odtworzyć w 90-ciu procentach klasyfikację
wykonaną przez ludzi.
„Jesteśmy
zaskoczeni, że komputer tak dobrze sobie poradził,” powiedziała
prowadząca badania, Manda Banerji z Instytutu Astronomii na
University of Cambridge. „Tego typu analiza jest kluczowa dla
przyszłych astronomicznych przeglądów nieba. Obecnie budowane
teleskopy nowej generacji w
ciągu dekady będą mogły
wykonać zdjęcia setkom
milionów a nawet miliardom galaktyk. Te liczby są przytłaczające,
nie będzie takiej możliwości by każdy obraz można było osobno
przestudiować przy pomocy ludzkiego oka”.
Dark Energy
Survey (DES) to wielkoskalowy przegląd nieba, który pod kierunkiem
naukowców z Wielkiej Brytanii ma rozpocząć swoją
działalność w 2011 roku. Można się spodziewać, że w ciągu swoich
pierwszych pięciu lat działania wykona zdjęcia 300 milionom
galaktyk. Inny przegląd zwany VISTA Hemisphere Survey pod kierunkiem
badaczy z University of Cambridge niedawno rozpoczął obserwacje.
Jego celem jest sfotografowanie wszystkich galaktyk na całej
południowej półkuli.
„Ludzkie
oko jest bardzo wydajne w rozpoznawaniu wzorów, jednak komputerowe
techniki mogące odtworzyć taki proces są kluczowe dla dalszych
badań. Zaczynamy przesuwać granicę naszego obserwowanego
Wszechświata i odkrywamy coraz to dalsze galaktyki,” powiedział Ifer
Lahav, kierownik instytutu astrofizyki na University of
California w Los Angeles. „Te badania to ważny krok naprzód”
10 czerwca 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Kometa
czerwcowego nieba
 |
| Fot.
W połowie czerwca w Perseuszu pojawi się kometa C/2009 R1 (McNaught).W
maksimum jasności i w sprzyjających warunkach powinna być widoczna
gołym okiem. Za kometą będzie się rozciągłą długi warkocz, który
będzie zakręcał w kierunku północnym. Źródło: Astronomy - Roen
Kelly |
Obserwatorzy na północnej
półkuli musieli długo czekać na możliwość podziwiania gołym
okiem komety z wyraźnym warkoczem. Przy odrobinie szczęścia ich
oczekiwanie zostanie wynagrodzone jeszcze w tym miesiącu. Na północnym
niebie pojawi się kometa
C/2009 R1 zwana McNaught. Obserwatorzy będą
mogli ją oglądać gołym okiem, przy pomocy lornetki, a także z
wykorzystaniem teleskopu. Nawet przez średniego rozmiaru teleskop
warkocz komety będzie wyglądał jak niebieski, zagięty do góry
miecz.
Kometę odkrył 9 września
2009 roku australijski astronom Robert H. McNaught. Do swoich
obserwacji wykorzystał pół metrowy teleskop Uppsala Schmidt
Telescope, który działa w ramach Siding Spring Observatory Survey,
projektu poszukującego obiektów bliskich Ziemi. W momencie odkrycia
Kometa McNaughta świeciła bardzo słabo, 25 000 razy słabiej
niż ludzkie oko potrafi dostrzec.
Kometę będzie można
oglądać oraz fotografować długo
po północy. Jeżeli sprawdzą
się prognozy, to kometa McNaught w momencie, gdy znajdzie się wśród
gwiazd konstelacji Perseusza będzie świecić blaskiem około 5tej
wielkości gwiazdowej. Moment ten nastąpi w połowie czerwca.
Nasz
słoneczny podróżnik na swej trasie spotka się z dwoma obiektami
głębokiego pola w Perseuszu, tj. gromadą otwartą M34 oraz
asocjacją Alfa Perseusza. Jednak najciekawszy
moment nastąpi 8
czerwca, gdy warkocz komety znajdzie się naprzeciwko,
widocznej
niemal z boku, galaktyki NGC 891.
Weekend,
począwszy od
piątku 11 czerwca, będzie oferował najciemniejsze noce. Nów
nastąpi 12. czerwca o godzinie 13:15 czasu środkowoeuropejskiego.
Warto nie przegapić tej okazji, by móc podziwiać to piękne
zjawisko jakim jest kometa, gdyż coś takiego zdarza się nieczęsto.
Kometa
McNaught w czerwcu
będzie poruszać się w kierunku na północ. 21-szego znajdzie się
2 stopnie nad Kapellą, jedną z gwiazd Woźnicy. Kapella to żółta
gwiazda, która zaliczana jest do sześciu najjaśniejszych ciał
niebieskich.
21
czerwca na półkuli
północnej nastąpi również przesilenie letnie. Niestety dla
obserwatorów żyjących daleko na północy nie będzie to dobry
okres na obserwacje. Przez całą noc będzie trwał zmierzch i
potencjalnie możliwe jest wystąpienie zjawiska tzw. srebrzystych
chmur, które świecą na niebie jeszcze długo po zachodzie Słońca.
7 czerwca 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Jak
rozruszać czarną dziurę?

