Wiosenne niebo 2013

Wiosenne niebo 2013


Wiosna! To magiczne słowo, które tak dużo dla nas wszystkich znaczy. W tym roku na wiosnę, minie już 91 lat od ukazania się pierwszego numeru Uranii (obecnie Urania – Postępy Astronomii), czasopisma poświęconego propagowaniu fascynującej nauki jaką jest astronomia. Dzięki niej wiemy, że tegoroczna wiosna astronomiczna będzie trwała (jak zwykle) przez 93 dni, a rozpocznie się 20 marca o godz. 12.04 według czasu środkowo-europejskiego.

Dlaczego akurat wtedy?

Otóż przyjmuje się, że wiosna astronomiczna rozpoczyna się na naszej półkuli z chwilą przejścia środka tarczy Słońca przez punkt równonocy wiosennej, tzw. punkt Barana. Punkt ten wyznaczają na niebie przecinające się koła wielkie: Równik niebieski, czyli przedłużenie płaszczyzny równika ziemskiego i Ekliptyka, po której porusza się w ciągu roku Słońce. W tym to momencie, rokrocznie jednak innym – co wiąże się z niejednostajnością ruchu orbitalnego ZiemiSłońce „przechodzi” z półkuli południowej na północną, ze znaku Ryb w znak Barana. Rozpoczyna się wtedy astronomiczna Wiosna, która niestety rzadko pokrywa się z naszymi obserwacjami czy odczuciami, czyli wiosną termiczną. W klimatologii zaś przyjmuje się, że wiosna termiczna (poprzedzona przez przedwiośnie) rozpoczyna się wtedy, gdy średnia temperatura dobowa wynosi minimum +5 C, a świat roślinny rozpoczyna już na dobre wegetację.

W tym jakże podniosłym, nieomal wiosennym nastroju, chciałbym Państwu opowiedzieć coś o niezwykłej Wiośnie, bo mającej aż 535 lat. Po raz pierwszy zetknąłem się z Nią (oryginałem) w 1978 roku, gdy miała ona równo 500 lat. Spytacie: a cóż to za dziwadło? Otóż ta sędziwa Wiosna to dzieło malarskie Sandro Botticellego (1445 – 1510) zatytułowane Primavera czyli Wiosna, inaczej zwana „Wiosennym ogrodem Wenus”, powstałe najprawdopodobniej w 1478 roku (w literaturze wymieniane są też późniejsze lata – chyba w zależności od przyjętego momentu pierwszego lub ostatniego pociągnięcia pędzlem mistrzowskiej ręki).

Obraz ten (tempera na desce, 203 x 314 cm) znajduje się w Muzeum Uffizi we Florencji. Jestem pewien, że wielu z Państwa widziało jeśli nie oryginał, to przynajmniej reprodukcję tego obrazu. Gdy oglądałem go w Galerii po raz pierwszy, jego kolory były jakby przygaszone. Spowodowane to było niewłaściwą konserwacją, złym zawerniksowaniem dzieła w XIX wieku. po przeprowadzonej renowacji w 1982 roku, obraz zajaśniał pełnią barw i również w chwili obecnej, jak przed wiekami, olśniewa zwiedzających swym niesamowitym pięknem. Jeśli Państwo będziecie mogli się tam wybrać (najlepiej zarezerwować sobie bilety wstępu na: www.ticketsflorence.com/uffizi), aby przy okazji zobaczyć również inne dzieła Botticellego, zarezerwujcie sobie na oglądanie Wiosny co najmniej godzinę. Naprawdę warto!

Autor tego dzieła, Sandro Botticelli urodził się we Florencji, w 1444 lub 1445 roku i zmarł tamże, 17 maja 1510 roku. Był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli tzw. Szkoły florenckiej. Uczył się u Fra Filippo Lippiego, a potem wstąpił do pracowni Verrocchia, spełniającej w owym czasie rolę dzisiejszych akademii sztuk pięknych. W tamtych czasach Florencja rozkwitała i bogaciła się znacznie, a właśnie dzieciństwo i młodość Sandra przypadły na okres rosnącej potęgi rodu Medyceuszy. Głowa rodu, Cosimo de Medici, rządził całym miastem, będąc przy tym wielkim mecenasem sztuki. Rok 1469, pamiętny w dziejach Florencji objęciem rządów przez Wawrzyńca Wspaniałego (Lorenzo Magnifico), to również rok, w którym Botticelli otworzył własną pracownię. W mieście roiło się wówczas od warsztatów rzeźbiarskich, malarskich i snycerskich (było ich ponoć 54), lecz warsztat Sandra należał do najbardziej wziętych, szczególnie w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. W tym to zwłaszcza okresie Botticelli cieszył się poparciem rządzących, o czym świadczą liczne portrety jego pędzla, przedstawiające osobistości blisko związane z kręgiem medycejskim. Na dworze Medyceuszy, w tyglu żarliwych dyskusji, rozstrzygano o sprawach sztuki, oceniano doświadczenia, wypracowywano nowe koncepcje artystyczne, porównywano i osądzano dzieła różnych artystów. Botticelli, w latach swej największej aktywności twórczej, brał udział w tych dysputach. Tam zetknął się z filozofią neoplatońską, która głosiła m. innymi wieczną doskonałość natury, idealizowała mitologię świata antycznego i tworzy la alegorie o treściach intelektualnych, transponowanych do poezji i malarstwa w poszukiwaniu harmonii Wszechświata. Właśnie w Wiośnie oczarowanie artysty naturą i starożytnymi mitami wydaje się być całkowite, a pełna słodyczy harmonia skrywa świadomość ostatecznej nieuchronności losów człowieka. Dzieło to często jest łączone z listem, jaki Marsilio Ficino napisał w 1477 roku do swego ulubionego ucznia Lorenza di Medici. List ten zawiera horoskop Lorenza oparty na astralnej koniunkcji Wenus i Merkurego, mówi także o Wenus jako o uosobieniu miłości, prowadzącej od świata doświadczeń do sfery idei i kontemplacji.