|
| Fot.
Zdjęcia w zakresie optycznym AGNów zaobserwowanych przez Swift BAT Hard
X-ray Survey (oznaczone kółkiem), wyraźnie pokazują, że są to galaktyki
w momencie zderzania się. Zdjęcia wykonane 2,1 metrowym teleskopem w
Kitt Peak National Observatory w Arizonie przedstawiają galaktyki,
których kształt został silnie zaburzony w wyniku oddziaływania
grawitacyjnego z pobliskim sąsiadem. Widoczne na obrazku AGNy były już
znane przed wystrzeleniem satelity Swift, ale to dzięki niemu udało się
znaleźć dziesiątki nowych i bardziej odległych galaktyk. Źródło:
NASA/Swift/NOAO/Michael Koss and Richard Mushotsky (Univ. of Maryland) |
Satelita
NASA Swift dostarczył niezbitego dowodu, który
wyjaśnił mechanizm odpowiedzialny za uaktywnianie czarnych
dziur.
Dane
uzyskane z trwającego
obecnie przeglądu nieba satelity Swift pomogły
astronomom w odpowiedzi na pytanie zadawane od lat, dlaczego tylko
niewielki odsetek czarnych dziur emituje ogromne ilości energii?
Zaledwie
około jednego
procenta supermasywnych czarnych dziur objawia takie właśnie
zachowanie. Nowe wnioski potwierdzają tezę, że czarne dziury
„zapalają” się w momencie gdy dochodzi do kolizji galaktyk.
Dzięki zebranym danym będziemy mogli również lepiej przewidzieć
dalszą ewolucję czarnej dziury znajdującej się w naszej Drodze
Mlecznej.
Silna
emisja z centrów
lub jąder galaktyk powstaje w obszarze bliskim supermasywnej czarnej
dziurze, której masa jest od miliona do miliarda razy większa od
naszego Słońca. Aktywne
jądra galaktyk (ang. active galactic
nuclei, w skrócie AGN) produkują
do 10 miliardów razy więcej
energii niż Słońce i są to najjaśniejsze obiekty we
Wszechświecie. Do grupy AGNów zalicza się kwazary oraz
blazary.
„Teoretycy
udowodnili,
że zderzenie galaktyk
może zasilić centralną czarną dziurę,”
powiedział Michael Koss główny autor badań z University of
Maryland w College Park. „Badania te w elegancki sposób tłumaczą
w jaki sposób czarne dziury się uaktywniają”.
Dopóki
nie powstał
przegląd nieba wykonany przez satelitę Swift w zakresie twardego
promieniowania X, astronomowie nie byli pewni, czy policzyli
większość AGNów. Gęste obłoki pyłu oraz gaz otaczające czarną
dziurę w aktywnej galaktyce pochłaniają miękkie promieniowanie
rentgenowskie, ultrafioletowe oraz optyczne. Natomiast,
promieniowanie podczerwone emitowane przez ciepły pył wokół
czarnej dziury może przenikać przez materię, jednak nie daje
jednoznacznej informacji, gdyż obszary formowania gwiazd w galaktyce
również świecą w tym zakresie. Dopiero twarde promieniowanie X
może pomóc naukowcom w jednoznacznej detekcji energetycznych
czarnych dziur. Od 2004 roku satelita Swift, na której pokładzie
znajduje się Burst Alert Telescope (BAT) wykonuje przegląd nieba w
zakresie twardego promieniowania rentgenowskiego.
„Wykonując
mapy nieba w
ramach Swift BAT Hard
X-ray Survey przez wiele lat, przegląd ten
stał się najbardziej czułym oraz kompletnym spisem obiektów w
zakresie tych energii” powiedział Neil Gehrels, główny badacz
zatrudniony przy pracach nad przeglądem wykonywanym przez Swift BAT
w NASA w Greenbelt w stanie Maryland. Prowadzony przegląd, którego
czułość pozwala na detekcję AGNów znajdujących się nawet w
odległości 650 milionów lat świetlnych odkrył wiele, dotąd
nieznanych nam, obiektów. Grupa badaczy działających w ramach tego
projektu odkryła, że około 25% obiektów zaobserwowanych przez BAT
to galaktyki w momencie zderzenia, albo tuż przed.
„Najprawdopodobniej 60% z tych galaktyk całkowicie się zleje w
jeden obiekt w przeciągu najbliższych kilku miliardów lat.
Uważamy, że mamy
niezbity dowód na to, iż zainicjowanie
aktywności jądra galaktyki jest wynikiem zderzenia, tak jak
przewidzieli to teoretycy,” twierdzi Koss.
3 czerwca 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Odłamek
gwiazdy w pozostałości po wybuchu supernowej
 |
| Fot.
Obraz złożony z kilku zdjęć przedstawiający N49, pozostałość po wybuchu
supernowej w Wielkim Obłoku Magellana. Źródło: X-ray:
NASA/CXC/Penn State/S.
Park et al. Optical: NASA/STScI/UIUC/Y.H. Chu & R. Williams et
al |
Ten piękny obraz powstały
w wyniku złożenia kilku zdjęć przedstawia N49, pozostałość po
wybuchu supernowej w Wielkim Obłoku Magellana. Nowe,
długie
obserwacje pochodzące Rentgenowskiego Obserwatorium NASA Chandra,
oznaczone niebieskim kolorem, ukazują obiekt w kształcie pocisku
wyrzucony poza obszar pozostałości po wybuchu gwiazdy.
W celu detekcji tego
pocisku, grupa naukowców pod kierunkiem Sangwooka Parka z Penn
State University wykorzystała teleskop Chandra do wykonania
trzydziestogodzinnych obserwacji. Opisywany pocisk można zobaczyć w
prawym dolnym rogu zdjęcia. Obiekt ten jest bogaty w krzem, siarkę
i neon. Obecność tego pocisku pokazuje, że wybuch, który
doprowadził do zniszczenia gwiazdy, był silnie asymetryczny.
Pocisk podróżuje z
prędkością 8 milionów kilometrów na godzinę i oddala się w
kierunku od jasnego źródła punktowego znajdującego się w lewej
górnej części N49. To jasne źródło może być tzw. powtarzalnym
źródłem miękkich promieni gamma (ang. SGR od soft gamma
repeater), które emituje rozbłyski w zakresie gamma oraz
rentgenowskim. Najprawdopodobniej, za tego typu obiektami kryją się
gwiazdy neutronowe z ekstremalnie silnym polem magnetycznym. Ponieważ
gwiazdy neutronowe powstają głównie w wyniku wybuchu supernowych,
stąd SGRy znajdujące się w pozostałości po wybuchu supernowej
nie są niczym zaskakującym. W tym przypadku związek wydaje się
być jeszcze silniejszy, ze względu na ułożenie toru lotu pocisku
i pozycji źródła rentgenowskiego. Najnowsze obserwacje Chandry
pokazują jednak, że promieniowanie pochodzące z jasnego źródła
jest bardziej pochłaniane przez otaczający gaz niż wynikałoby to
z samego założenia, iż znajduje się we wnętrzu pozostałości po
wybuchu. Innymi słowy, możliwym jest, że to jasne źródło
promieniowania X w rzeczywistości leży poza pozostałością, na
dalszym tle zdjęcia. Drugi pocisk znajduje się po przeciwnej
stronie pozostałości, jednak trudno jest go dostrzec na zdjęciu,
ponieważ zlewa się z silną emisją pochodzącą z oddziaływania
fali uderzeniowej z sąsiednim obłokiem.
Dane
optyczne pochodzące
z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a (kolor żółty i purpurowy) ukazują
jasne włókna w miejscu, gdzie fala uderzeniowa wytworzona przez
supernową oddziałuje z gęstszymi obszarami w pobliskich, chłodnych
obłokach gazu molekularnego.
Wykorzystując
dane z
Chandry oszacowano wiek
N49 na około 5 tys. lat, zaś obliczenia
pokazują, że energia wybuchu była dwa razy większa od typowej
supernowej. Wstępne wyniki sugerują, że pierwotna eksplozja była
wynikiem kolapsu masywnej gwiazdy.
2 czerwca 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Pobliska
czarna dziura słaba i nieprzewidywalna
 |
Fot.
Większe zdjęcie przedstawia optyczny obraz Galaktyki w Andromedzie
(M31) pochodzący z przeglądu Digitized Sky Survey. Mniejsze zdjęcia
ukazują mały region wokół centrum Andromedy widziany z teleskopu
Chandra. Zdjęcie po lewej przedstawia sumaryczne obserwacje otrzymane z
Chandry przed styczniem 2006 roku, zaś po prawej od stycznia 2006 roku.
Przed 2006 rokiem widoczne są trzy źródła rentgenowskie. Po 2006 roku
pojawia się czwarte źródło zwane M31* (na prawo w dół od środka
zdjęcia). Nowe źródło jest zasilane materią opadającą na supermasywną
czarną dziurę znajdującą się w centrum galaktyki M31.
Źródło: X-ray: NASA/CXC/SAO/Li et al.), Optical: DSS |
W ciągu ostatnich 10-ciu
lat Rentgenowskie Obserwatorium NASA Chandra wielokrotnie obserwowało
Galaktykę
Andromedy.
Łącznie uzyskano prawie milion sekund
obserwacji, co jak dotąd stanowi unikalny zestaw danych dający
informacje na temat ewolucji najbliższej supermasywnej czarnej
dziurze znajdującej się poza granicami naszej Galaktyki.
Astronomowie
uważają, że
większość galaktyk, wliczając Drogę Mleczną, zawiera w swoich
jądrach gigantyczne czarne dziury o masach miliony razy większych
niż nasze Słońce. Andromeda (M31) znajduje się w stosunkowo
bliskiej odległości od Ziemi, niewiele ponad 2,5 miliona lat
świetlnych stąd i dzięki temu mamy możliwość prowadzenia
szczegółowych badań nad czarną dziurą.
Czarna
dziura w
Andromedzie, podobnie jak ta znajdująca się w centrum Drogi
Mlecznej, jest zaskakująco spokojna. Jasność czarnej dziury
Andromedy (M31*) w zakresie promieniowania X jest od 10 do
100 000
razy za słaba, jeśli weźmiemy pod uwagę zapasy gazu znajdujące
się wokół niej. „Zarówno
czarna dziura w Andromedzie, jak i ta
w Drodze Mlecznej są bardzo słabe” mówi Zhiyuan Li z
Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics (CfA) w Cambridge w
stanie Massachusetts. „Te dwa 'antykwazary' to dla nas doskonałe
laboratoria do prowadzenia badań nad najsłabszym rodzajem akrecji
materii na supermasywną czarną dziurę.”
Trwające
przez dekadę
obserwacje Chandry pokazały, że M31* przed 2006 roku była słaba i
cicha. Nagle 6 stycznia 2006 roku miał miejsce rentgenowski
rozbłysk i w efekcie tego
czarna dziura stała się ponad sto razy
jaśniejsza. Po raz pierwszy tego typu zjawisko zostało
zaobserwowane w pobliskiej supermasywnej czarnej dziurze. Po
rozbłysku M31* powróciła do swojego spokojnego stanu, jednak
średnia jasność była 10 razy wyższa niż przed 2006 rokiem.
Rozbłysk sugeruje, że doszło do gwałtownego opadu materii na M31*
, po którym nastąpił etap słabszej, ale nieco podwyższonej
akrecji.
„Mamy
już pewne
hipotezy próbujące wyjaśnić co mogło się stać w otoczeniu
czarnej dziury w Andromedzie, ale prawda jest taka, że wciąż nie
znamy szczegółów,” powiedziała Christine Jones z CfA.
Całkowite
pojaśnienie
M31* od 2006 roku mogło być wynikiem przechwycenia wiatru
gwiazdowego od pobliskiego obiektu lub też obłoku gazu, który po
spirali opadał na czarną dziurę. Zakłada się, że zwiększenie
tempa spadku materii na czarną dziurę powoduje rentgenowskie
pojaśnienie relatywistycznego dżetu. Jednak przyczyna samego
rozbłysku w 2006 roku pozostaje niejasna. Przypuszcza się, że było
to spowodowane gwałtownym uwolnieniem energii pola magnetycznego w
dysku wokół czarnej dziury.
„To
jest bardzo ważne,
by móc zrozumieć co tam się tak naprawdę dzieje, ponieważ
akrecja materii na czarne dziury to jeden z fundamentalnych procesów
rządzących ewolucją galaktyk” twierdzi Li.
Uzyskane
wyniki wskazują
na to, że słaba i nieregularna emisja promieniowania pochodząca z
czarnej dziury w Drodze Mlecznej może być typowym zachowaniem
supermasywnych czarnych dziur na ich obecnym etapie życia.
30 maja 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Pył
wulkaniczny na Meridiani Planum
 |
Fot.
Meridiani Planum, na północnym krańcu południowych gór marsjańskich,
leży pomiędzy obszarem wulkanicznym Tharsis na zachodzie, a położonym
niżej basenem uderzeniowym Hellas Panitia na południowym wschodzie.
Widziane przez teleskop Meridiani Planum jest ciemnym obszarem
znajdującym się blisko równika marsjańskiego. Północ znajduje się po
prawej stronie zdjęcia.
Źródło: ESA/DLR/FU Berlin (G. Neukum) |
Opad
wulkanicznego pyłu
sprawił, że Meridiani Planum zyskało nowe barwy. Obszar ten został
zaobserwowany przez kamerę o wysokiej zdolności rozdzielczej
High-Resolution Stereo Camera (HRSC) zamontowanej na pokładzie sondy
Mars Express. Kształt pozostawiony przez pył posłuży do
wyznaczenia przeważającego kierunku wiatru
wiejącego w tym
obszarze.
Meridiani
Planum to
równina leżąca na północnym krańcu południowych gór
marsjańskich. Znajduje się ona w połowie drogi pomiędzy
zachodnim
obszarem wulkanicznym Tharsis, a basenem uderzeniowym Hellas Panitia
na południowym wschodzie. Meridiani Planum widziane przez teleskop
wydaje się być ciemnym obszarem w pobliżu równika marsjańskiego.
Meridiani
Planum osiąga
rozmiary 127 km na 63 km i łącznie stanowi powierzchnię 8 000
kilometrów kwadratowych, co odpowiada rozmiarowi Cypru. Obszar ten
został wybrany jako punkt odniesienia dla geograficznego układu
współrzędnych na Marsie. Zatem marsjański południk zerowy,
odpowiednik ziemskiego Greenwich w Zjednoczonym Królestwie,
przebiega właśnie przez ten obszar.
W
centrum tego zdjęcia,
wykonanego przez HRSC, znajduje się krater uderzeniowy o szerokości
około 50 kilometrów, którego dno jest pokryte ciemnym materiałem.
Przypomina on pył wulkaniczny, którego głównymi składnikami są
pirokseny i oliwiny. Spod ciemnego przykrycia, w niektórych
miejscach wystają małe kopce, które najprawdopodobniej są
zrobione z bardziej odpornego materiału. Miękki materiał wokół
nich został wyerodowany i wywiany przez północno-wschodnie wiatry
tworząc przy tym charakterystyczne ciemne smugi.
Na
powierzchni krateru
uderzeniowego o szerokości 15 km (na zdjęciu po lewej na górze),
również
widoczne są ślady tego ciemnego materiału. Możliwym jest, że
materiał ten został tu przywiany z większego krateru. Pobliskie
ciemne struktury to z pewnością wydmy zbudowane z osadów bogatych
w wulkaniczny pył. W przeciwieństwie do powyższych przykładów,
inny krater uderzeniowy o szerokości 34 kilometrów (na zdjęciu na dole
po
prawej) w większości wypełniony jest jasnym materiałem.
Na
południowym obszarze
(po lewej stronie zdjęcia), poniżej mniejszego krateru, widoczne są
również ciemne struktury. Znajdują się one po osłoniętej
stronie grzbietów i prawdopodobnie są to pokłady bogate w pył
wulkaniczny, które również nagromadziły się tu w wyniku wiatru
wiejącego z kierunku większego krateru.
26 maja 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Powtórny
pogrzeb Kopernika
 |
| Fot.
Sarkofag ze szczątkami Kopernika w Bazylice katedralnej w Olsztynie.
Źródło: Wikipedia |
20
maja w katedrze w Olsztynie odbyła się
msza żałobna przy trumnie wielkiego Astronoma Mikołaja Kopernika. Dzień
później kondukt
żalobny wyruszył z Olsztyna do Fromborka zatrzymymując się w miastach,
w których Kopernik jako kanonik warmiński przebywał. W kościele Piotra
i
Pawła w Lidzbarku Warmińskim również odprawiono mszę żałobną. Tam też
pod Wysoka Bramą dzieci zorganizowały przedstawienie. Hołd Astronomowi
oddali również mieszkańcy Dobrego Miasta, Ornety, Pieniężna i Braniewa.
Wieczorem kondukt wkroczył do katedry fromborskiej, gdzie odprawiono
nabożeństwo żałobne.
Rano
22 maja w tym samym miejscu, w Bazylice Archikatedralnej
Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Andrzeja we Fromborku,
nuncjusz apostolski asrcybiskup dr Józef Kowalczyk odprawił mszę
świętą.
Homilie
wygłosił metropolita lubelski arcybiskup prof. Józef
Życiński. Następnie w uroczystej procesji przeniesiono
trumnę Astronoma blisko ołtrza św. Krzyżą, gdzie złożono ją pod
posadzką u stóp 3-metrowego nowoczesnego nagrobka z czarnego
kamienia przedstawiającego model Układu Słonecznego. Jego fundatorem
jest ks. kanonik Jan Górny. Niewielki fragment płyty posadzki
zastąpiono szklaną taflą, aby można było widzieć spoczywająca tam
trumnę. Inskrypcja na płycie głosi Tu spoczywa Mikołaj Kopernik,
astronom, twórca teorii heliocentrycznej, kanonik warmiński.
Po południu w katedrze odbył sie koncert w
wykonaniu Toruńskiej
Orkiestry Symfonicznej, Chóru Astrolabium Wyższej Szkoły Bankowej w
Toruniu oraz solistów Teatru Wielkiego i Opery Narodowej w Warszawie,
pod dyrekcją Krzesimira Dębskiego i Piotra Sułkowskiego.
Szczątki Kopernika odnaleziono w 2005 r. obok ołtarza św. Krzyża,
ktorym Kopernik opiekował się. Mimo rozległych badań genetycznych i
historycznych oraz wspołpracy z naukowcami w Szwecji do dziś, niestety,
nie mamy pewności, czy palisandrowa trumna zawiera zwłoki Astronoma. Po
zakończeniu badań w 2008 r. szczątki przechowywane były w kurii
biskupiej w Olsztynie. 19 lutego br. z okazji 537. urodzin Kopernika
trumnę przez jeden dzień wystawiono w Toruniu w katedrze św.
Janów, przy chrzcielnicy, w której Kopernik był ochrzczony. Następnie
dłuższy czas przebywała w katedrze św. Jakuba w Olsztynie, a później w
olsztyńskim zamku.
Trumnę właściwą w postaci metalowej skrzyni umieszczono w
Toruniu w większej urnie-sarkofagu zrobionej z palisandru projektu
Andrzeja Ryczka. Znajduje się na niej portret uczonego oraz daty
urodzin i śmierci. Pierwszy pogrzeb Kopernika na pewno był skromny.
Astronom pieniądze jakie miał przeznaczył dla swoich
krewnych i potrzebujących, sam nie zostawił żadnych instrukcji
dotyczących swojego pochówku. Po 500. latach pochowano go po raz wtórny
w sposób należny twórcy teorii heliocentrycznej.
24 maja 2010
Źródło | Karolina Zawada
Odkryto
unikalny układ gwiazd podwójnych zaćmieniowych!
 |
| Fot.
Powyższa wizja artysty ukazuje układ podwójny zaćmieniowy z niezwykłym
białym karłem NLTT 11748. Większy, lecz mniej masywny, helowy biały
karzeł jest częściowo zaćmiewany przez mniejszego, ale bardziej
masywnego, standardowego białego karła o rozmiarach zbliżonych do
rozmiarów Ziemi. Źródło: Steve
Howell/Pete Marenfeld/NOAO |
Astrofizycy
z Uniwersytetu w
Kaliforni, Santa Barbara (UCSB), jako
pierwsi odkryli przedziwny układ podwójny zaćmieniowy, którego
składnikami są dwa
zupełnie różne białe karły. Jeden z nich okazuje się być
rzadko spotykanym białym
karłem z helowym jądrem o masie zaledwie 10-20% masy
Słońca.
Odkrywcą
tego niezwykłego układu gwiazd jest
jeden z absolwentów UCSB, Justin Steinfadt. Obserwując gwiazdę NLTT 11748,
wykonywano jej szybkie zdjęcia w serii co około minutę. Na kilku
obrazach obserwowana gwiazda była nieco słabsza. Steinfadt szybko zdał
sobie sprawę ze znaczenia swojego odkrycia. "Monitorowaliśmy wiele
gwiazd, ale i tak uważam, że mieliśmy szczęście", dodaje młody odkrywca.
Avi
Shporer z UCSB brał udział w obserwacjach i szybko ocenił, co tak na
prawdę miało miejsce. "Wiedzieliśmy, że dzieje się tam coś
nadzwyczajnego, zwłaszcza po tym jak potwierdziliśmy nasze pierwsze
obserwacje w czasie kolejnej nocy", mówi. Naukowcy obserwowali trzyminutowe zaćmienia
dwukrotnie w ciągu trwającego 5,6 godziny okresu orbitalnego układu.
Podekscytowanie
i potrzeba dalszego potwierdzenia odkrycia doprowadziły do użycia 10
metrowego Teleskopu Kecka na Hawajach już 5 tygodni później.
Do
obserwacji dołączył David Kaplan, członek zespołu Teleskopu Kosmicznego
Hubble'a i Instytutu Fizyki Teoretycznej im. Kavli'ego w Santa Barbara.
Podczas
jednej z nocy naukowcom udało się zaobserwować przesunięcia Dopplerowskie
w świetle gwiazdy NLTT 11748 w miarę, jak ta obiegała słabszego, ale
masywniejszego towarzysza - zwykłego białego karła. "Niesamowite było
móc patrzeć, jak prędkość tej gwiazdy zmieniała się dosłownie w ciągu
zaledwie kilku minut", wspomina Kaplan.
Gwiazdy kończą swój
żywot na różne sposoby. Białe karły to gęste obiekty o rozmiarach
Ziemi, będące pozostałościami po gwiazdach podobnych do Słońca. Gwiazda
staje się białym karłem, gdy wyczerpie już swoje zapasy paliwa
jądrowego i pozostawia po sobie tylko gęste jądro złożone głównie z
węgla i tlenu. Naukowcy uważają, że powstanie układu
zawierającego niezwykle małomasywnego, helowego białego karła
musiało być wynikiem oddziaływań i utraty masy przez obie gwiazdy
układu we wcześniejszych etapach ich ewolucji.
O
istnieniu niezwykłych białych karłów złożonych z czystego helu
wiadomo już od ponad 20 lat, przy czym opisująca je teoria
przewiduje, że powinny one być bardziej gorące i większe niż zwykłe
białe karły. Ich rozmiary nie zostały jednakże nigdy zmierzone.
Tymczasem, obserwacje gwiazdy NLTT 11748 przyniosły pierwsze bezpośrednie pomiary
promienia takiego białego karła i okazują się potwierdzać
teorię!
Drugi
składnik układu to standardowy biały karzeł zbudowany z węgla i tlenu o
masie równej około 70% masy Słońca. Jest bardziej masywny i znacznie
mniejszy niż jego niezwykły towarzysz, a jego blask jest ponad 30 razy
słabszy.
21 maja 2010
Źródło | Andrzej Gibiec
Wizyta
Astronautów Misji STS-130 Endeavour w Zamościu - 15.05.2010
Relacja
Zamojskiego Stowarzyszenia Miłośników Astronomii
W
lutym bieżącego roku amerykański wahadłowiec Endeavour odbył
kolejną podróż w przestrzeń kosmiczną. Celem misji oznaczonej
symbolem STS-130 było dostarczenie na Międzynarodową Stację
Kosmiczną ISS kolejnych jej części. Podczas trwającego 13 dni
pobytu na stacji astronauci zainstalowali dostarczone moduły:
łącznikowy NODE-3 TRANQUILITY oraz obserwacyjny CUPOLA (Kopuła).
Moduł obserwacyjny posiada siedem okien umożliwiających załodze
stacji nie tylko kontrolowanie urządzeń, ale również obserwacje
planety Ziemi.
Wyprawa
miała również nieco inny – romantyczny wymiar, za sprawą
polskiego reżysera Adama Ustynowicza, który postanowił połączyć
obraz przestrzeni kosmicznej z muzyką Fryderyka Chopina. Po
uzgodnieniu szczegółów z dowódcą promu płk. pilotem George'm D.
Zamką oraz pozostałą częścią załogi, powstał film o życiu
astronautów na stacji orbitalnej i promie kosmicznym. Na pokład
trafiła również muzyka Fryderyka Chopina w wykonaniu pianisty –
Karola Radziwonowicza i orkiestry Sinfonia Viva.
Intencją
reżysera było ukazanie piękna dzieła ludzkich rąk stworzonego w
Kosmosie. Dzieła idealnego. Nawiązanie do ideału rodzi skojarzenia
z Zamościem – miastem idealnym. Kolejną wspólną cechą jest
pochodzenie "konstruktorów" – miasto zaprojektował
włoski architekt Bernardo Morando, moduł CUPOLA zbudowany został
we Włoszech. Stąd Zamość był wręcz idealnym miejscem na
światową prapremierę widowiska muzycznego noszącego nazwę:
"Fryderyk Chopin - Kosmiczny Koncert".
 |
| Fot.
Spotkanie z młodzieżą i milośnikami astronomii w Aulii I LO w Zamościu.
Źródło: ZSMA. Więcej zdjęć na www.zsma.pl.
|
Dzięki
zaangażowaniu Adama Ustynowicza w sobotę 15 maja br. mogliśmy
gościć w Zamościu pięcioro członków załogi wahadłowca. Byli
to: dowódca misji - płk. pilot George D. Zamka, pilot Terry W.
Virts, specjaliści misji Kathryn P. Hire, dr Stephen K. Robinson
oraz Nicholas J. M. Patrick. Oficjalny pobyt astronautów w Zamościu
rozpoczął się konferencją prasową w zamojskim Ratuszu. Po
uroczystym powitaniu przez Prezydenta Miasta Marcina Zamoyskiego i
przedstawieniu przez dowódcę misji członków załogi zaczęły się
pytania dziennikarzy, które głównie orbitowały wokół polskiego
pochodzenia dowódcy misji płk. George’a Zamki i ducha polskości
w przestrzeni kosmicznej. Członkowie Zamojskiego Stowarzyszenia
Miłośników Astronomii mieli również możliwość uczestniczenia
w konferencji zadając pytania, m.in. o szczegóły konstrukcji
modułu obserwacyjnego CUPOLA.
Po
konferencji prasowej astronauci z NASA udali się na spotkanie z
młodzieżą i miłośnikami astronomii do auli I Liceum
Ogólnokształcącego, gdzie przez niemal godzinę odpowiadali na
pytania zainteresowanej publiczności. Pytania bardzo różnorodne:
od poetyckiej wizji dotyczącej Wszechświata - pytanie zadane przez
Stanisława Jachymka z Guciowa, po schyłek ery wahadłowców i
przyszłość stacji ISS – zadane przez prezesa ZSMA Andrzeja
Rzemieniaka. „Jak wygląda
Ziemia z Kosmosu?" -
zadał pytanie jeden z najmłodszych uczestników spotkania. "Z
kosmosu Ziemia jest bardzo, bardzo piękna"
- opowiadał specjalista misji Nicholas Patrick. "Zainstalowana
przez nas kopuła - Cupola umożliwia bardzo dobre zbliżenie. Fakt,
że Ziemia jest szybko obracającą się kulą sprawia, że z każdą
sekundą widok zmienia się. Bardzo piękna."
Astronauci
z zainteresowaniem oglądali eksponaty wystawy udostępnionej przez
Zamojskie Stowarzyszenie Miłośników Astronomii: teleskopy,
meteoryty, zdjęcia nocnego nieba. Jednak największe emocje –
szczególnie u specjalistów misji Kathryn Hire i Terry’ego Virts’a
– wzbudził strój wysokościowy polskiego pilota myśliwca SU-22.
Po spotkaniu nadszedł czas na pamiątkowe fotografie, autografy i
swobodne rozmowy.
W
czasie przygotowań do pamiątkowego zdjęcia z członkami ZSMA płk.
George Zamka zadał pytanie:
„Jak
nazywacie swojego pilota?”
– wskazując na postać w kombinezonie.
„To
kobieta, Hermina – na cześć polskiego kosmonauty, gen. Mirosława
Hermaszewskiego”
-
odpowiedzieli miłośnicy astronomii.
„O,
tak – miałem okazję poznać gen. Hermaszewskiego” - z
uznaniem zakończył płk. Zamka.
Wieczorem
na Rynku Wielkim w Zamościu odbył się koncert chopinowski z
udziałem wybitnego pianisty Karola Radziwonowicza z towarzyszeniem
Orkiestry Symfonicznej im. K. Namysłowskiego pod batutą Tadeusza
Wicherka. Druga część koncertu była jednocześnie tłem muzycznym
do filmu "Największe wydarzenie muzyczne w Kosmosie",
nakręconego przez członków załogi na orbicie. Niesamowite emocje
można było dostrzec na twarzach astronautów z NASA, którzy z
zadumą i nostalgią oglądali widowisko.
Po
koncercie i projekcji filmu załoga udała się na scenę, gdzie
Prezydent Marcin Zamoyski podziękował astronautom za przybycie do
Zamościa i przekazał załodze upominki: obraz zamojskiego Ratusza i
albumy o Zamościu. W podziękowaniu płk. George Zamka w imieniu
całej załogi przekazał na ręce Prezydenta Zamoyskiego pamiątkowy
obraz, który był w przestrzeni kosmicznej, przedstawiający całą
załogę, start wahadłowca, stację ISS oraz flagę amerykańską.
Także ekipa Zamojskiego Stowarzyszenia Miłośników Astronomii
przekazała amerykańskim astronautom pamiątkowe plakietki/magnesy z
logo ZSMA w zamian otrzymując plakietki/naklejki z logo misji
STS-130 Endeavour. Ostatnie uściski dłoni, ostatnie autografy,
ostatnie pamiątkowe zdjęcia… wizyta załogantów misji STS-130 w
Zamościu dobiegła końca.
Niesamowite
wydarzenie związane z Rokiem Chopinowskim.
W
200 rocznicę urodzin Fryderyka Chopina jego utwory były słuchane
przez załogę stacji ISS w przestrzeni kosmicznej. Trzy miesiące
później te same utwory genialnego polskiego kompozytora
rozbrzmiewają ponownie – na Rynku Wielkim w Zamościu dla
mieszkańców Zamościa i … tych samych astronautów ze stacji ISS,
stanowiąc muzyczną ilustrację nakręconego przez nich materiału
filmowego w Kosmosie.
Zamojskie
Stowarzyszenie Miłośników Astronomii pragnie serdecznie
podziękować wszystkim organizatorom za możliwość uczestniczenia
w tym niezwykłym innowacyjnym projekcie popularyzującym muzykę
Fryderyka Chopina, loty kosmiczne i miasto Zamość.
19 maja 2010
Źródło
| Andrzej
Rzemieniak, Mariusz Zub
Jowisz
stracił swój Południowy Pas Równikowy
 |
| Fot.
Zdjęcie wykonane 13 maja 2010 r. przez astronoma-amatora
Christophera Go z Cebu z Filipin przedstawiające tarczę Jowisza bez
Południowego Pasa Równikowego. Południe jest u góry obrazka. Źródło:
Christopher Go |
Jeden z głównych elementów widocznych na tarczy
Jowisza, Południowy Pas Równikowy, zniknął! Mimo iż jego
zniknięcie jest najprawdopodobniej efektem gwałtownych burz w
atmosferze Jowisza, to jednak naukowcy nie potrafią wyjaśnić co było
główną przyczyną. Nie wiedzą również, jak długo pas pozostanie
niewidoczny.
 |
| Fot.
Trzy serie zdjęć wykonanych przez astronoma amatora Christophera Go z
Cebu z Filipin. Zdjęcia po lewej przedstawiają Południowy Pas Równikowy
widziany w sierpniu 2009 roku. Na środkowych zdjęciach, wykonanych w
listopadzie poprzedniego roku, pas powoli zaczyna zanikać. Zdjęcia po
prawej, z 13. maja br., ukazują obecny stan Jowisza, bez pasa
równikowego. Na wszystkich zdjęciach południe jest u góry. Źródło:
Christopher Go |
Nie pierwszy raz jesteśmy świadkami takiego
zjawiska i najprawdopodobniej nie ostatni. Południowy Pas Równikowy
(ang. South Equatorial Belt, SEB) zniknął również w 1973 i 1991 roku.
„Obserwuję Jowisza już przez cztery dekady” mówi Raymond Shubinski, „i
wcześniej już dwukrotnie widywałem Jowisza z tylko jednym pasem. Taki
widok jest niezwykle intrygujący. To jest jakby jeden z większych
satelitów Jowisza zniknął, a w przypadku pasa może to trwać nawet
miesiącami”.
Astronomowie zauważyli nieobecność pasa po tym, jak
Jowisz ponownie wrócił na poranne niebo w marcu. Wcześniej
pozostawał niewidoczny, ponieważ z naszego punktu
widzenia znajdował się za Słońcem. Amatorzy z całego
świata codziennie przysyłają zdjęcia tarczy Jowisza do Astronomy.
„Podziwiamy Jowisza z tylko jednym pasem już przez kilka miesięcy”
wspomina Richard Talctott, główny redaktor Astronomy.
„Teraz czekamy, aż południowy pas pojawi się ponownie”
Jowisz
znajdzie się w opozycji pod koniec tego lata i wówczas
będą bardzo dobre warunki do jego obserwacji. W dniu 21
września planeta będzie największa i najjaśniejsza w ciągu ostatnich 47
lat. Rozmiar kątowy będzie wynosił wówczas 49,9 sekund łuku,
gdzie największy możliwy rozmiar to 50,1 sekund łuku, a jego jasność
osiągnie -2,9 magnitudo, co stanowi 4 razy więcej niż jasność Syriusza.
We wrześniowym wydaniu Astronomy
pojawi się artykuł o tym jak obserwować Jowisza (zainteresowanym
polecamy zapoznanie się z nim).
18 maja 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Naukowcy
odkryli najbardziej oddaloną gromadę galaktyk
 |
| Fot.
Szerokość obrazu wynosi 3,4 minuty łuku, co odpowiada 5 700 000 lat
świetlnych w odległości 9,6 mld lat świetlnych. Strzałki wskazują
galaktyki, które najprawdopodobniej znajdują się w tej samej odległości
i gromadzą się wokół środka obrazu. Konturami zaznaczono emisję
promieniowania X. Galaktyki oznaczone kółkami to obiekty, do których
odległość została wyznaczona dzięki obserwacjom w bliskiej podczerwieni
i wynosi 9,6 mld lat świetlnych. Pomimo tego, iż liczba obiektów nie
jest duża to obserwacje rentgenowskie jednoznacznie dowodzą tego, że
jest to grawitacyjnie związana gromada galaktyk. Źródło: IPMU |
Masayuki
Tanaka z
Institute for the Physics and
Mathematics of the Universe (IPMU) w Tokio, Alexis Finoguenov z Max
Planck Institute for Extraterrestrial Physics w Garching (Niemcy)
oraz Yoshihiro Ueda z Kyoto University w Japoni wspólnie odkryli
najbardziej
oddaloną we Wszechświecie gromadę galaktyk. Znajduje
się ona w odległości 9,6
mld lat świetlnych.
Kosmos
jest pełen
galaktyk, a ich rozmieszczenie
jest nierównomierne. Galaktyki układają się we włókniste struktury,
zwane również filamentami. Filamenty te wypełniają Wszechświat
tworząc gigantyczną pajęczą sieć. Najczęściej gromady galaktyk
można spotkać w węzłach tej sieci. Dotychczas
najbardziej
oddalona gromada galaktyk znajdowała się w odległości 9,2 mld lat
świetlnych, ale grupa badaczy z Japonii i Niemiec odkryła
podobny
obiekt na jeszcze większej odległości. Odkrycie to zostało
dokonane dzięki obserwacjom w zakresie fal elektromagnetycznych
niewidzialnych dla ludzkiego oka.
Wszechświat
jest jak
wehikuł czasu – możesz
cofnąć się w czasie jeśli będziesz zaglądał we Wszechświat
coraz głębiej i dalej. Astronomowie wykorzystali właśnie tę
metodę w swoich poszukiwaniach odległych i młodych gromad.
Ekspansja Wszechświata sprawia, że odległe galaktyki oddalają się
od Ziemi z bardzo dużymi prędkościami i wyniku efektu Dopplera
światło widzialne zostaje przesunięte w zakres fal podczerwonych.
Niestety detekcja tego typu promieniowania jest utrudniona, co na
długie lata spowodowało zatrzymanie rozwoju badań w tej
dziedzinie. Dzięki wykorzystaniu możliwości teleskopu Subaru do
obserwacji w bliskiej
podczerwieni, w oparciu o urządzenie zwane
Multi-Object InfraRed Camera and Spectrograph (MOIRCS), astronomowie
mogli zaglądnąć głębiej we wczesny Wszechświat.
Masayuki
Tanaka wraz ze
współpracowaniami odkryli
odległą
gromadę w gwiazdozbiorze Wieloryba. Kamera i spektrograf
MOIRCS
zostały wykorzystane do pomiaru odległości do masywnych galaktyk w
gromadzie. „MOIRCS
dysponuje niesamowitymi możliwościami
obserwacji odległych galaktyk i to dzięki temu mogliśmy dokonać
naszego odkrycia” powiedział Tanaka. Badacze wykonali
pomiary
odległości do kilku galaktyk i okazało się że obiekty te
skupiają się w tym samym miejscu odległym o około 9,6 mld lat
świetlnych. „Mimo, że w
tej odległości znajduje się zaledwie
kilka masywnych galaktyk, to posiadamy przekonujący dowód na to, że
gromada ta jest obiektem związanym grawitacyjnie” zapewnia
Tanaka
W
gromadach galaktyk
znajduje się ogromna ilość
materii podgrzanej do bardzo wysokich temperatur. Materia ta świeci
w zakresie bardzo krótkich fal, dlatego też poszukując takiej
emisji naukowcy wykorzystali obserwatorium rentgenowskie XMM-Newton.
Pomimo tego, że obserwacje takie są bardzo trudne, to badacze
znaleźli wyraźne ślady gorącego gazu w gromadzie.
Połączenie
obserwacji w
podczerwieni i promieniach
X doprowadziło do odkrycia najdalszej gromady galaktyk znanej do tej
pory. Nowy rekord odległości wynosi 9,6 mld lat świetlnych i jest
większy o 400 mln lat świetlnych od poprzedniego. Gromady galaktyk
są idealnym laboratorium do studiowania ewolucji galaktyk, dodatkowo
poszukiwanie tak odległych obiektów pomoże nam zrozumieć początki
Wszechświata. Z tego właśnie powodu naukowcy nie zaprzestają
dalszych badań i nadal poszukują gromad, które mogą znajdować
się jeszcze dalej.
13 maja 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Herschel
odkrył dziurę w kosmosie
 |
Fot.
NGC
1999 to zielonkawa mgławica na górze zdjęcia. Do niedawna widoczna na
jej tle ciemna plama uważana była za gęsty, nieprzepuszczający
prominiemiowanie obłok pyłowy. Obserwacje teleskopem Herschela
pokazały, że
to.... dziura w mgławicy! Zdjęcie jest złożeniem obserwacji
instrumentu PACS satelity Herschel (70 i 160
mikometów)
oraz kamery NEWFIRM (1,6 i 2,2 mikrometrów) umieszczonej na
4-metrowym
teleskopie na Kitt Peak, USA.
Źródło: ESA/HOPS Consortium |
11
maja satelita Herschel
Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) badający Wszechświat w
podczerwieni dokonał nieoczekiwanego odkrycia. Zaobserwowana została
dziura w kosmosie w bliskim otoczeniu miejsca, gdzie rodzą się nowe
gwiazdy. Do tej pory nie było obserwacji, które dałyby tak
wyrazisty wgląd w końcową fazę formowania się gwiazd.
Dzięki
satelicie Herschel gwiazdy,
które powstają w gęstych obłokach gazu i pyłu mogą być teraz
bardzo dokładnie badane. W przypadku młodych gwiazd często
obserwuje się strugi oraz silne wywiewanie materii na zewnątrz,
które oddziałuje na bliskie sąsiedztwo. Jednakże w jaki sposób
młode gwiazdy rozdmuchują i wyłaniają się z obłoku, w którym
powstały było tajemnicze. Nadarzyła się nieoczekiwana okazja, aby
przyjrzeć się znacznie bliżej procesom towarzyszącym
powstawaniu nowych gwiazd w oparciu o odkrycie Herschela.
Odkryta
dziura, jawiąca się jako czarna plama, znajduje
się w mgławicy refleksyjnej NGC1999 w gwiazdozbiorze Oriona
oddalonej od nas o 1500 lat świetlnych. Wiele takich plam
jest
znanych i uważa się je za gęste obszary pyłu i gazu, które
blokują promieniowanie przez nie przechodzące, ale w przypadku tej
jest inaczej. Herschel prowadził obserwacje pobliskich młodych
gwiazd i natknął się na obszar wyglądający czarno. Aparatura
satelity jest doskonale przystosowana do badania takiego rodzaju
gęstych ciemnych obłoków. Coś jednak było nie tak - czy czarna plama
jest aż tak niespotykanie gęsta, czy mamy problem z
instrumentami satelity?
Zaangażowano
naziemne teleskopy, które
potwierdziły obecność czarnej plamy. Co więcej okazało się, że
nie jest to wyjątkowo gęsty obszar, ale wręcz przeciwnie - zupełnie
pusty! Musiał wystąpić jakiś proces, który wydmuchał dziurą w
obłoku. Nikt do tej pory nie zaobserwował takiego pustego regionu w
bezpośrednim otoczeniu młodych gwiazd.
Astronomowie
uważają, że taka dziura
może powstać dzięki wąskiej strudze gazu wyrzucanej
przez młode gwiazdy, która przebija taflą gazu i pyłu rodzimej mgławicy
NGC1999. Dodatkowo silne promieniowanie pobliskich starszych gwiazd
również może wspomóc wydmuchiwanie dziury w obłoku. Odkrycie
dokonane przez Herschela z pewnością dostarczy niezwykle
interesujących a dotychczas ograniczonych informacji o procesach
zachodzących w regionach, gdzie tworzą się nowe gwiazdy.
11 maja 2010
Źródło
| Wojciech
Jurusik
Cassini
mierzy grawitację Enceladusa
 |
Fot.
Zdjęcie wykonane 26 kwietnia 2010 roku w filtrze CL1 oraz IR3 i
odebrane na Ziemi następnego dnia. W chwili wykonania zdjęcia sonda
znajdowała się w odległości 947 kilometrów od Enceladusa. Zdjęcie nie
zostało zredukowane oraz skalibrowane.
Źródło: NASA/JPL/Space Science Institute |
Kosmiczna sonda Cassini z sukcesem zakończyła
26-godzinne
obserwacje, które miały na celu zbadanie grawitacji Enceladusa,
jednego z księżyców Saturna. Dane, które zostały przesłane na
Ziemię, pozwolą naukowcom na poznanie i zrozumienie wewnętrznej
budowy księżyca oraz jego struktury.
Trasa
przelotu sondy
Cassini wiodła przez regiony bieguna południowego księżyca, z
którego to wydobywa się wodny pióropusz. 27 kwietnia 2010 roku
późnym popołudniem sonda zbliżyła się do księżyca na
minimalną odległość około 100 kilometrów.
Stałe
łącze radiowe z
naziemną stacją NASA Deep Space Network pozwoliło naukowcom na
wykorzystanie instrumentów radiowych do pomiaru zmian przyciągania
grawitacyjnego Enceladusa. Analiza drobnych drgań pomoże sprawdzić,
czy pod powierzchnią słynnych „tygrysich pręgów” nie znajduje
się ocean, morze czy też ogromne jezioro. To właśnie z tego
miejsca, znajdującego się na biegunie południowym, wyrzucana jest
struga pary wodnej oraz cząstek organicznych. Dodatkowo uzyskane
wyniki mogą pomóc również w odpowiedzi na pytanie, czy bąble
cieplejszego lodu, znajdujące się we wnętrzu księżyca, nie
unoszą się właśnie w kierunku tego regionu.
Głównym
priorytetem tej
misji były pomiary radiowe oraz kontrola ułożenia korpusu sondy,
dlatego też przez większość czasu
trwania
przelotu, przyrządy optyczne nie były skierowane w stronę
Enceladusa i zdjęcia w zakresie optycznym mogły zostać wykonane
dopiero później, z większej odległości.
Zwykle
w trakcie tego typu bliskich przelotów Cassini korzysta ze swoich
silników odrzutowych, jednak nie tym razem. Użycie silników
odrzutowych spowodowałoby nadanie sondzie dodatkowego
przyspieszenia, a to znacznie skomplikowałoby możliwość wykonania
precyzyjnych pomiarów radiowych. Z tego właśnie powodu sonda
korzystała wyłącznie ze specjalnych kół zamachowych (ang.
reaction wheels), które umożliwiają sterowanie bez użycia
silników.
9 maja 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Teleskop
Arecibo śledzi potencjalnie groźną asteroidę
 |
| Fot.
Radarowy obraz asteroidy 2005 YU55. Rozdzielczość 7,5 metra na piksel.
Źródło: Obserwatorium Arecibo |
W
dniu 19 kwietnia w
Obserwatorium Arecibo wykonano pomiary metodą radarową asteroidy o
nazwie 2005 YU55,
która znajduje się na liście obiektów
potencjalnie groźnych dla Ziemi. W tym dniu, jak podaje Michael
Nolan dyrektor Obserwatorium Arecibo, ta asteroida była w odległości
2,4
miliona kilometrów od Ziemi, co stanowi w przybliżeniu
6-krotną
odległość do Księżyca. Teleskop Arecibo znajduje się w
okolicach miejscowości Arecibo w Portoryko i korzystają z niego
naukowcy z Cornell University przy finansowym wsparciu National
Science Foundation (Narodowa Fundacja Nauki).
Obrazowanie
metodą
radarową pozwoliło na osiągnięcie rozdzielczości 7,5 metra, a
uzyskane wyniki pokazały, że rozmiar
asteroidy 2005 YU55 wynosi 400
metrów i jest dwukrotnie większy niż wcześniej
przypuszczano.
Obiekt ten został zaliczony do potencjalnie groźnych asteroid i
znajduje się na liście takich obiektów prowadzonej przez Minor
Planet Center of the Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics w
Cambridge, w stanie Massachusetts.
Wysoka
precyzja pomiarów
metodą radarową zredukowała niepewności w określeniu orbity o 50
procent i dzięki temu można było jednoznacznie stwierdzić, że 2005
YU55 nie stanowi
większego
zagrożenia dla Ziemi przez kolejne 100
lat. Na tej podstawie zdecydowano się usunąć asteroidę ze strony
zawierającej listę obiektów grożących zderzeniem prowadzonej
przez program NASA ds. Obiektów Bliskich Ziemi w Laboratorium Napędu
Odrzutowego.
Po
okrążeniu Słońca,
2005
YU55 zbliży się do Ziemi na 0,8 odległości do
Księżyca w dniu 8 listopada 2011 roku. Ten bliski przelot
nie
stanowi jednak żadnego zagrożenia. Asteroida ta została odkryta 28
grudnia 2005 roku przez Roberta McMillana ze Speacewatch (program
poszukujący asteroidy).
Prezydent
Barack Obama
zgłosił, aby budżet programu NASA ds. Obiektów Bliskich Ziemi
został zwiększony z 3,7 milionów dolarów w 2009 roku na 20,3 miliony
dolarów w 2011 roku. NASA podkreśliła, że dzięki tym funduszom
będą chcieli wesprzeć program radarowy w Obserwatorium Arecibo.
5 maja 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Naukowcy
badają zderzenia galaktyk
 |
| Fot. NGC
1614 - oddziałująca galaktyka, obraz z Teleskopu Hubble'a.
NGC 1614 znajduje się 200 mln lat świetlnych od nas w
gwiazdozbiorze Erydanu. Źródło: NASA/ESA/Hubble Heritage
(STScI/AURA) |
Naukowcy
z Naval Research
Laboratory (NRL) rozwiązali długotrwały problem dotyczący masy
galaktyk biorących udział w zderzeniu, które świecą bardzo jasno
w podczerwieni. Celem rozwiązania tego problemu Barry Rothberg i
Jacqueline Fischer wykorzystali dane pochodzące z 8-metrowego
teleskopu Gemini-South w Chile, a także wcześniej uzyskane wyniki z
10-metrowego W. M. Keck-2, 2,2-metrowego teleskopu Uniwersytetu na
Hawajach oraz dane archiwalne z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a.
We
Wszechświecie wyróżniamy dwa główne typy galaktyk: spiralne,
jak np. nasza Droga Mleczna
oraz eliptyczne, w których gwiazdy poruszają się po przypadkowych
orbitach. Największe galaktyki w kosmosie posiadają eliptyczny
kształt, dlatego też poznanie ich historii stanowi klucz do
zrozumienia ewolucji Wszechświata trawjącej blisko 15 miliardów lat.
Obwiązująca od dłuższego czasu teoria zakłada, że większość
galaktyk eliptycznych powstała w wyniku zderzania się, a później
zlania galaktyk spiralnych. Galaktyki spiralne zawierają znaczne
ilości chłodnego wodoru. W momencie kiedy dochodzi do zderzenia,
piękna struktura spiralna zostaje zniszczona, a chłodny gaz
zamienia się w młode gwiazdy oraz duże ilości pyłu. Pył
podgrzewany przez młode gwiazdy wypromieniowuje energię w zakresie fal
podczerwonych.
Do
niedawna naukowcy
uważali, że masa tych jasno świecących w podczerwieni galaktyk,
które biorą udział w zderzeniu, jest niewystarczająca, aby mogły
stać się prekursorem masywnej galaktyki eliptycznej. Konwencjonalna
metoda wyznaczania masy tych obiektów opierała się na pomiarach
wykonanych w bliskiej podczerwieni, ponieważ światło to łatwo
przenika przez pył i pozwala zmierzyć przypadkowe ruchy starych
gwiazd. Im bardziej przypadkowe ruchy tym większa masa.
Gdy
galaktyki spiralne zderzają się, z ich chłodnego gazu powstaje
centralny wirujący dysk, w którym rodzą się nowe gwiazdy. Te
młode gwiazdy przyćmiewają blaskiem w bliskiej podczerwieni swoje
starsze siostry i dlatego wydaje się, że stare gwiazdy mają
mniejsze ruchy przypadkowe. Rothberg i Fischer wpadli na inny pomysł
i zamiast tego obserwowali przypadkowe ruchy starych gwiazd na
krótkich falach, tam gdzie pył skutecznie blokuje światło
pochodzące z młodych gwiazd. Ich najnowsze wyniki pokazały, że
stare gwiazdy w galaktykach, biorących udział w zderzeniu,
posiadają duże ruchy przypadkowe, a to oznacza, że później
obiekt ten może stać się masywną galaktyką eliptyczną.
3 maja 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Lód
w sercu asteroidy
 |
| Fot. Wizja
artystyczna wąskiego pasa asteroid pełnego skał oraz pyłowego gruzu
okrążającego gwiazdę podobną do naszego Słońca. Źródło:
NASA/JPL-Caltech |
Naukowcy,
wykorzystując
teleskop IRTF, odkryli na powierzchni asteroidy lód wodny oraz
związki organiczne oparte na węglu. Odkrycie tej zamarzniętej
mieszaniny na jednych z
największych obiektów pasa asteroid
sugeruje, że niektóre z nich wspólnie z kometami mogły dostarczyć
wodę na pierwotną Ziemię.
„Przez
długi czas
uważano, że w całym pasie asteroid nie znajdzie się ani kubka
wody” mówi Don Yeomans, kierownik biura NASA ds. Programu Obiektów
Bliskich Ziemi w Laboratorium Napędu Odrzutowego w Pasadenie w
stanie Kalifornia. „Dziś wiemy, że nie tylko zaspokoilibyśmy
nasze pragnienie, ale bylibyśmy w stanie napełnić wszystkie baseny
na Ziemi i jeszcze by nam zostało.”
To odkrycie to wynik
6 lat obserwacji asteroidy 24
Themis
prowadzonych przez astronoma Andrew Rivkina z Laboratorium Fizyki
Stosowanej na Uniwersytecie Johna Hopinska w Laurel w stanie
Maryland. Rivikn wraz z Joshua Emerym z Uniwersytetu Tennessee w
Knoxville zostali zatrudnieni do pracy przy teleskopie NASA IRTF
(ang. Infrared
Telescope Facility) i dzięki niemu wykonali, począwszy od
2002
roku, siedem różnych obserwacji asteroidy. Z zebranych danych udało
się wyodrębnić sygnał jednoznacznie wskazujący na istnienie lodu
wodnego oraz związków organicznych opartych na węglu.
Wyniki
badań są bardzo zaskakujące, gdyż dotychczas sądzono, że Themis
która okrąża Słońce w odległości ok. 279 mln km, jest zbyt
blisko naszej gorącej gwiazdy, by mógł istnieć na niej lód wodny
powstały w chwili narodzin naszego Układu Słonecznego około 4,6
miliarda lat temu. Dzięki temu odkryciu coraz więcej wiemy o
początkach naszego Układu, a uzyskane wyniki pomogą w ponownym
napisaniu książki o jego powstaniu i naturze samych asteroid.
„To
bardzo ekscytujące, gdyż badania te pozwalają nam zrozumieć
lepiej to co się działo w przeszłości i co może się wydarzyć w
przyszłości” mówi Yeomans. „Nasze wyniki nie tylko wskazują
asteroidy, jako potencjalne źródła surowców naturalnych, ale w
przyszłości pozwolą też na uzupełnianie paliwa oraz zapasów
wody w trakcie lotów misji międzyplanetarnych.”
Odkrycia
Rivkina i Emory zostały niezależnie potwierdzone przez grupę
prowadzoną pod kierunkiem Humverto Campins z Uniwersytetu Florydy
Centralnej w Orlando.
NASA
poszukuje, śledzi oraz klasyfikuje asteroidy i komety przelatujące
blisko Ziemi wykorzystując do tego celu zarówno naziemne jak i
kosmiczne teleskopy. Program Obserwacyjny Obiektów Bliskich Ziemi,
popularnie zwany Kosmicznym Strażnikiem (ang. Spaceguard) polega na
poszukiwaniu takich obiektów, podziału ich na charakterystyczne
podgrupy, a także sprawdzaniu ich orbit pod kątem tego, czy nie
stanowią potencjalnego zagrożenia dla naszej planety.
1 maja 2010
Źródło
| Hubert
Siejkowski
Pierwsze
zdjęcia z nowego Obserwatorium Dynamiki Słońca!
 |
| Fot. Zdjęcie
pełnej tarczy słonecznej wykonane w dalekim ultrafiolecie przez
Obserwatorium Dynamiki Słońca 30 marca 2010. To jedno z pierwszych
zdjęć z nowego satelity. Sztuczne kolory ukazują obszary o różnych
temperaturach gazu. Czerwone są względnie chłodne (60 tys. stopni
Celsjusza), zaś niebieskie i zielone są cieplejsze (powyżej miliona
stopni). Źródło: NASA |
NASA
udostępniła
właśnie pierwsze zdjęcia z Obserwatorium
Dynamiki Słońca (ang. Solar
Dynamics
Observatory,
lub w skrócie SDO),
satelity
wystrzelonego 11 lutego br. w celu dokładniejszego zbadania
poszczególnych wartsw
atmosfery słonecznej, monitorowania burz na Słońcu oraz studiowania
tajemniczych mechanizmów rządzących wnętrzem naszej Dziennej Gwiazdy.
"Zarówno satelita, jak i jego instrumenty, działają
poprawnie", mówi Richard Fisher, dyrektor działu heliofizyki NASA
w Waszyngtonie i dodaje, że " (...) to, co zobaczyliśmy, jest naprawdę
zdumiewające". Fisher porównuje nastroje związane z rewolucyjnymi
możliwościami nowego obserwatorium
słonecznego z oczekiwaniami dla rozwoju astrofizyki, jakie
towarzyszyły niegdyś uruchomieniu Teleskopu Kosmicznego Hubble'a.
Obserwatorium
Dynamiki Słońca
wyposażone jest w trzy instrumenty, które nieustannie patrzą na Słońce
ze zdolnością rozdzielczą 10-krotnie przekraczającą jakość obrazów
telewizyjnych w trybie HD. Są to: Przyrząd
Obrazowania
Heliosejsmologicznego i Magnetycznego
(ang. Helioseismic and Magnetic Imager), Instrument Obrazujący
Atmosferę Słoneczną (ang. Atmospheric Imaging Assembly)
oraz
Eksperyment
Pomiaru Zmienności w Dalekim Ultrafiolecie (ang. Extreme
Ultraviolet Variability Experiment).
Nowe obserwatorium
przesyła na Ziemię każdego dnia
150 megabitów danych na
sekundę, czyli 50 razy więcej niż jakakolwiek inna misja!
Jednoczesne
monitorowanie Słońca na kilku długościach fal w połączeniu
z szybkim tempem
prowadzonych obserwacji da naukowcom bezprecedensowo
dokładny wgląd w zjawiska słoneczne.
Możliwe będzie oglądanie
rozbłysków i burz słonecznych, które mogą wpływać na naszą planetę, a
także
pomóc lepiej zrozumieć rolę, jaką pełni słoneczne pole magnetyczne w
procesach mających miejsce na Słońcu.
 |
| Fot.
Porównanie rozdzielczości zdjęć z nowej misji SDO do jakości obrazów z
innych satelitów i obrazu telewizyjnego. Źródło: NASA |
"Jedną z zalet obserwatorium jest to, że będziemy
widzieć
całe Słońce
cały czas" mówi Philip H. Scherrer, główny specjalista ds. Przyrządu
Obrazowania Heliosejsmologicznego i Magnetycznego. Obrazy,
które już zostały nadesłane pokazują, że pole magnetyczne ma
faktycznie jeszcze większe znaczenie niż przypuszczano. Zdumiewająca
jest też dynamika zachodzących zjawisk. "Pole magnetyczne nigdy
nie jest takie samo, ciągle się zmienia", zauważa Dean Pasnell,
naukowiec misji SDO przy Centrum Lotów Kosmicznych im. Goddarda w
Greenbelt.
I choć satelita jest nadal w fazie próbnej, co oznacza, że osiągana
jest jeszcze ostateczna
orbita, a jego
instrumenty badawcze są dopiero kalibrowane, to obrazy już nadesłane
przyniosły szereg nieoczekiwanych odkryć.
Jednym z ciekawszych wyników, wg Fishera, jest zaobserwowana ewolucja
plamy
słonecznej, czyli rejonu aktywnego na Słońcu. Obszar taki związany jest
z silnym polem magnetycznym. SDO zaobserwowało plamę już w czasie
jej zanikania, ale to co dostrzeżono jest dość niespodziewane. "Okazuje
się, że małe zmiany w polu magnetycznym pojawiające
się w czasie zanikania plamy, mają ogromny wpływ na górne
warstwy atmosfery słonecznej", dodaje Fisher.
 |
| Fot.
Wizja artysty ukazująca Obserwatorium Dynamiki Słońca i jego
instrumenty badawcze.
Źródło: NASA/ Goddard |
Plamie słonecznej towarzyszy wyrzut materii
w przestrzeń kosmiczną
znany jako Koronalny Wyrzut Masy (ang. Coronal Mass Ejection - CME).
SDO
dostrzegło plamę związaną z tym zjawiskiem oraz fale
rozprzestrzeniające się później po powierzchni Słońca. "CME wyrzucił w
przestrzeń tyle materii, co zawartość całej rzeki Mississippi z
prędkością około miliona kilometrów na godzinę (...)", powiedział Alan
Title,
główny naukowiec Instrumentu Obrazującego Atmosferę Słoneczną. "Pomimo
swej fazy rozruchowej satelita już pokazuje jak ważnym będzie
instrumentem. Pełną gotowość obserwacyjną osiągnie w ciągu miesiąca",
mówi Fisher. Dodaje też, że "charakterystyczną cechą udanego
eksperymentu naukowego jest to, że nie
rozumiemy jego wyników".
Zjawiska słoneczne nie są tylko przedmiotem
zainteresowań czysto
naukowych, mogą mieć one bowiem także bardzo duży wpływ na Ziemię
poprzez zaburzenia w działaniu
systemów komunikacyjnych, satelitów GPS, a nawet sieci elektrycznych.
Naukowcy mają nadzieję, że SDO pozwoli lepiej przewidywać, kiedy
rozbłyski i koronalne wyrzuty materii mogą zagrażać Ziemi. "Im więcej
wiemy o tych zjawiskach, tym lepiej możemy się na nie
przygotowywać, zamiast tylko reagować na konsekwencje złej pogody
kosmicznej", twierdzi Tom Woods z Uniwersytetu w Colorado
w Boulder, główny naukowiec przy Eksperymencie Pomiaru Zmienności w
Dalekim Ultrafiolecie.
Dodatkową
zaletą dokładnych badań Słońca jest to, że być może pomogą one także
lepiej zrozumieć inne gwiazdy i towarzyszące im procesy fizyczne.
29 kwietnia 2010
Źródło
| Andrzej Gibiec
Projekt
Ozma: Początki SETI
 |
| Fot. Frank
Drake już od dzieciństwa był pewny istnienia pozaziemskich cywilizacji.
"Nie widzę powodu, dla
którego ludzkość miałaby być jedynym przykładem cywilizacji, wyjątkowym
we wszechświecie." - napisał w swojej książce z 1992 roku
"Czy ktoś tam jest?". Źródło: NRAO |
Jedna z lepszych scen w thrillerze
science-fiction Kontakt
przedstawia astronomkę Ellie Arroway (graną przez Jodie Foster)
siedzącą przed laptopem i wsłuchującą się w sygnał radiowy pochodzący
od obcych. Jej radioodbiornik to znajdująca się kilkaset metrów od niej
grupa ogromnych radioteleskopów Very Large Array.
Film przypomina nam, że sztuka czasem imituje życie.
50 lat temu, Frank Drake, wtedy 29-letni naukowiec
pracujący w Narodowym Obserwatorium Radioastronomicznym (National Radio
Astronomy Observatory), skierował 26-metrową antenę w źródło Tau
Ceti, gwiazdę podobną do Słońca znajdującą się w odległości 12 lat
świetlnych. Odbiornik nastawił na długość fali 21cm (1420MHz)
odpowiadającą emisji gazu wodorowego. Drake uważał, że będzie to
najlepsza częstotliwość do komunikacji wewnątrz galaktycznej. Na
rejestratorze zaobserwował wykres przedstawiający obiecujące
"zawijasy". Nowoczesne poszukiwania pozaziemskiej cywilizacji, czyli
SETI (search for extraterrestrial intelligence) właśnie się rozpoczęły.
Frank Drake nazwał swoje starania mianem Projekt Ozma,
na
cześć
księżniczki z książki dla dzieci "Ozma of Oz" (pol. "Dorota u króla
gnomów"). Drake w 1992 napisał w
swojej książce zatytułowanej "Czy ktoś tam jest?": "Nasza praca była
bezprecedensowa, oczywiście nikt z nas nie wiedział czego się
spodziewać. Nawet ja, z moim ogromnym entuzjazmem, nie mogłem założyć,
że naprawdę odbierzemy sygnał pozaziemskiej inteligencji."
Rzeczywiście, kilka godzin wsłuchiwania się w Tau Ceti nie przyniosło
efektu.
 |
| Fot.
W 1960 roku Darke użył tego 26-metrowego radioteleskopu w Green Bank w
Zachodniej Wirginii do przeprowadzenia projektu Ozma, pierwszych na
świecie systematycznych poszukiwań radiowych przekazów od obcych.
Źródło: NRAO |
Jednak, gdy Drake skierował antenę na swój drugi cel Epsilon
Eridani, zaobserwował, że pióro rejestratora wykonywało
gwałtowne wahania. Był
to silny, pulsujący sygnał. Dokładnie tego spodziewałby się od
pozaziemskiej cywilizacji starającej się zwrócić na siebie uwagę.
Ostatecznie okazało się to fałszywym alarmem, po tym jak dowiedziano
się, że odbiornik nieumyślnie podsłuchiwał tajny wojskowy
eksperyment...
Drake napisał o projekcie Ozma do Sky & Telescope
w
styczniu 1960 roku, na wiele miesięcy przed przeprowadzeniem
eksperymentu. Artykuł zatytułował "Jak można wykryć transmisję radiową
od odległego systemu planetarnego?". Opisuje w nim wiele założeń,
m.in. ile gwiazd posiada planety, na jak wielu z nich może
istnieć
inteligentne życie. Formalny ich opis nosi dziś nazwę równań
Drake'a.
Projekt SETI kontynuowany jest do dzisiaj. W 1999 roku powstała
internetowa wersja projektu SETI@home, w której
każdy z nas może wziąć udział. Wystarczy zainstalować program pobrany
ze strony SETI,
który będzie analizował dane pobrane przez radioteleskop w Arecibo w
poszukiwaniu sygnału z pozaziemskich cywilizacji. Program wykorzystuje
tylko wolną moc obliczeniową komputera, co oznacza, że włącza się
zamiast wygaszacza ekranu, wtedy kiedy nie używasz komputera.
Pierwsze i najczęstsze pytanie zadawane
poszukiwaczom z SETI
brzmi: "Czy odebrano już sygnał od pozaziemskiej cywilizacji?"
Odpowiadają: "Nie odebraliśmy jeszcze takiego potwierdzonego sygnału.
Gdybyśmy się udało, wiedzielibyście o tym." Pozostaje nam czekać na
informację.
19 kwietnia 2010
Źródło
| Magda Siuda
Wczesne
etapy życia gwiazdy neutronowej
 |
| Fot.
Kasjopea A
Źródło: X-ray: NASA/CXC/Southampton/W. Ho et al.; Ilustracja:
NASA/CXC/M.Weiss
|
Trwające
ostatnią dekadę obserwacje procesów chłodzenia zachodzących w jedenej z
najmłodszych znanych gwiazd neutronowych, dostarczyły nowych informacji
na temat budowy
wewnętrznej tych super-gęstych martwych gwiazd. Dr Wynn Ho
zaprezentował swoje najnowsze wyniki badań na spotkaniu
Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego w Glasgow w dniu 15 kwietnia.
Dr
Ho z Uniwersytetu
Southampton oraz dr Craig Heinke z Uniwersytetu Alberta w Kanadzie
dokonali, na podstawie danych uzyskanych z Rentgenowskiego
Obserwatorium Chandra w latach 2000 - 2009,
pomiarów temperatury
gwiazdy neutronowej znajdującej się w pozostałości po supernowej
Kasjopeja
A.
„Po
raz pierwszy w
historii astronomowie mogli obserwować przez dłuższy czas proces
chłodzenia się młodej gwiazdy neutronowej. Teleskop Chandra dał
nam możliwość pomiaru temperatury co około dwa lata przez
ostatnią dekadę i dzięki temu zaobserwowaliśmy spadek temperatury
w trakcie tego okresu o około 3%” powiedział dr Ho.
Gwiazdy
neutronowe
składają się głównie z neutronów ściśniętych przez siłę
grawitacji osiągając gęstość ponad milion miliona razy większej od
ołowiu. Stanowią one gęste jądra masywnych gwiazd, które
wyczerpały swoje paliwo jądrowe i zapadły się w wyniku eksplozji
supernowej. Wybuch supernowej Kasjopeja A , który najprawdopodobniej
miał miejsce w 1680 roku, podgrzał gwiazdę neutronową do
temperatury miliarda
stopni, która następnie ochłodziła się do
około dwóch milionów
stopni Celsjusza.
„Młode
gwiazdy
neutronowe chłodzą się poprzez emisję wysokoenergetycznych
neutronów – cząstek podobnych do fotonów, które nie
oddziaływują prawie w ogóle ze zwykłą materią i dlatego są
trudne do zarejestrowania. Ponieważ większość neutrin powstaje
głęboko we wnętrzu gwiazdy, możemy wykorzystać obserwacje zmian
temperatury do zbadania tego co się dzieje w jądrze gwiazdy
neutronowej. Struktura gwiazdy neutronowej determinuje w jaki sposób
zachodzi chłodzenie, więc nasze odkrycie pozwoli nam lepiej
zrozumieć budowę gwiazd neutronowych. Nasze obserwacje zmian
temperatury doprowadziły do odrzucenia niektórych z modeli
chłodzenia i dodatkowo dały nam możliwość poznania właściwości
materii, której nie można badać w ziemskich laboratoriach”
wyjaśnia dr Ho.
Początkowo
jądro gwiazdy
neutronowej chłodzi się gwałtowniej niż zewnętrzne warstwy. Po
okresie około kilkuset lat osiągana jest równowaga i całe wnętrze
chłodzi się w podobnym tempie. W wieku około 330 lat, gwiazd
neutronowa Kasjopeja A dochodzi właśnie do tego punktu
przejściowego. Jeżeli chłodzenie zachodzi wyłącznie poprzez
emisję neutrin, to spadek temperatury powinien być jednostajny. Dr
Ho i dr Heinke zaobserwowali stały trend spadkowy przez ostatnie 10
lat, lecz w 2006 roku nastąpiła gwałtowniejsza zmiana co
sugeruje, że mogą działać jeszcze inne procesy.
„Gwiazda
neutronowa mogła nie osiągnąć jeszcze fazy jednostajnego
chłodzenia, albo zaobserwowaliśmy działanie dodatkowego
mechanizmu. Nie wiemy czy przypadkiem wnętrze gwiazdy nie zawiera
bardziej egzotycznych cząstek np. kwarków albo innych stanów
materii - nadciekłej lub nadprzewodników. Mamy nadzieję, że
dalsze obserwacje pozwolą nam uzyskać lepszy obraz tego co się
dzieje we wnętrzu” mówi dr Ho.
18 kwietnia 2010
Źródło
| Hubert Siejkowski
55.
rocznica śmierci Alberta Einsteina
 |
Fot. Albert
Einstein
14 marca 1879, Ulm, Niemcy - 18 kwietnia 1955, Princeton, USA |
18
kwietnia mija 55 lat od śmierci jednego z największych fizyków
wszechczasów - Alberta Einsteina (1879 - 1955).
Albert
Einstein znany jest głównie jako twórca teorii względności,
choć
Nagrodę Nobla otrzymał w 1922 r. za wyjaśnienie efektu
fotoelektrycznego.
W 1905 r. Einstein, pracując jako urzędnik patentowy, ogłosił pracę „O
elektrodynamice ciał w
ruchu”, którą dziś znamy jako szczególna teorię względności. Jej
głównymi postulatami była stała
wartość prędkości światła oraz względność czasu i przestrzeni. W ujęciu
Hermana Minkowskiego, który był jego nauczycielem
na uniwersytecie w Zurychu, szczególna teoria względności przyjmuje
dużo prostszą i bardziej elegancką postać.
Będąc pod wrażeniem prac Minkowskiego Einstein zgłębiał tajniki
rachunku tensorowego
i w 1916 wygłasza a w 1917 r. w Sprawozdaniach Pruskiej Akademii
Nauk drukuje pracę „Kosmologiczne rozważania nad ogólną teorią
względności” - Kosmologische
Betrachtungen zur Allgemeinen Relativitätstheorie. [w:]
Sitzungsberichte der Königlich Preußischen
Akademie der Wissenschaften, Berlin.
Gdy czas i przestrzeń wypełnimy materią, wówczas
pojawia się grawitacja. Wprowadzenie materii powoduje odkształcenie
czasoprzestrzeni. Ogólna Teoria Względności mówi, że pole
grawitacyjne to krzywizna czasoprzestrzeni. Masa wytwarza pole
grawitacyjne i dzięki temu
odkształca czasoprzestrzeń.
Wiele lat później współpracownik Einsteina, John Archibald Wheeler,
ułożył popularne
powiedzenie: Space
tells matter how to move, matter tells space how to curve
– Przestrzeń mówi
materii jak się poruszać, materia mówi przestrzeni jak się zakrzywiać.
16 kwietnia 2010
Karolina
Zawada
Gum
19: mgławica "Dwie Twarze"
 |
| Fot. Gum 19
to region narodzin gwiazd w gwiazdozbiorze Żagla. Powyższy obraz to
efekt połączenia zdjęć uzyskanych teleskopem NTT w Chile na trzech
różnych długościach fal w zakresie podczerwonym. Przedstawiony obszar
ma rozmiar kątowy 4,7 minuty łuku. Kliknij na miniaturę, żeby zobaczyć
obraz o lepszej jakości. Źródło: ESO |
W roku 1955 australijski astrofizyk Colin
S. Gum opublikował katalog zawierający ponad 80 mgławic
nieba południowego, które świecą w
linii HII zjonizowanego wodoru. Jedna z mniej znanych, ale
chyba najciekawsza z tych mgławic, to Gum 19 w
gwiazdozbiorze Żagla ( Vela),
odległa od nas o około 22
tysiące lat świetlnych.
Nowy,
bardzo atrakcyjny obraz mgławicy Gum 19 został właśnie udostępniony
przez obserwatorów z Europejskiego Obserwatorium Południowego
(European Southern Observatory). Używając instrumentu Sofi
- kamery i spektrografu pracującego przy teleskopie NTT (New Technology
Telescope) w Chile - uzyskali oni obraz mgławicy na trzech długościach
fal sięgających aż do 2,2 mikrona. Choć mgławica Gum 19 jest słabo
widoczna w świetle widzialnym, to w podczerwieni dostrzec można jej
podwójną, niczym oblicze rzymskiego boga Janusa, strukturę.
Jasny, pionowy pas dzieli ją bowiem na dwie połowy: ciemną
i jasną. Jasna połowa to efekt podświetlenia mgławicy przez niebieskiego superolbrzyma
- gwiazdę znaną jako V391
Velorum. Nowe gwiazdy powstają zarówno tam, jak i w
ciemnych obłokach jej lewej połowy.
Gwiazda V391 Velorum, z temperaturą powierzchni sięgającą 30 tysięcy stopni Celsjusza,
wykazuje spory temperament. Jej jasność może ulegać nagłym zmianom,
przypuszczalnie w wyniku wyrzutów materii w otaczającą przestrzeń.
Gwiazdy o podobnej masie istnieją zwykle przez zaledwie 10 milionów
lat, zanim wybuchną jako supernowe.
Jak podaje ESO w swoim komunikacie
prasowym,
mgławica Gum 19 ukazuje w podczerwieni swój niesamowity, przypominający
rozdarcie czasoprzestrzeni, wygląd z wąskim, niemal pionowym
jasnym regionem przecinającym jej środek. Eksplozywny koniec życia
gwiazdy V391 Velorum zmieni zapewne na zawsze intrygujący obecnie
wygląd mgławicy Gum 19.
6 kwietnia 2010
Źródło
| Andrzej Gibiec
Słońce
znów aktywne
 |
| Fot. Zdjęcie
wykonane za pomocą sondy SOHO 19 marca przedstawia kilka
grup plam słonecznych, dwie duże protuberancje i kilka
mniejszych. Źródło: SOHO / ESA / NASA |
Plamy na Słońcu obserwowano już w
starożytności, jednak dopiero na początku XIX wieku niemiecki astronom Heinrich
Schwabe odkrył charakterystyczny cykl ich pojawiania się i
znikania na tarczy słonecznej. Kilka lat temu Słońce weszło w bardzo
głębokie minimum i ku zdziwieniu wielu astronomów pozostawało w nim
wyjątkowo długo. Na szczęście ostatnio na tarczy słonecznej obserwuje
się coraz więcej plam, które nieśmiało zwiastują nadchodzące maksimum.
Heinrich Schwabe wcale nie planował zaobserwować cyklu słonecznego,
szukał dodatkowej planety Układu
Słonecznego.
Planeta ta miała znajdować się wewnątrz orbity Merkurego, więc powinny
też być widoczne jej przejścia na tarczy słonecznej. Tylko regularne
obserwacje mogły odróżnić ową planetę od plamy słonecznej.
Schwabe prowadził swoje obserwacje przez ponad 40 lat,
jednak planety nie zaobserwował. Zauważył natomiast, że plamy słoneczne
pojawiają się i znikają w cyklu trwającym 10 lat.
(Dziś korzystając z większej liczby danych wiemy, że cykl wynosi
trochę ponad 11 lat).
Dopełnieniem tego odkrycia było kolejne odkrycie, tym razem dotyczące
ziemskiego pola magnetycznego. Otóż zauważono, że ziemskie pole
magnetyczne także wykazuje pewną zmienność, objawiającą się m.in.
przesuwaniem biegunów magnetycznych Ziemi oraz występowaniem rozległych
zórz polarnych. Cykl tej zmienności wynosił ok. 10,3 lat.
Ta niezwykła koincydencja uświadomiła astronomom, że pola magnetyczne
słoneczne i ziemskie nieustannie ze sobą oddziałują.
Głównym sprawcą cyklu słonecznego jest pole magnetyczne Słońca.
Na początku cyklu, w trakcie minimum, linie pola magnetycznego łączą
bieguny Słońca, tak jak południki geograficzne na Ziemi. Słońce poddane
jest działaniu tzw. rotacji różnicowej, co oznacza,
że nie obraca się jak bryła sztywna, tylko materia na równiku krąży
szybciej wokół osi rotacji niż materia na biegunach. Linie pola
magnetycznego są mocno połączone z materią, więc rotacja różnicowa
materii powoduje zapętlanie pola magnetycznego.
Plamy słoneczne to miejsca silnej
koncentracji takiego poplątanego pola magnetycznego. Są to obszary
chłodniejsze od otoczenia, dlatego obserwujemy je jako ciemniejsze.
Mają one rozmiary od tysiąca do nawet miliona kilometrów i niektóre z
nich możemy obserwować nawet przez kilka miesięcy. Słoneczne pole
magnetyczne manifestuje swoją obecność także poprzez tzw. protuberancje,
czyli pętle pola magnetycznego i materii wychodzące ponad brzeg tarczy
słonecznej. Wznoszą się one na tysiące kilometrów nad powierzchnią
Słońca i są najlepiej widoczne podczas całkowitych zaćmień Słońca.
W trakcie minimum Słońce jest spokojne, obserwuje się bardzo
mało plam lub wcale. Nowy cykl słoneczny rozpoczyna się wyjściem z tego
minimum. Aktualny cykl rozpoczął się w 1996 roku, więc należało
oczekiwać wyjścia z minimum w roku 2007 (11 lat później). Jednak nic
takiego nie nastąpiło. W roku 2008 aż przez 73% roku nie obserwowano
plam słonecznych, rok 2009 nie był lepszy. Można śmiało powiedzieć, że
minimum było bardzo długie.
Na szczęście rok 2010 przynosi nam odmienne obserwacje. Pojawiły się
już większe grupy plam słonecznych oraz protuberancje. Na stronie SOHO można na bieżąco obserwować
tarczę słoneczną i zjawiska zachodzące na Słońcu.
Jeżeli chodzi o obserwacje domowe, to przypominam, żeby nie patrzeć na
Słońce bezpośrednio przez teleskop czy lunetę, a najlepiej rzutować
obraz na ekran lub kartkę papieru.
30 marca 2010
Źródło
| Magda Siuda
Przepis
na Wszechświat
 |
| Fot.
Rekonstrukcja rozkładu ciemnej materii w polu
obserwowanym przez Teleskop Hubble'a na podstawie obserwcji
soczewkowania grawitacyjnego. Kolory pokazują skupiska masy (niebieskie
- bliższe, czerwone - położone dalej).
Źródło: NASA / ESA / P. Simon / T. Schrabback |
Wyniki obserwacji z Teleskopu Kosmicznego Hubble'a dotyczące kształtu i
rozkładu galaktyk we Wszechświecie potwierdzają, że Wszechświat
zdominowany jest przez ciemną energię i zimną ciemną materię.
Wedle obecnej wiedzy przepis na Wszechświat wygląda następująco:
- 73% ciemnej energii
- 23% ciemnej materii niebarionowej
(egzotyczne cząstki)
- 4% ciemnej materii barionowej (brązowe
karły?, gaz międzygwiazdowy?)
- <1% materii świecącej barionowej
(gwiazdy, mgławice)
Głównym
składnikiem Wszechświata okazuje się być zatem tajemnicza ciemna
energia,
stanowiąca aż 73% jego zawartości! Nawet wielcy myśliciele tego świata
nadal nie wiedzą czym ona jest; jednak dzięki kluczowym
obserwacjom wykonanym przez sondę WMAP ( Wilkinson Microwave Anisotropy Probe) wiadomo, że
istnieje ona na pewno.
Nie ma także
zgody co do natury ciemnej materii, która, choć niewidoczna, stanowi
większą część masy galaktyk! Wiadomo tylko, że nie jest to dobrze nam
znana materia
złożona z protonów, neutronów i elektronów.
 |
| Fot.
Porównanie map rozkładu masy: obserwacje z Hubble'a (po lewej), wyniki
symulacji z dominującą ciemną energią (w środku) i wyniki symulacji z
dominującą ciemną materią (po prawej). Widać, że model z dominującą
ciemną energią najlepiej pasuje do obserwacji z Hubble'a.
Źródło: NASA / ESA / J. Hartlap / P. Simon / T. Schrabback |
Powyższy
przepis na Wszechświat potwierdziły właśnie
najnowsze wyniki obserwacji z Teleskopu Kosmicznego Hubble'a ogłoszone
przez zespół astronomów pod
przewodnictwem Tima Schrabbacka (Obserwatorium z Leiden). Odległe
galaktyki wyglądają na zniekształcone z powodu zakrzywiania i
soczewkowania promieni świetlnych przez grawitację niewidocznej ciemnej
materii, której skupiska znajdują się na drodze widzenia. Astronomowie
wykorzystali to zjawisko i zbadali rozkład
masy we Wszechświecie do bardzo dużych odległości. Przeanalizowano dane
194
tysięcy galaktyk o przesunięciach ku czerwieni do z = 5,
czyli
takich, które istniały gdy Wszechświat miał zaledwie 1 miliard lat po
Wielkim Wybuchu! Uzyskane wyniki zgodne są z modelem kosmologicznym
Lambda CDM ( Lambda
Cold
Dark
Matter),
według którego Wszechświat zdominowany jest przez tajemniczą ciemną
energię i zimną, ciemną materię. Obserwacje przeprowadzono w ramach
programu COSMOS (Cosmic Evolution Survey), a przedstawione wyniki
ukazały się ostatnio na łamach czasopisma Astronomy & Astrophysics.
28 marca 2010
Źródło
| Andrzej Gibiec
Niesymetryczne
dyski materii gwiazdowej ułatwiają czarnym dziurom pożeranie gazu
 |
| Fot.
Wizja artystyczna przedstawiająca jądro galaktyki Andromeda. Czerwony
obszar to dysk starszych gwiazd, niebieski to dysk młodych gwiazd.
Czarna kropka we wnętrzu niebieskiego obszaru to supermasywna czarna
dziura. Niesymatryczny dysk starych gwiazd może być pozostałością po
dysku, który pomagał czarnej dziurze zasysać wirujący gaz. Źródło: A.
Field, NASA, ESA. |
Astronomowie uzyskali odpowiedź na pytanie jak supermasywne czarne
dziury w centrach większości galaktyk pożerają gaz ze swojego
otoczenia. Nowe badania wyjaśniają, że gwiazdy ciągną ze sobą rotujący
gaz w kierunku centrum galaktyki, powodując, że znajduje się on
wystarczająco blisko by być zassanym przez czarną dziurę.
Supermasywne czarne dziury bardzo silnie przyciągają otaczającą je
materię, jednak astronomowie nie byli pewni jak tym astrofizycznym
bestiom udaje się przyciągać aż tak duże ilości gazu jakie rzeczywiście
pochłaniają. Cały problem polega na tym, że szybko wirujący gaz,
krążący wokół czarnej dziury, posiada duży moment pędu,
który powoduje powstawanie siły odśrodkowej. Siła
odśrodkowa spowalnia lub wstrzymuje materię, tak by nie wpadła w
otchłań czarnej dziury.
Generalnie czarne dziury z łatwością połykają gaz, który znajduje się w
odległości mniejszej niż 1/3 roku świetlnego od
centrum galaktyki. Wynika to z faktu, że czarne dziury posiadają pole
magnetyczne, które spowalnia rotację gazu i umożliwia jego spadek na
powierzchnię. Na dużych odległościach, około 30-300 lat
świetlnych od centrum, kolizje z innymi galaktykami i
grawitacyjne oddziaływanie materii wewnątrz galaktyki powoduje
powstawanie zaburzeń, które kierują gaz ku centralnej czarnej dziurze.
Jednak nadal istnieje przedział pośrednich odległości, od 1
do 30 lat świetlnych od centrum, w którym, wydaje się, że nic
nie powoduje zmniejszenia ruchu rotacyjnego materii i jej opadania na
czarną dziurę.
Tu właśnie pojawiają się nowe symulacje wykonane przez Philipa Hopkinsa
i Eliota Quataerta z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Ich
modele pokazują, że gaz i gwiazdy, znajdujące się w pośrednich
odległościach od supermasywnej czarnej dziury, tworzą niesymatryczne
dyski, których środki znajdują się po przeciwnych stronach
czarnej dziury. Dyski te są przesunięte względem siebie, co sprawia, że
gwiazdy oddziałują z gazem, zmieniają jego ruch i przybliżają go do
czarnej dziury.
To rozwiązanie zagadki jest na razie tylko teoretyczne. Jednak
astronomowie przypominają, że w galaktykach posiadających supermasynwe
czarne dziury zaobserwowano niesymatryczne dyski starszych gwiazd.
Przykładem takiej galaktyki jest podobna do Drogi Mlecznej - galaktyka
Andromedy.
Hopkins i Quataert sugerują, że te niesymetryczne dyski są
skamieniałościami po dyskach materii gwiazdowej, jakie generowane są
przez ich modele. W swojej młodości, dyski te pomagały kierować gaz ku
czarnym dziurom.
W praktyce bardzo trudno jest zaobserwować takie niesymatryczne dyski,
ponieważ znajdują się one stosunkowo blisko czarnych dziur, które w
swoim otoczeniu generują ogromne ilości promieniowania. Jednak
poszukiwanie dysków może być też nowym sposobem na szukanie
supermasywnych czarnych dziur w centrach galaktyk, w których ich
jeszcze nie zaobserwowano.
7 marca 2010
Źródło
| Magda Siuda
Historyczne
artykuły on-line nadal on-line