Być może dyskusje na dworze Medyceuszy, właśnie nad tym horoskopem Lorenza, zainspirowały i skłoniły Sandra do stworzenia tego niesamowitego obrazu. W Wiośnie dostrzegano królestwo Wenus, która otrzymała rysy pięknej Simonetty Vespucci (w której Botticelli chyba był zadurzony), damy dworu medycejskiego, zmarłej niestety przedwcześnie w 1476 roku. Bogini Wenus stoi w centrum kompozycji oddzielając sferę zmysłów – z Zefirem ścigającym Horę i z Florą rozrzucającą kwiaty – od sfery wysublimowanej duchowości z tańczącymi trzema Gracjami i Merkurym, w którym rozpoznano Giuliana de Medici – brata Lorenza. Wenus, personifikacja uniwersalnej miłości, symbolizuje przejście od praktycznej aktywności do kontemplacji, od czasu ludzkiego do wieczności.

Widziano w nim alegorię Sądu Parysa; złożone znaczenie przypisywano też bogatej roślinności, bowiem Botticelli przedstawił na obrazie około pięćset (!) rozmaitych gatunków. Tajemnica kompozycji tego obrazu tkwi w kreowaniu rytmu głębi, przestrzeni, gęstości i przezroczystości materii. Ażur konarów, nakrapiany złocistymi jabłkami, czarownie odtworzona wiosenna roślinność Toskanii, stały się tłem dla mitycznych odwołań, ożywionych wyrafinowaną mozaiką barw i wibracją każdej cząstki płaszczyzny obrazu. W niewypowiedzianie słodkim wdzięku ulotnych chwil, w krótkotrwałej, kalejdoskopowej wizji, Botticelli sławi oczarowanie utęsknionym i niedosięgłym Edenem.

Na polecenie papieża Sykstusa IV, Botticelli tworzy w Rzymie w latach 1481-1483, freski w Kaplicy Sykstyńskiej (epizody z życia Chrystusa i Mojżesza). Po powrocie do Florencji, artysta namalował znane obrazy mitologiczne, nie mniej piękne jak Primavera, a mianowicie: Narodziny Wenus – pierwszy w Renesansie „pogański” akt (Uffizi) oraz Wenus i Mars (National Galery, Londyn), składające się tematycznie razem z Primaverą w tryptyk (każda Wenus ma rysy Simonetty Vespucci).

Po roku 1490 Botticelli namalował, pod wpływem kazań Savanaroli, szereg obrazów o tematyce religijnej. Zilustrował też Boską Komedie Dantego, ale żadne późniejsze dzieła Botticellego nie dorównują Primaverze. Cóż, taka Wiosna jest tylko jedna …

Nasze rozważania o Wiośnie 2013 nie byłyby kompletne, jeśli zapomnielibyśmy o zbliżających się Świętach Wielkanocnych – pełnych tradycji chrześcijańskich i rodzinnych, które w naszym gregoriańskim kalendarzu przypadają, zgodnie z postanowieniami Soboru Nicejskiego z 325 roku, w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. W tym roku tak się składa, że pierwsza wiosenna pełnia wypada w środę 27 marca o godz. 10.27 i dlatego 31 marca jest Niedzielą Wielkanocną, zaś w poniedziałek Wielkanocny, czeka nas Prima Aprilis oraz śmigus-dyngus; miejmy nadzieję, że będzie wtedy już dość ciepło, aby bez szwanku znieść tradycyjne polewanie wodą.

Z całą pewnością nasza niepołomicka Wiosna w okresie Świąt Wielkiej Nocy, być może, nie będzie tak wspaniałą jak ją widział w XVI wieku w Toskanii malarz Sandro Botticelli, czy jak współcześnie podają to przewodniki turystyczne, ale czyż piękno natury ma tylko jedno oblicze? Ponadto marzy mi się aby kiedyś ten obraz, choć na krótko, zawitał w mury naszego Zamku.

Mówi się, że Wiosna – ta prawdziwa – przychodzi dość niespodziewanie, wyjdźmy więc Jej naprzeciw!


Adam Michalec

MOA w Niepołomicach, 19 lutego 2013