Na stronie
http://trailblazing.royalsociety.org/ Royal Society
udostępniła kilkadziesiąt historycznych artykulów z lat 1650-2005 z
zakresu astronomii,
fizyki, chemii, biologii. Wciąż
dostępne.
5 marzec 2010
Toruń
-
Pokaz nieba z okazji 537 rocznicy urodzin Kopernika - relacja

Przedstawiamy fotoreportaż z pokazu nieba na toruńskiej starówce z
okazji 537 rocznicy urodzin Mikołaja Kopernika, zorganizowanego 20
lutego 2010 roku przez grupę "Pokazy nieba w Toruniu".
1 marzec 2010
Źródło
| Marcin
Gładkowski
Pole
magnetyczne kontroluje dietę masywnych gwiazd
 |
| Fot. Wizja
artysty przedstawiająca młodą masywną gwiazdę Cefeusz A HW2. Wąskie
dżety promieniowania wychodzą z młodej gwiazdy, która jest ukryta
wewnątrz otaczającego ją dysku pyłu i większego dysku gazu. Białe linie
przedstawiają trójwymiarową strukturę pola magnetycznego, wzdłuż której
materia spada na wolno rotujący dysk. Źródło: Tobias Maercker.
|
Grupa astronomów, której przewodniczy Wouter Vlemmings z Uniwersytetu w
Bonn w Niemczech, wykorzystała sieć radioteleskopów MERLIN
należącą do Obserwatorium Jodrell Bank w Wielkiej
Brytanii, aby pokazać, że pole magnetyczne odgrywa istotną rolę w
trakcie narodzin masywnych gwiazd. Do tej pory odkryto, że pole
magnetyczne silnie wpływa na mało masywne gwiazdy, takie jak nasze
Słońce. Nowe wyniki pokazały, że sposób tworzenia się bardzo masywnych
i mało masywnych gwiazd może być podobny.
Masywne gwiazdy, których masa jest
co najmniej 8 razy większa od masy Słońca, są kluczowe dla tworzenia
innych gwiazd, planet, a nawet życia. Występują one rzadko, ale
znacząco wpływają na skład i ewolucję materii międzygwiazdowej w
galaktyce i są odpowiedzialne za produkcję ciężkich pierwiastków,
takich jak żelazo. Jednak nadal nie udało się znaleźć odpowiedzi na
pytanie: jak masywne gwiazdy się tworzą? Rola pola magnetycznego w tym
procesie była tematem debaty. Wielu naukowców uważało, że
promieniowanie i turbulencje mogą odgrywać bardziej znaczącą rolę.
Oznaczałoby to, że formowanie masywnych gwiazd wyraźnie różniłoby się
od formowania gwiazd o mniejszej masie, jak na przykład Słońce.
Vlemmings'owi i jego współpracownikom po raz pierwszy udało się
zaobserwować trójwymiarową strukturę pola magnetycznego wokół dysku
masywnej, nowo powstałej gwiazdy (protogwiazdy) Cefeusz A HW2.
Cefeusz A znajduje się w odległości 2300 lat świetlnych od Słońca i
jest najbliżej położonym regionem, w którym tworzą się masywne gwiazdy.
Wcześniejsze obserwacje ujawniły istnienie dysku, z którego gaz spływa
na protogwiazdę HW2. Astronomowie zauważyli także, że pole magnetyczne
jest tam regularne i silne, co oznacza, że kontroluje ono przepływ
materii przez dysk do rosnącej gwiazdy.
"Nasza nowa technika pozwala nam po raz pierwszy zmierzyć trójwymiarową
strukturę pola magnetycznego wokół masywnej protogwiazdy. Widzimy, że
struktura ta jest zadziwiająco podobna do tej, jaką według nas, mają
dużo mniejsze gwiazdy." - mówi Huib Jan van Langevelde z Joint
Institute for Very Long BaseIine Interferometry in Europe (JIVE).
Aby wyznaczyć strukturę pola magnetycznego astronomowie wykorzystali
obserwacje wykonane za pomocą sieci teleskopów MERLIN
na falach radiowych (o długości fali 5cm) wzmocnionych przez molekuły
metanolu. Te molekuły to najprostsze związki alkoholu.
Znaleziono je w regionach otaczających dysk wokół HW2, których rozmiary
dziesięciokrotnie przewyższają rozmiary Układu Słonecznego. Regiony
takie nazywamy maserami, ponieważ wzmacniają mikrofalowe promieniowanie
w taki sam sposób w jaki laser wzmacnia promieniowanie widzialne.
Pomimo tego, że pole magnetyczne pozostawia tylko mały ślad na sygnale
pochodzącym z molekuł metanolu to wzmocnienie jest na tyle silne, że
możemy je badać.
Nowe obserwacje będą podstawą jednego z pierwszych naukowych projektów
przeprowadzonych za pomocą nowej sieci teleskopów e-MERLIN.
e-MERLIN to udoskonalenie sieci
MERLIN, dzięki któremu stanie się ona 10 razy bardziej czuła. Projekt,
na którego czele stoi m.in. Vlemmings, będzie wykorzystywał
unowocześnioną sieć do odkrywania pól magnetycznych i bezpośredniego
otoczenia wielu masywnych protogwiazd w różnym wieku.
27 luty 2010
Źródło
| Magda Siuda
Prom
kosmiczny Endeavour wylądował na Florydzie!
 |
 |
| Fot.
ISS i Moduł Tranquility. Źródło: NASA. |
Prom kosmiczny Endeavour wylądował przy Centrum Lotów Kosmicznych im.
Kennedy'ego na Florydzie po swojej ostatniej wizycie na Międzynarodowej
Stacji Kosmicznej (ang.
International Space Station - ISS).
Dwutygodniowa misja zakończyła tym samym proces budowy ISS.
Sześcioosobowa załoga promu Endeavour zainstalowała
moduł Tranquility,czyli przestronne pomieszczenie wyposażone w kopułę
widokową. Oddanie do użytku modułu Tranquility
oznacza zakończenie prac nad budową Stacji ze strony USA.
Projekt o budżecie 100 miliardów dolarów, angażujący pięć agencji
kosmicznych, jest teraz niemal ukończony po ponad 10. latach budowy na
wysokości 340 kilometrów nad powierzchnią Ziemi. Gdy załoga promu
Endeavour spotkała się z kolegami
ze Stacji, dowódca stacji Jeffrey
Williams pogratulował astronautom udanej instalacji modułu
Tranquility:
"Będziemy podziwiać widoki. Chciałbym żebyście mogli zostać trochę
dłużej i poobserwować razem z nami" - powiedział.
Kolejne cztery misje wahadłowców odbędą się w przeciągu
siedmiu miesięcy celem dostarczenia sprzętu i zapasów na Stację.
Następnie flota promów kosmicznych odejdzie na
emeryturę. Jedna z
ostatnich misji wyniesie minimoduł dla Rosjan. Inna zaś dostarczy
sprzęt eksperymentalny, w tym spektrometr o nazwie Alpha Magnetic
Spectrometer. Ostatnie
misje wahadłowców wyniosą na Stację wszystkie te przedmioty, które są
za duże dla automatycznych statków transportowych. Po zakończeniu misji
wahadłowców zadanie transportu astronautów przejmą rosyjskie statki Sojuz
do czasu, aż Amerykanie nie wyprodukują nowej, własnej floty
transportowej.
Dane modułu Tranquility i kopuły widokowej:
- kluczowy moduł łączący i wspomagający
inne moduły
- posiada wiele portów dokujących dla
przybywających statków lub, w przyszlości, dla kolejnych
modułów
- rozmiary modułu: 7.0 x 4.6
metra, masa: 14 ton
- posiada zaawansowany system
podtrzymywania życia z
możliwością oczyszczania powietrza
- zainstalowana kopuła widokowa to idealne
miejsce do
sterowania specjalnym ramieniem roboczym
- moduł nosi nazwę Morza Spokoju (Sea of
Tranquility) na
cześć miejsca lądowania misji Apollo 11 na Księżycu
26 luty 2010
Źródło
| Andrzej Gibiec
Pierwsze
ważne dane z interferometru LOFAR

|
| Fot. Nowe
mapy uzyskane przez LOFAR w porównaniu do map radiogalaktyki 3C61.1
zaobserwowanej przez inne radioteleskopy. Mapa VLSS na 74 MHz została
wykonana przez Very Large Array (VLA), USA, Credits: Leahy &
Perley (1991, AJ, 102, 537). Mapa przeglądu WENSS jest dziełem innego,
starszego interferometru radiowego z Holandii - Westerbork Radio
Telescope. Wspomniane w tekście "hot spoty" (ang. "gorące plamy") to
dwa skrajne, bardzo jasne obszary, widziane w prawej częsci obrazu
(Copyright: Reinout van Weeren/ASTRON).
|
Mamy pierwsze szczegółowe mapy
radiowe wykonane przy pomocy sieci interferometrycznej LOFAR!
W grudniu 2009 przeprowadzono w Holandii (ASTRON) kompleksowe,
sześćdziesięciogodzinne obserwacje radiogalaktyki aktywnej 3C61.1.
Na obecnym etapie budowy interferometru
wykorzystano 16 stacji centralnych oraz 4 stacje zdalne (o dużych
bazach interferometrycznych w stosunku do centrum dowodzenia projektem.)
Podstawowym celem projektu LOFAR
jest systematyczne badanie nieba na niskich częstotliwościach
(kilkanaście do dwustu MHz) przy użyciu rozmieszczonych w całej Europie
stacji. Pojedyncza stacja sieci LOFAR
to odbiornik złożony z kilkudziesięciu niewielkich, stosunkowo prostych
technicznie anten. Zbiór takich stacji działa na zasadzie klasycznej
interferometrii - sygnał odbierany przez należące do danej stacji
anteny jest przetwarzany na impulsy elektryczne i przy pomocy wysoko
przepustowego łącza wysyłany do dedykowanego superkomputera, gdzie
następnie koreluje się go z uzyskanymi w tym samym czasie sygnałami,
odebranymi przez inne stacje. Jeśli stacje sieci są wystarczająco
odległe od siebie, można tym sposobem uzyskać mapy ciał niebieskich
wielokrotnie przewyższające zdolnością rozdzielczą obrazy tych samych
obiektów zmierzone przy pomocy największych nawet, pojedynczych
radioteleskopów.
Redukcję uzyskanych w ten sposób danych dla 3C61.1
rozpoczęto od automatycznego usunięcia interferencji radiowych. Model
kalibracyjny składał się z dwóch tzw. źródeł punktowych,
reprezentujących dwa "hot spoty" radiogalaktyki aktywnej. Efekt - końcowa
mapa radiowa - ma bardzo dużą zdolność rozdzielczą (9.7 na
9.4 sekund łuku.) Mapa została wykonana na podstawie zaledwie jednego
pasma częstotliwości - na 173 MHz. Jest to oczywiście zaledwie
niewielki ułamek wszystkich danych zebranych przez interferometr
podczas trwania obserwacji.
23 luty 2010
Źródło
| Elzbieta
Kuligowska
Nowa
mapa Plutona: nieoczekiwana zmienność

|
| Fot.
Zmienność atmosfery Plutona na skutek jego ruchu wokół Słońca. Zdjęcia
wykonane w latach 2002-2003 przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a. Źródło:
NASA
|
Teleskop Hubble'a w
latach 2002 - 2003 wykonał liczne zdjęcia powierzchni Plutona.
Zdjęcia te zostały niedawno skompilowane do najbardziej aktualnejmapy
tej karłowatej planety. Widać na niej wyraźnie, że Pluton, mimo że jest
jedynie malutkim, lodowym globem na obrzeżach Układu Słonecznego,
podlega sezonowym zmianom. Zdjęcia przedstawiają
poczerwienienie części planety oraz znaczne pojaśnienie jej północnej
półkuli, oświetlanej przez Słońce. Zmiany te są najprawdopodobniej
rezultatem sublimacji powierzchniowej warstewki lodu
na aktualnie oświetlanym biegunie planety oraz, odpowiednio,
zamarzaniem cieczy na biegunie przeciwległym, podczas długiego,
trwającego 248 ziemskich lat roku na Plutonie.
Pluton, który jest planetą szczególnie
popularną wśród społeczności
nienaukowej, od początku był trudny do zbadania ze względu na swoje
niewielkie rozmiary w połączeniu z ogromnym dystansem dzielącym go od
Ziemi. Teleskop Hubble'a pokazał nam teraz zmiany na powierzchni
planety o rozmiarach rzędu setek mil. To nie wystarcza do zrozumienia
geologii Plutona, jednak pozwala już wyciągnąć pewne wnioski o jego
budowie. Zmienne kolory powierzchni planety zdają się wynikać ze
zjawiska rozbijania obecnego na niej metanu przez ultrafioletowe
promieniowanie słoneczne. Proces ten powoduje, że możemy bezpośrednio
zaobserwować pozostałe po nim, bogate w węgiel, czerwonawe
plamy.
Nowe mapy Plutona dowodzą zatem, że planeta ta nie jest bynajmniej
tylko "nudną kulą śniegu i skał", a dynamicznym światem z
szybkozmiennąą atmosferą. Zmienność pór roku na Plutonie
jest bardziej skomplikowana niż w przypadku Ziemi, m.in. za sprawą
znacznej eliptyczności jego orbity (podczas gdy orbita ziemska jest w
przybliżeniu kołowa.) Lato na Plutonie przychodzi szybciej na półkuli
północnej, ponieważ planeta porusza się wówczas szybciej w swym roku
okrężnym wokół Słońca - jest wtedy bowiem w przysłonecznym
ognisku elipsy.
10 luty 2010
Źródło
| Elzbieta
Kuligowska
Odległe
galaktyki odkrywają tajemnice ciemnej materii

|
| Fot. Zdjęcie
przedstawia rozkład galaktyk obserwowany przez
Kosmiczny Teleskop Hubble'a. Kolory odpowiadają odległościom galaktyk.
Różowe kontury przedstawiają emisję rentgenowską zaobserwowaną przez
satelitę XMM-Newton. Źródło: ESA
|
Aby zważyć Wszechświat naukowcy używają dwóch rodzajów kosmicznych
skali: jedną do mierzenia zwykłej materii i drugą do dedukowania ile
niewidzialnej materii znajduje się w pozostałych obszarach.
Nowe obliczenia opierają się na obserwacjach małych i odległych grup
galaktyk, które zawierają w sobie oba rodzaje materii. Co
najważniejsze, te odległe gromady galaktyk mają w przybliżeniu taką
samą proporcję ciemnej materii do zwykłej co skupiska galaktyk
znajdujące się bliżej nas.
Ciemna materia nie oddziałuje ze
światłem, więc nie możemy jej zaobserwować, ale możemy zauważyć jej
grawitacyjny wpływ na zwykłą materię. Astronomowie mierzą ilość ciemnej
materii w galaktyce za pomocą tzw. soczewkowania
grawitacyjnego. Jest to zjawisko przewidziane przez Ogólną
Teorię Względności Einsteina, które powoduje zmianę kierunku
rozchodzenia się promieni świetlnych poruszjących się w
czasoprzestrzeni zakrzywionej przez obiekty o dużej masie. Tak więc
grupa masywnych galaktyk będzie zakrzywiała czasoprzestrzeń wokół
siebie, powodując ugięcie światła przechodzącego przez gromadę. W
naszych teleskopach zaobserwujemy zniekształcony obraz źródła światła.
Na podstawie zniekształcenia można określić ile masy znajduje się w
gromadzie.
Następnie astronomowie liczą ilość zwykłej materii znajdującej się w
gromadzie, na podstawie jej zdjęcia wykonanego w zakresie
rentgenowskim. Promieniowanie X pochodzi tylko ze zwykłych gwiazd i
gazu, które tworzą tę gromadę.
Porównując ze sobą dwie otrzymane wartości - całkowitą masę i masę
zwykłej materii - astronomowie otrzymują relację masa-jasność.
Do tej pory relacja masa-jasność została policzona dla bliskich, dużych
gromad galaktyk, jednak nie było wystarczająco dobrych danych w
zakresie X dla bardziej odległych, mniejszych gromad.
Astronomowie wykorzystali obserwacje z satelity XMM-Newton i Chandra, a
także Kosmicznego Teleskopu Hubble'a. Za pomocą zdjęć o wysokiej
rozdzielczości udało się zebrać brakujące dane. Naukowcy odkryli, że
stosunek ciemnej materii do zwykłej dla bliskich gromad dominuje także
w odległych i mniejszych gramadach galaktyk.
Nowe odkrycie może rzucić także trochę światła na inną tajemnicę
Wszechświata - ciemną energię. Jest to tajemnicza
siła, która powoduje coraz szybsze rozszerzanie się wszechświata.
"Chcemy zrozumieć właśności ciemnej energii" mówi Alexie Leauthaud z
Lawrence Berkeley National Laboratory w Berkeley. "Jednym ze sposobów
jest zliczenie ile struktur powstało z danej ilości ciemnej materii".
Ogólnie ciemna energia działa na przekór grawitacji. Grawiatacja
przyciąga masy do siebie, powoduje, że gromadzą się i
kondensują w
mniejszej przestrzeni, natomiast ciemna energi działa odwrotnie. Ta
siła
wszystko rozciąga, sprawiając, że wszystko oddala sie od siebie
nawzajem ze wzrastajacą prędkością.
Kiedy zgromadzi się wystarczajaco dużo masy by stworzyć
galaktykę, oznacza to, że grawitacja wygrała, przezwyciężając
ciemną energię. Im
więcej astronomowie będą wiedzieli na temat tworzenia struktur we
wszechświecie, tym lepiej zrozumieją jak daleko działa ciemna energia.
5 luty 2010
Źródło
| Magda Siuda
Wiatry
supernowej kształtują galaktyki

|
| Symulacje
przedstawiające różne etapy powstawania galaktyki karłowatej,
zawierające ciemną materię i wiatry supernowej. Końcowy kształt
galaktyki odpowiada obserwacjom. Źródło: F. Governato |
Symulacje przedstawiające wybuchającą
gwiazdę pokazują jak ściskana jest materia w trakcie formowania gwiazd.
Po wielu latach prób poprawnego budowania galaktyk astronomowie
odkryli, że odpowiedź leży w wiatrach gwiazdowych, konkretnie w wiatrach
supernowych.
Najnowsze symulacje komputerowe pokazały, że wiatry generowane przez
supernowe (eksplozje bardzo masywnych gwiazd) mogą wypychać
gwiazdy z centrum galaktyk karłowatych. Te symulację
przedstawiają rozkład nie tylko zwykłej materii, ale także niewidzialnej
ciemnej materii, który dokładnie odpowiada obserwacjom
rozkładu materii w galaktyce karłowatej.
Wcześniejsze próby modelowania formowania galaktyk opierały się na
teorii zimnej ciemnej materii, według której niewidzialna materia
stanowi 85% masy Wszechświata.
Ta teoria sprawdzała się w wyjaśnianiu globalnych własności wielu
galaktyk, jednak model ten zawodził przy odtwarzaniu pewnych
indywidualnych cech.
W tych symulacjach powstawały galaktyki,
których
jądra były przepełnione
ciemną materią, a gwiazdy były dookoła sferycznie rozłożone, co nie
odpowiada rzeczywistej budowie galaktyk karłowatych. Galaktyki te to
mało masywne
obiekty ze stosunkowo równomiernie rozłożoną materią gwiazdową. Jest to
najbardziej popularny typ galaktyk w sąsiedztwie Drogi Mlecznej.
Wcześniejsze modele formowania galaktyk
zawierały uproszczony opis
formowania gwiazd albo nie zawierały go wcale. "Nasze symulacje
osiągnęły taką dokładność, która umożliwia wyróżnienie indywidualnych
regionów formowania gwiazd - gęstych chmur gazu o masie odpowiadającej
100 000 Słońc" - mówi Fabio Governato z Uniwersytetu Waszyngtońskiego w
Seattle. Obszary formowania się gwiazd znajdują się w centrum
galaktyki, a ponieważ masywne gwiazdy żyją krótko, to wybuch supernowej
następuje w tym samym regionie, w którym gwiazda się narodziła. W
związku z tym wiatry supernowej są także skoncentrowane w
centrum galaktyki.
Zespół Governato pokazał, że wiatry supernowej są na tyle silne, że
potrafią wypychać gwiazdy i obszary formacji gwiazd z jądra galaktyki
karłowatej. Ciemna materia oddziałuje grawitacyjnie, ale jest odporna
na działanie wiatrów. Kiedy gwiazda opuszcza jądro galaktyki, ciemna
materia odczuwa mniejsze przyciąganie i rozchodzi się na zewnątrz.
Symulacje uwzględniające wiatry supernowej
jednocześnie zmniejszają
gęstość ciemnej materii w jądrze i pozbywają się sferycznego rozkładu
gwiazd wokół jądra, co odpowiada budowie obserwowanych galaktyk
karłowatych.
Udane symulacje wiatrów supernowych
pomagają w zrozumieniu procesu
formowania gwiazd, ponieważ supernowe eksplodują blisko
obszarów,
gdzie rodzą się masywne gwiazdy.
27 styczeń 2010
Źródło
| Magda Siuda
Tajemnicza
kosmiczna wstęga na skraju Układu Słonecznego wyjaśniona?

|
| Mapa całego
nieba wykonana przez satelitę IBEX pokazuje zaskakującą jasną kosmiczna
wstęgę emisji pochodzącej z brzegu naszego Układu Słonecznego. Źródło:
Southwest Research Institute (SwRI). |
Tajemnicza kosmiczna wstęga zaobserwowana na skraju Układu Słonecznego
okazuje się być efektem odbicia cząstek wyrzucanych ze Słońca.
Kosmiczna
wstęga - długi pas emisji wysokoenergetycznych cząstek -
została po raz
pierwszy zaobserwowana przez satelitę NASA o nazwie IBEX (Interstellar
Boundary Explorer). Zadaniem tego satelity było badanie obszaru
granicznego pomiędzy naszym Układem Słonecznym a resztą
Galaktyki.
Początkowo odkrycie kosmicznej wstęgi było dla naukowców "szokującym
rezultatem". Obecnie jednak naukowcy uważają, że ta przedziwna
struktura znalazła swe wyjaśnienie.
Jacob Heerikhuisen,
heliofizyk z University of Alabama w Huntsville współpracujący z NASA,
uważa, że kosmiczna wstęga to efekt odbicia. Heerikhuisen
twierdzi, że jest "to miejsce, gdzie cząstki
wiatru słonecznego ulatujące w przestrzeń międzygwiazdową zostają
odbite wstecz do Układu Słonecznego przez galaktyczne pole
magnetyczne".
Słońce emituje strumień naładowanych cząstek
zwany wiatrem słonecznym. Cząstki te podróżują do granic Układu
Słonecznego, gdzie napotykają silne pole magnetyczne Galaktyki, które
odbija je z powrotem.
"To istotne odkrycie" - uważa Arik Posner,
naukowiec pracujący przy projekcie IBEX w siedzibie głównej NASA w
Waszyngtonie, D.C. "Przestrzeń międzygwiazdowa zaraz poza granicami
Układu Słonecznego to generalnie niezbadane terytorium. Wiemy
teraz, że tuż za rogiem istnieć może silne, uporządkowane pole
magnetyczne", dodaje.
IBEX został wystrzelony w październiku
2008 roku w celu monitorowania nadlatujących cząstek neutralnych atomów
pochodzących z obszaru granicznego pomiędzy Układem Słonecznym, a
przestrzenią poza nim, znajdującego się miliardy kilometrów stąd.
Zaobserwowana
wstęga jest ogromna i rozciąga się na całe niebo, sugerując równie
potężne rozmiary kryjącego się za nią pola magnetycznego. Struktura ta
nie emituje światła, lecz stanowi źródło energetycznych cząstek, które
wykrywa satelita IBEX.
Nie ma jeszcze pełnej zgody co do
wyjaśnienia tego zjawiska. Niemniej, jeśli to prawda, to kształt wstęgi
mówi nam coś na temat orientacji samego pola magnetycznego w naszej
części Galaktyki.
Układ Słoneczny porusza się przez region
naszej Drogi Mlecznej pełen promieni kosmicznych i chmur
międzygwiazdowych. Pole magnetyczne naszego Słońca, rozciągnięte przez
wiatr słoneczny do wielkiego bąbla, zwanego heliosferą, w
znacznym
stopniu chroni nas przed tym nieprzyjaznym środowiskiem. Niemniej
jednak sam ochronny bąbel
narażony jest na wpływ pól zewnęrznych. Przykładowo silne pole
magnetyczne zaraz za granicą naszego Układu Słonecznego może wywierać
ciśnienie na heliosferę i oddziaływać z nią na niepoznane jeszcze
sposoby.
IBEX kontynuuje obserwacje kosmicznej wstęgi. Być może
uda się zobaczyć zmianę jej kształtu co pozwoliłoby lepiej poznać
sposób w jaki oddziałujemy z naszym galaktycznym otoczeniem.
Odkrycie zostało opublikowane w styczniowym 10. wydaniu czasopisma
Astrophysical Journal Letters.
26 styczeń 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Gigantyczna
pętla magnetyczna w układzie podwójnym

|
| Artystyczna
wizja układu Algloa, na którą nałożono siatkę z rzeczywistymi
obserwacjami radiowymi. Źródło: Peterson et al., NRAO/AUI/NSF |
Astronomowie
odkryli
ogromną pętlę magnetyczną, która wydostaje się z
powierzchni
gwiazdy należącej do słynnego układu
Algola. Naukowcy mogli
zaobserwować to niesamowite zjawisko dzięki wykorzystaniu
międzynarodowej sieci radioteleskopów, przybliżając nas tym samym do
wyjaśnienia natury tego obiektu.
„Po
raz pierwszy
zaobserwowaliśmy takie zjawisko w strukturze pola magnetycznego
gwiazdy innej niż Słońce” komentuje odkrycie William Peterson z
Uniwersytetu Iowa.
Układ
podwójny Algola
znajduje się w odległości 93 lat świetlnych od Ziemi i składa
się z gwiazdy o masie trzy raz większej niż Słońce oraz
małomasywnego towarzysza. Orbita tego układu wynosi około 10
miliona kilometrów, co stanowi jedynie 6% odległości między
Ziemią a Słońcem. Zaobserwowana pętla magnetyczna wydostaje się
z biegunów gwiazdy małomasywnej i znajduje się na półkuli, która
w trakcie ruchu orbitalnego gwiazdy jest stale zwrócona w stronę
większego towarzysza.
Naukowcy
wykonali mapę
tego układu dzięki wykorzystaniu międzykontynentalnej sieci
radioteleskopów, w skład której wchodzą interferometr
wielkobazowy Very Long Baseline Array, Very Large Array, teleskop
Green Bank oraz niemiecki radioteleskop w Effelsbergu. Wymienione
teleskopy posłużyły do stworzenia mapy o bardzo dobrej
rozdzielczości oraz wysokiej czułości, która pozwala na detekcję
słabych sygnałów radiowych. System złożony z tych teleskopów
nazwano High Sensitivity Array (ang. Sieć o Wysokiej Czułości).
Algol
jest widoczny gołym
okiem w gwiazdozbiorze Perseusza. Dla obserwatorów z Ziemi gwiazdy
regularnie przechodzą przez tarczę towarzysza powodując zauważalne
zmiany jasności. Okres orbitalny tego układu wnosi około 3 dni, co
sprawia, że jest bardzo popularny wśród amatorów obserwacji.
Zmiany jasności tego układu zostały odkryte przez włoskiego
astronoma w 1667 roku, lecz dopiero w 1889 roku potwierdzono
hipotezę, że jest to podwójny układ zaćmieniowy.
Najnowsze
odkrycie pętli
magnetycznej pomoże wyjaśnić zjawiska widoczne w poprzednich
obserwacjach Algola w zakresie rentegnowskim i radiowym. Dodatkowo
przypuszcza się, że tego typu pętle magnetyczne mogą występować
w innych układach podwójnych.
24 styczeń 2010
Źródło
| Hubert Siejkowski
Po
raz pierwszy zarejestrowano widmo egzoplanety

|
| Fot. Widmo
planety krążąxej wokół HR 8799. Źródło: ESO/M. Janson |
Badając
potrójny układ planetarny, będący
powiększoną wersją
naszego Układu Słonecznego, astronomowie uzyskali pierwsze,
bezpośrednie
widmo - chemiczny odcisk palca - planety
orbitującej wokół odległej gwiazdy.
Rezultaty
nowych obserwacji rzucają
światło na formację planet oraz ich
skład. Stanowią także milowy krok w poszukiwaniu życia we
Wszechświecie.
Widmo planety dostarcza informacji na temat składu chemicznego jej
atmosfery. A ten może wyjawić sposób formowania się planet
oraz określić, czy panujące na niej warunki są sprzyjające do powstania
życia.
Badana egzaplaneta (planeta pozasłoneczna) krąży wokół jasnej, młodej
gwiazdy HR 8799, o masie 1,5 razy większej od masy Słońca. Układ
planetarny znajduje się około 130 lat świetlnych od Ziemi. Inna grupa
badaczy zaobserwowała w tym układzie jeszcze dwóch większych towarzyszy
planety o masach 7-10 razy większych od Jowisza. Planety te znajdują
się w odległości od 20 do 70 razy większej niż odległość Ziemi do
Słońca. Ten układ posiada także dwa pasy mniejszych obiektów, podobne
do pasa asteroid i pasa Kuipera w Układzie Słonecznym.
"Naszym celem była planeta znajdująca się pomiędzy pozostałymi dwoma,
która jest około 10 razy masywniejsza od Jowisza, a
na jej powierzchni panuje temperatura 800 stopni Celsjusza"
- mówi członkini zespołu Carolina Bergfors. "Po około 5 godzinach
ekspozycji udało się nam wydobyć widmo planety z promieniowania dużo
jaśniejszej macierzystej gwiazdy."
Pierwszy raz zaobserwowano bezpośrednio
widmo egzoplanety
orbitującej wokół normalnej, podobnej do Słońca gwiazdy. Wcześniej
zarejestrowanie widma było możliwe tylko za pomocą teleskopów
kosmicznych, które obserwowały przejście planety na tle gwiazdy, coś w
rodzaju egzoplanetarnego zaćmienia. Takie obserwacje były możliwe tylko
wtedy, gdy orbita planety była odpowiednio ułożona, co zdarza się
bardzo rzadko. Natomiast najnowsze widmo zostało zarejestrowane przez
naziemne teleskopy VLT (Very Large Telescope, Bardzo Duży Teleskop)
należące do ESO (European Southern Observatory, Europejskie
Obserwatorium Południowe), a orientacja orbity była bez znaczenia.
Jest to bardzo duże osiągnięcie, biorąc
pod uwagę fakt, że gwiazda
macierzysta jest kilka tysięcy razy jaśniejsza od planety. "To jak
próba zaobserwowania świecy znajdującej się 2 km od nas, gdy obok niej
świeci 300 watowa żarówka" - tłumaczy Markus Janson, autor artykułu
donoszącego o nowych odkryciach.
Odkrycie było możliwe, dzięki działającemu w podczerwieni instrumentowi
NACO, umieszczonemu na VLT, który korzysta z systemu optyki
adaptywnej.
Optyka adaptywna jest to "magiczny trik" astronomów polegający na
zastosowaniu cienkich zwierciadeł, które mogą nieznacznie zmieniać swój
kształt, tak aby wyeliminować szkodliwy wpływ atmosfery na obserwacje.
Nowe dane pokazały, że bardzo mało wiemy na temat atmosfer planet, a
widmo wykazuje cechy, które nie są zgodne z przewidywaniami
teoretycznymi.
Astronomowie mają nadzieję, że wkrótce uda
im się zaobserwować
widma pozostałych dwóch planet, aby móc porównać skład chemiczny
obiektów należących do tego samego układu planetarnego. Obserwacje te
pomogą nam odpowiedzieć na pytania dotyczące powstawania układów
planetarnych podobnych do naszego.
23 styczeń 2010
Źródło
| Magda Siuda
Kepler
odkrywa pięć nowych planet

|
| Fot. Wizja
artystyczna pozasłoneczej planety olbrzyma,
okrążającej swą gwiazdę w bardzo bliskiej odległości.Zródło:
NASA/JPL-Caltech/T. Pyle (SSC) |
Nowy
teleskop kosmiczny Kepler, którego głównym przeznaczeniem jest
poszukiwanie planet podobnych do Ziemi, znakomicie wywiązuje się ze
swojego zadania. W styczniu ogłoszono znalazienie pięciu nowych planet
pozasłonecznych.Teleskop pracuje od
marca 2009. W tym czasie zaobserwował około 150 tysięcy gwiazd "podejrzanych"
o posiadanie własnych układów planetarnych i zbadał setki tzw. sygnatur
planet - czyli danych obserwacyjnych, zgodnie z którymi dana gwiazda
może, choć nie musi, być okrążana przez mniejszy glob.
Wiele z tych sygnatur okazało się być innymi obiektami - zazwyczaj po
prostu niewielkimi i słabo świecącymi gwiazdami, które okrążają większe
gwiazdy - w pięciu przypadkach dodatkowe obserwacje prowadzone z Ziemi
potwierdziły, że obserwowany obiekt jest istotnie pozasłoneczną
planetą. Wszystkie pięć
nowych planet są planetami typu jowiszowego - wielkimi
kulami gazu, podobnymi prawdopodobnie do planet olbrzymów znanych nam z
Układu Słonecznego. Kepler poszukuje planet na zasadzie fotometrycznego
pomiaru okresowych
spadków jasności dalekich gwiazd. Gdy taka planeta
przechodzi na tle tarczy gwiazdy (tzw. zjawisko tranzytu, podobne do
obserwowanych zjawisk przejścia Wenus przez tarczę Słońca), częściowo
osłabia blask swej gwiazdy. Rozmiar odkrytej tą metodą planety może być
oszacowany z rozmiaru i kształtu tego spadku jasności.
Kepler będzie kontynuował swą misję do końca 2012 roku. Jego twórcy
spodziewają się przyszłych odkryć planet typu ziemskiego - małych i
skalistych, a dodatkowo mieszczących się w tzw. strefie zamieszkiwalnej
(ang. habitable zone), czyli w takiej odległości od macierzystych
gwiazd, która zapewnia warunki pozwalające na występowanie
na powierzchni planety wody w stanie ciekłym, a zatem być może
i form życia.
22 styczeń 2010
Źródło
| Elżbieta
Kuligowska
Powierzchnia
gwiazdy Betelgeza widoczna z niespotykaną dotąd dokładnością!

|
| Fot.
Uzyskany obraz wyjawia obecność dwóch ogromnych, jasnych plam o
rozmiarach porównywalnych do odległości Ziemia-Słońce! Wynik ten
pozwoli lepiej zrozumieć strukturę i ewolucję gwiazd zwanych
superolbrzymami. Źródło: Haubois/Perrin
(LESIA, Observatoire de Paris) |
Dzięki
zastosowaniu techniki zwanej interferometrią,
zespół naukowców pod kierownictwem francuskiego astronoma z
Obserwatorium Paryskiego, uzyskał obraz powierzchni czerwonego superolbrzyma
w gwiazdozbiorze Oriona
- Betelgezy
- z niespotykaną dotąd dokładnością. Obraz ujawnił obecność dwóch ogromnych, jasnych plam
o rozmiarach porównywalnych z odległością Ziemi od Słońca. Plamy te
pokrywają znaczącą część powierzchni tej ogromnej gwiazdy. To
pierwszy, silny dowód na istnienie zjawiska konwekcji,
polegającego na transporcie energii cieplnej przez przepływającą
materię, w innej gwieździe niż nasze Słońce. Odkrycie to pozwoli lepiej
zrozumieć strukturę i ewolucję superolbrzymów, takich właśnie jak
Betelgeza.
Betelgeza
znacznie różni się od Słońca - ma aż 600
razy większą średnicę i w każdej chwili wyświeca około 100 tysięcy razy
więcej energii niż czyni to nasza Dzienna Gwiazda.
Niemniej, podobnie
jak to ma miejsce na Słońcu, Betelgeza również posiada jasne i ciemne
plamy na swojej powierzchni. Struktury te są przejawem zjawiska
konwekcji
- transportu ciepła w wyniku przepływu materii (w codziennym życiu
spotykamy to zjawisko, obserwując gotującą się wodę). Plamy tego typu
są dobrze znane i widoczne na powierzchni Słońca. Czegoś podobnego nie
zaobserwowano jednak wcześniej w przypadku innych gwiazd. Stąd też
rozmiary, charakterystyka fizyczna oraz czas życia tych struktur
pozostawał nieznany.
Betelgeza to dobry obiekt do obserwacji
interferometrycznych z uwagi na swoje duże rozmiary i jasność. Używając
jednocześnie trzech teleskopów wchodzącyh w skład interferometru
Infrared Optical Telescope Array (IOTA) na górze Hopkinsa w stanie
Arizona (USA), zespół badaczy związany częściowo z Obserwatorium
Paryskim, zdołał wykonać serię bardzo dokładnych pomiarów. Pozwoliły
one następnie zrekonstruować obraz gwiazdy przy pomocy dwóch
niezależnych algorytmów.
Autorami algorytmów są Eric Thiebaiut z Astronomical Research Center w
Lyonie (CRAL, Francja) oraz Laurent Mugnier i Serge Meimon z French
Aerospace Lab (ONERA). Oba dały ten sam rezultat - obraz powierzchni
gwiazdy w niespotykanych dotąd szczegółach oraz dwie jasne plamy
widoczne wyraźnie w pobliżu centrum tarczy gwiazdy.
Inne,
nieco gorszej jakości obrazy tej gwiazdy, były znane już wcześniej.
Były to głównie wyniki modelowań na podstawie danych z interferometrów.
Teraz jednakże badacze dysponują prawdziwym obrazem o jakości
przekraczającej wcześniejsze wyniki modelowań. Po raz pierwszy również
można powiedzieć, że jasne plamy faktycznie tam są i oszacować ich
rozmiary.
Analiza jasności plam pokazała, że ich temperatura
jest o 500 stopni większa
niż średnia temperatura ich otoczenia, która
wynosi 3227 stopni
Celsjusza. Największa z zaobserwowanych struktur ma
rozmiary 1/4 średnicy gwiazdy (czyli półtora raza więcej niż odległość
Ziemi od Słońca!). To zaś pokazuje wyraźną
różnicę
w stosunku do naszego Słońca, gdzie analogiczne komórki konwekcyjne są
znacznie mniejsze i rzadko kiedy osiągają rozmiary 1/20 promienia
Słońca (czyli tyle co kilka promieni ziemskich). Odkryte struktury
potwierdzają swoją konwekcyjną naturę i są pierwszym tego typu
przykładem na powierzchni innej gwiazdy niż Słońce.
Konwekcja może odgrywać istotną rolę w wyjaśnieniu zjawiska utraty masy oraz
gigantycznego pióropusza
gazu
wyrzuconego z powierzchni Betelgezy. Ten ostatni odkryty został przez
zespół kierowany przez Pierre Kervella z Obserwatorium Paryskiego. Komórki konwekcyjne
mogą być właśnie miesjcami, z których dochodzi do wyrzutów materii z
gwiazdy. Otwiera się zatem nowa dziedzina badań dzięki francuskim
astronomom, którzy starają się obecnie wykorzystać w swoich badaniach
interferometr złożony z największych teleskopów na świecie - Keck I
i II, Gemini, Canada-France Telescope oraz europejskiego Very
Large Telescope (VLT).
18 styczeń 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Masywna
czarna dziura przyłapana „na gorącym uczynku”

|
| Fot.
Galaktyka eliptyczna NGC 1399: kolorem niebieskim przedstawiono emisję
promieniowania X nałożoną na zdjęcie optyczne. Na zdjęciu zaznaczono
położenie źródła ULX. Źródło: X-ray: NASA/CXC/UA/J. Irwin; Optical:
NASA/STScI |
Najnowsze wyniki pochodzące z Obserwatorium Rentgenowskiego Chandra
oraz naziemnych teleskopów Magellana sugerują, że gęsty obiekt, będący
pozostałością po gwieździe, został rozerwany przez czarną dziurę tysiąc
razy masywniejszą niż Słońce.
Jeżeli wyniki zostaną potwierdzone będzie to silny dowód na istnienie czarnych dziur
o pośrednich masach. Jak dotąd wśród naukowców nie ma
zgody, czy tego typu czarne dziury w ogóle występują we Wszechświecie.
Powyższe wnioski zostały wyciągnięte na podstawie obserwacji w gęstej
gromadzie wyewoluowanych gwiazd bardzo jasnego źródła promieniowania X,
którego widmo w zakresie optycznym wykazuje nietypową zawartość
pierwiastków w jego otoczeniu. Łącząc oba te fakty naukowcy
stwierdzili, że promieniowanie rentgenowskie powstaje w wyniku spadku
materii, pochodzącej z rozerwanego białego karła, na czarną dziurę. W
trakcie takiego spadku, materia podgrzewana jest do temperatury
pozwalającej na emisję promieniowania X, a następnie wysokoenergetyczne
fotony wzbudzają materię znajdującą się w dalszej części układu
powodując jej świecenie w zakresie optycznym.
Na podstawie wartości natężenia promieniowania X źródło to zostało
sklasyfikowane jako ULX,
z ang. ultraluminous X-ray source, czyli ultra jasne źródło rentgenowskie.
ULX to obiekty jaśniejsze niż typowe obiekty rentgenowskie pochodzenia
gwiazdowego, ale ciemniejsze niż źródła związane z supermasywnymi
czarnymi dziurami znajdującymi się we wnętrzu aktywnych jąder galaktyk
(ang. AGN, active galacti nuclei). Czarne dziury pochodzenia
gwiazdowego mają masę od kilku do kilkudziesięciu mas Słońca, zaś te w
AGNach osiągają rozmiary od miliona do dziesiątków miliardów mas
Słońca. Natura źródeł ULX pozostaje jak dotąd niewyjaśniona, ale
przypuszcza się, że mogą to być czarne dziury o masach od stu do kilku
tysięcy mas Słońca, czyli obiekty pośrednie między tymi pochodzenia
gwiazdowego a znajdującymi się w AGNach.
Badany ULX jest członkiem gromady kulistej, czyli obiektu skupiającego
dużą ilość bardzo starych gwiazd. Podejrzewa się, że właśnie te gromady
mogą zawierać w sobie czarne dziury o masach pośrednich, ale wciąż brak
jednoznacznych dowodów potwierdzających tą hipotezę.
„Astronomowie spotkali już się z sytuacją, gdy gwiazda została
rozerwana przez supermasywną czarną dziurę w galaktyce, jednak jest to
pierwszy przypadek, gdy obserwujemy coś takiego w gromadzie kulistej”,
komentuje odkrycie Jimmy Irwin z Uniwersytetu w Alabamie, który kieruje
projektem badawczym nad tym tajemniczym obiektem.
Irwin wraz ze współpracownikami uzyskali widma optyczne tego źródła za
pomocą teleskopów Magellan I i II w Las Campanas w Chile.
W otrzymanych danych widoczna jest emisja tlenu oraz azotu, ale brak
jest śladów wodoru, co jest bardzo nietypowe dla sygnału pochodzącego z
gromady kulistej. Warunki fizyczne określone na podstawie widma
sugerują, że gaz
orbituje wokół czarnej dziury o masie około 1000 słońc.
Natężenie promieniowania pochodzące od atomów tlenu oraz brak emisji
wodoru sugerują, że tą zniszczoną gwiazdą mógł być biały karzeł. Biały
karzeł to końcowe stadium ewolucji gwiazdy podobnej do naszego Słońca,
która po wypaleniu większości wodoru składa się głównie z tlenu.
Obecność azotu pozostaje jednak niewyjaśniona.
Przewidywania teoretyczne sugerują, że emisja promieniowania X
pochodząca z tego typu źródła może być obserwowana przez ponad 100 lat,
ale natężenie powinno stopniowo maleć.
Od roku 2000 do roku 2008 obserwowany ULX zmniejszył swoją jasność o
około 35%.
Ten tajemniczy obiekt znajduje się w odległej o 65 milionów lat
świetlnych galaktyce eliptycznej NGC 1399.
16 styczeń 2010
Źródło
| Hubert Siejkowski
Satelita
WISE przesyła pierwsze zdjęcia Wszechświata w podczerwieni

|
| Fot.
Fragment gwiazdozbioru Carina w podczerwieni sfotografowany w czasie
testów detektora satelity WISE. Źródło: NASA/JPL-Caltech/UCLA |
Nowy
orbitalny teleskop do badań w
podczerwini, WISE, wykonał pierwsze zdjęcia
Kosmosu w trzy tygodnie po wystrzeleniu.
Zebrane materiały wskazuja na to, że zainstalowane na jego pokładzie
detektory podczerwieni są w stanie wykonać pełną, podczerwona mapę
Wszechświata.
Na pierwszych przesłanych na Ziemie fotografiach
widzimy pewien region w gwiazdozbiorze Carina, zawierający około trzy
tysiące gwiazd, w tym jasnego, czerwonego giganta. Ze wstępnych badań
wynika wyraźnie, że kosztująca około 320 milionów dolarów
misja
ma szanse zakończyć się sukcesem - nowa podczerwona mapa nieba pozwoli
wykryć olbrzymie ilości nieznanych nam dotąd galaktyk, gwiazd i
asteroid.
Pierwsze fotografie zostały wykonane w czasie około
ośmiosekundowej ekspozycji. Sonda WISE powtórzy takie ekspozycje ponad
siedem tysięcy razy w czasie jedynie pierwszego etapu projektu. Aby
jednak sfotografować całe niebo, potrzeba będzie milionów tego typu
zdjęć.
Kompletne wyniki misji WISE zostaną oddane do publicznej dyspozycji
astronomów nie wcześniej niż w marcu 2012 roku.
13 styczeń 2010
Źródło
| Elżbieta
Kuligowska
Zaglądając
w samo serce ciemności:
Sagittarius A* zużywa jeszcze mniej paliwa niż
dotąd sądzono!

|
Fot.
Supermasywna czarna dziura Sgr A* i jej otoczenie.
Żródło: NASA/CXC/MIT/F. Baganoff, R. Shcherbakov et al. |
Astronomowie
nie od dziś wiedzą, że supermasywna
czarna dziura w
centrum naszej Drogi Mlecznej, znana pod nazwą Sgr A* (czyt.
Sagittarius A z gwiazdką), jest swego rodzaju kosmicznym niejadkiem.
Tymczasem okazuje się obecnie, że Sgr A* konsumuje jeszcze sto razy
mniej niż się początkowo wydawało!
Pożywieniem tej czarnej dziury są potężne wiatry wydmuchiwane
przez
bardzo masywne gwiazdy znajdujące się w jej okolicach. Niestety, jak
obliczyli już wcześniej astronomowie, gwiazdy te znajdują się na tyle
daleko od Sgr A*, że jego pole grawitacyjne niezbyt efektywnie
przechwytuje owe wiatry.
Przypuszczano, że tylko 1% całego dostępnej
materii dociera do czarnej dziury.
Tymczasem obecnie okazuje się, że Sgr
A* konsumuje jeszcze mniej niż
sądzono - zaledwie 1
procent z szacowanego wcześniej 1 procenta!
Pytanie tylko - dlaczego tak mało?
Nowy model teoretyczny, opracowany w oparciu o dane z bardzo długiej
ekspozycji wykonanej przez obserwatorium rentgenowskie Chandra (NASA),
zdaje się tłumaczyć tę zagadkę. Model zakłada dwa regiony wokół
czarnej
dziury. Region zewnętrzny
rozciąga się bardzo daleko od niej i obejmuje
wspomniane już masywne gwiazdy, będące źródłem pożywnych wiatrów.
Region
wewnętrzny zaś, znajdujacy się w pobliżu horyzontu zdarzeń
(czyli granicy, spod której nawet światło nie może wydostać się na
zewnątrz), wypełnia gorący gaz, którego cząstki zderzają się ze sobą i
przekazują energię do zewnętrznego, chłodnego regionu w wyniku procesu
zwanego przewodnictwem.
Przekazywana w ten sposób energia staje się
źródłem ciśnienia wypychającego niemal cały gaz zgromadzony w regionie
zewnętrznym jeszcze dalej od czarnej dziury. Model ten wydaje się
nieźle tłumaczyć rozciągły kształt obszaru gorącego gazu widoczny na
zdjęciach rentgenowskich oraz pewne struktury widoczne w innych
zakresach promieniowania.
Widoczny obok obraz Sgr A* i jego otoczenia to efekt serii obserwacji i
zbierania danych z okresu około 2 tygodni. Tak długie obserwacje
pozwoliły astronomom zajrzeć jeszcze głębiej i przyjrzeć się nieco
bliżej jednej z pozostałości po supernowych (strukturze znanej jako Sgr
A* Wschód) oraz rozciągającym się na tuzin lat świetlnych w obu
kierunkach od czarnej dziury płatom gorącego gazu. Płaty takie dowodzą
potężnym erupcjom, jakie miały tam miejsce już kilkakrotnie w ciągu
ostatnich 10 tysięcy lat.
Obrazek pokazuje także kilka tajemniczych kolumn widocznych w
promieniowaniu rentgenowskim, które z kolei mogą być poteżnymi
strukturami pola magnetycznego, oddziałującego ze strumieniami
energetycznych elektronów wyrzucanych z szybko rotujących gwiazd
neutronowych. Struktury takie znane są jako mgławice pulsarowe.
10 styczeń 2010
Źródło
| Andrzej
Gibiec
Promieniowanie
gamma zdradza pulsary

|
| Fot.
Kosmiczna latarnia. Wizja artysty przedstawiająca szybko rotujący
pulsar
emitujący strugi promieniowania. Źródło: NASA |
Energetyczne promieniowanie gamma pomaga astronomom w poszukiwaniach
wirujących pulsarów.
"Zwykle
musimy przeszukiwać całe niebo,
by znaleźć pulsary", mówi Scott
Ransom z Narodowego Obserwatorium Radioastronomicznego (National Radio
Astronomy Observatory) w Charlottesville w Wirginii "Teraz możemy użyć
punktowych źródeł promieniowania gamma, które powiedzą nam gdzie mamy
patrzeć."
Pulsary to bardzo gęste
pozostałości po masywnych gwiazdach, które rotują z częstością nawet setek
razy na sekundę. Emitują one promieniowanie w postaci pulsów
(stąd ich nazwa), przypominając w ten sposób latarnię morską.
Pulsary mają duże znaczenie dla astronomów poprzez ich związek z falami
grawitacyjnymi.
Fale grawitacyjne to drobne zmarszczki czasoprzestrzeni powstające
wokół masywnych obiektów poruszających się z dużym przyspieszeniem.
Przewidziane zostały w Ogólnej Teorii Względności Einsteina. Pulsary to
nie tylko źródła fal grawitacyjnych, ale poprzez swoje pulsy
promieniowania, wysyłane z precyzją najlepszych zegarów, mogą posłużyć
do zarejestrowania fal grawitacyjnych w pobliskiej przestrzeni.
Astronomowie obliczyli, że Droga Mleczna powinna zawierać dziesiątki
tysięcy najszybciej rotujących pulsarów, zwanych pulsarami
milisekundowymi.
Jednak radioteleskopy zaobserwowały ok. 100 takich obiektów. W związku
z tym, że takie pulsary mogą przebywać w dowolnym miejscu w Galaktyce,
to poszukiwanie ich przypomina szukanie igły w stogu siana.
Jednak z pomocą przyszły obserwacje
dokonane przy użyciu Kosmicznego
Obserwatorium Promieniowania Gamma (Gamma-ray Space Telescope), zwanego
Fermi,
które pokazały, że wiele
pulsarów milisekundowych emituje
promieniowanie gamma. Jednak większość z nich emituje za
mało tego
wysokoenergetycznego promieniowania, aby można było wyznaczyć okres i
tym samym zidentyfikować je jako znane wcześniej źródła radiowe.
Ransom wraz ze współpracownikami
obliczyli,
że większość
niezidentyfikowanych źródeł promieniowania gamma, zaobserwowanych przez
Fermi'ego, może okazać się pulsarami. Wykorzystano, więc duży
radioteleskop Green Bank w Zachodniej Wirginii i zaobserwowano, że trzy
z czterech źródeł promieniowania gamma są także emitującymi radiowo
pulsarami milisekundowymi.
"Pierwszy raz obserwacje promieniowania
gamma naprowadzają na
obserwacje radiowe", skomentował Peter Michelson z Uniwersytetu
Stanford w Palo Alto, w Kalifornii.
Technika wykorzystująca obserwacje gamma
może wkrótce ujawnić
wiele z nieznanych wcześniej pulsarów, w tym jasne radiowo pulsary,
które mogą pomóc w zaobserwowaniu fal grawitacyjnych.
3 styczeń 2010
Źródło
| Magda
Siuda
|
|
|